REKLAMA
REKLAMA

Parkiet PLUS

Kocham klub, ale jeszcze bardziej moją firmę

Z Bertusem Servaasem, prezesem VIVE Textile Recycling o rezygnacji ze sponsorowania jednej z najlepszych drużyn piłki ręcznej na świecie – VIVE Kielce – rozmawia Łukasz Majchrzyk
Foto: Lamus Antykwariaty Warszawskie

Czy to najtrudniejsza decyzja w pana sportowo-biznesowym życiu?

Kiedy jesteś przez 18 lat głównym lub jednym z głównych sponsorów klubu, to tworzy się silna więź. Nie jestem tylko sponsorem, jestem dodatkowo prezesem klubu. Wielu pracowników spółek Grupy VIVE było zaangażowanych w ten sportowy projekt i dla nich to też była trudna decyzja. Przez ostatnich kilka lat osiągaliśmy dobre rezultaty, wszystko się spinało: wielkość wydatków i wartość reklamowa. Akurat w takim momencie muszę zrezygnować. To ciężki czas dla klubu, bo VIVE dawało duże pieniądze. Muszę jednak być odpowiedzialnym menedżerem, muszę być odpowiedzialny za ludzi. Klub kocham, ale jeszcze bardziej kocham moją firmę i biorę odpowiedzialność za pracowników.

Długo się pan zastanawiał?

Kiedy wybuchła epidemia i sklepy zostały zamknięte, to wiedziałem, że szybko pojawią się problemy z płynnością finansową. Straciliśmy dziesiątki milionów złotych utargu. Mamy teraz 14 tysięcy ton zapasów, musieliśmy wynająć więcej budynków, żeby gdzieś te ubrania przechowywać. Nie wiadomo, kiedy rynek się odbuduje. Jesteśmy w trudnej sytuacji, ale dzięki mojej fantastycznej załodze możemy przez to przejść. Wiele osób pracowało w tym trudnym czasie na urlopie bezpłatnym. Takie porozumienie podpisało 85 proc. załogi. Jeszcze do 15 lipca pracujemy tylko na 80 proc. czasu pracy, a przez to ludzie zarabiają mniej. Na każdym kroku podkreślam, jak bardzo jestem dumny z załogi. Przychodzą do pracy każdego dnia, a przecież epidemia jeszcze nie wygasła i wiele osób boi się o zdrowie. Czapki z głów przed moimi ludźmi. Mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja, żeby im za to podziękować.

Obecną sytuację da się porównać do tego, kiedy spaliły się magazyny VIVE?

Mam już doświadczenie, jak odbudować biznes. To jednak jest inna sytuacja, bo wówczas problem dotknął tylko mnie i każdy chciał pomóc. Teraz jestem sam, bo przez epidemię i kryzys każdy ma swoje kłopoty. Doświadczenie bardzo mi się przydało, bo wiedziałem, że nie mogę zwlekać z decyzjami, podjąłem je szybko. To mi pomogło w ratowaniu firmy. Teraz wiele zależy od rządowego wsparcia dla dużych firm, od tego, jak szybko będą realizowane wypłaty transz z tytułu złożonych wniosków. Będziemy aplikować o środki i czekać na decyzje Polskiego Funduszu Rozwoju. Robimy krok do przodu. Straty już ponieśliśmy, teraz koncentrujemy się na utrzymaniu płynności.

Potwierdza się przy tej okazji, że w pierwszej kolejności wstrzymuje się pieniądze na marketing?

Takie jest życie. Nie mogę przecież powiedzieć: kocham klub i będę na niego płacił, chociaż brakuje pieniędzy. Dyrektor finansowy dostał zadanie, żeby wprowadzić plan oszczędnościowy i stracił na tym klub sportowy. Nie było o tym nawet dyskusji. Dzięki temu zaoszczędzimy duże pieniądze, które pomogą uratować firmę. Jeśli będę sponsorował klub, a przez to zbankrutuję, nikomu to nie pomoże. Kiedy jako firma przeżyjemy i się odbudujemy, to możemy wrócić do sponsorowania klubu. Zrobiliśmy to świadomie i według mnie jest to najlepsze rozwiązanie.

W klub jest zaangażowanych wielu drobnych sponsorów w ramach akcji JoinBertus. To może pomóc?

Rezygnacja ze sponsorowania to był dobry moment, żeby odejść ze stanowiska prezesa klubu. Nie ukrywam, że takie myśli też miałem. Długo myślałem, analizowałem ostatnie 18 lat i wyszło mi, że klub dał mi wiele fantastycznych rzeczy, choćby dzięki temu tak wielu ludzi chciało pomóc po pożarze. Radość przynosił każdy tytuł mistrza Polski, zdobycie Pucharu Polski, gra w Lidze Mistrzów, fantastyczne reakcje ludzi. W takich chwilach jak dziś nie możesz się okazać tchórzem. Kiedy zdecydowałem się, że idziemy dalej, spotkaliśmy się z wiceprezesem i pracownikami klubu i przedstawiliśmy nasz plan. Dostaliśmy trochę pieniędzy z tarczy, rozmawialiśmy ze sponsorami. Wiceprezes porozumiał się z firmą PGE. Jednocześnie obcięliśmy zarobki zawodników i dziękuję za to, że podeszli do problemu ze zrozumieniem. Przy okazji dodam, że tuż po konferencji prasowej, gdy poinformowaliśmy o wycofaniu się, doszło trzech nowych sponsorów, którzy od razu wypełnili formularze.

Można liczyć na jeszcze większe wsparcie ze strony kibiców?

Mam nadzieję, że kibice kupią karnety, nawet jeśli przez jakiś czas nie będą mogli wejść do hali. Dodaliśmy dla nich pewne gratisy i utrzymaliśmy starą cenę, co trochę równoważy to, że być może nie będą mogli kilku meczów obejrzeć z trybun. Mam nadzieję, że uda się zebrać brakujące 2,5 mln złotych. Jestem pod wrażeniem, jak dobrze idzie zbiórka publiczna. Wierzę, że uzbieramy brakującą kwotę. Liczę na kibiców. Myślę, że mam prawo ich prosić o pomoc. Zainwestowałem w klub nie tylko serce, ale też pieniądze i teraz mogę powiedzieć: chcemy grać o mistrzostwo Polski, dlatego prosimy o pomoc. Myślę, że dla kibica oglądanie meczów z Barceloną też jest fajne, bo to ekstra smaczek. Powtarzam od dawna, że VIVE to klub dla wszystkich Polaków. Przez ostatnich siedem lat byliśmy cztery razy w Final Four Ligi Mistrzów i reprezentujemy polski sport bardzo godnie. Mam nadzieję, że ta zbiórka spotka się z odzewem nie tylko w Kielcach.

To chyba byłby ewenement w Polsce?

Zobaczymy, gdzie mamy potencjał, kto nam chce pomóc, gdzie są nasi kibice. To jest taka inwentaryzacja na przyszłość. Dowiemy się, komu jesteśmy naprawdę potrzebni, komu średnio, a kogo nie obchodzimy wcale. Jak ludzie nas ocenią w skali kraju? To jest ciekawe zjawisko. Już teraz jestem zadowolony. Może wizerunkowo trochę straciłem, zawsze znajdą się malkontenci, ale na to nie zwracam uwagi.

Skąd płyną pieniądze w ramach zbiórki?

To jeszcze będziemy analizować. Mamy dane naszych darczyńców. Jeśli 95 proc. wpłat będzie z Kielc, to znaczy, że jesteśmy klubem kieleckim. A jeśli się okaże, że 80 proc. wpłat jest z innych miejscowości, to może się okazać, że mamy potencjał marketingowy w całej Polsce. Wtedy będziemy mogli do tych ludzi dotrzeć. To się przyda przy planowaniu programu szkółek JoinBertus. To będzie podpowiedź, gdzie najlepiej te szkółki otwierać. Dostałem niemal natychmiast pismo od klubu sportowego z Kalisza z przesłaniem: „dacie radę". To pokazuje normalność, spontaniczność. Jestem bardzo zmęczony, ale zadowolony. Kiedy jest dobra energia w drużynie, kibicach, zespole marketingowym, to sponsorów się uda przyciągnąć. Kiedy miesiąc temu powiedziałem, jaki mam plan, usłyszałem, że to niemożliwe. Ale wszystko wytłumaczyłem i wzięliśmy się do roboty. To jest zasługa moich ludzi. Dziś, mimo tego, że PGE też trochę zmniejszyło finansowanie, brakuje nam tylko 2,5 mln zł w budżecie. Jeśli uda się zebrać tę kwotę, to będzie niesamowite podziękowanie za wiele lat ciężkiej pracy. Pierwsze reakcje dają nadzieję.

Nawet jeśli nie zbierzecie tylu pieniędzy, to zagracie w Lidze Mistrzów?

Zagramy tam na 1000 procent. Jeśli będzie brakować na koncie 2 mln złotych, to odejdzie dwóch, trzech graczy, co niestety zmniejszy naszą siłę, ale wciąż będziemy mogli walczyć z Płockiem o mistrzostwo Polski oraz zdobywać punkty w Lidze Mistrzów. Boję się tylko, jak zareagują inni, jeśli teraz ktoś odejdzie. Co będzie zimą? Andreas Wolff przychodził tu żeby wygrać Ligę Mistrzów. Jeśli się osłabimy, to nie ma szans na udział w Final Four. To jest pytanie, o co chcemy grać? Jeśli teraz zrobimy krok do tyłu, to później mogą być kolejne i na odbudowę trzeba będzie czekać sześć, siedem lat.

Problemem nie jest więc to, czy klub przetrwa, ale na jakim poziomie będzie grał?

Tylko to nas teraz martwi, bo znaczną część budżetu mamy zapewnioną. Mamy pieniądze, chociaż już od wielu miesięcy słyszę o upadku. W 2019 roku mieliśmy pozytywny wynik finansowy. Przyznaję, że przed sezonem 2018/2019 zrobiłem błąd, który nas drogo kosztował. Wpisałem do budżetu jednego sponsora, który nigdy nie przyszedł. Przez to przez dwa lata mieliśmy problemy z zamknięciem budżetu. Nie jesteśmy samobójcami, którzy będą grać bez pieniędzy na zasadzie: zobaczymy, jak to będzie. Jesteśmy odpowiedzialni. Chcemy zamknąć budżet, więc albo zbiórka wypali, albo trzeba będzie z kimś z graczy się rozstać. Poważnie traktujemy nasze zobowiązania. Jestem dobrej myśli.

CV

Bertus Jan-Willem Servaas to przedsiębiorca narodowości holenderskiej, od 1991 roku mieszkający w Polsce. W latach 1976–1982 był piłkarzem AFC Ajax Amsterdam, jednak dalszą karierę uniemożliwiła mu kontuzja nogi. Był prezesem klubu piłki ręcznej Vive Kielce, jest większościowym właścicielem spółek wchodzących w skład VIVE Group, prezesem Vive Textile Recycling, największego przedsiębiorstwa branży recyklingu tekstyliów w Polsce.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA