Okiem eksperta

Liczmy się z chaosem przy liczeniu głosów

Na trochę ponad tydzień przed wyborami w USA inwestorzy zmuszeni są poruszać się w gąszczu niewiadomych. Umownie data 3 listopada (dzień wyborów) stała się jednocześnie stabilizatorem i generatorem niepewności.
Foto: AFP

Stabilizatorem, gdyż pozwala zepchnąć na dalszy plan inne czynniki ryzyka, np. obawy o rozwój Covid-19 w Europie i USA. Ponadto wzrost przewagi Bidena nad Trumpem w sondażach oddala ryzyko kontestowania wyniku wyborów. Ten optymizm za „błękitną falą" (wygrana Bidena i przejęcie kontroli w Senacie przez demokratów) miałby sens pod warunkiem, że wszystkie głosy zostaną zliczone natychmiast zaraz po zamknięciu urn. Jednak pandemia i konieczność zachowania dystansu społecznego doprowadziły do spopularyzowania głosowania listownego. Do tego stopnia, że według stanu na 23 października oddano głosy stanowiące ok. 36 proc. wszystkich oddanych w wyborach w 2016 r. To jednak wcale nie oznacza, że ostateczny wynik wyborów poznamy szybciej, gdyż nie ma jednolitego podejścia stanów do głosów przesyłanych pocztą. Np. na Florydzie głosy listowne zaczną być zliczane przed 3 listopada i statystyki będą podane zaraz po zamknięciu lokali wyborczych. W Michigan przed dniem wyborów rozpocznie się wstępne procesowanie kopert, ale nie można zacząć zliczać głosów. W Pensylwanii na koperty z głosami można czekać do trzech dni po wyborach. Do tego dochodzi silna dysproporcja w głosach oddanych listownie na korzyść wyborców demokratów (2:1). W rezultacie „czerwone" (tj. zwykle kontrolowane przez republikanów) stany, jak Floryda, mogą wstępnie wyglądać na bardzo „niebieskie", za to „niebieskie" Michigan na podstawie samych exit poll może wypaść „czerwono". Teoretycznie wyniki z pierwszej doby, a nawet i kilku dni, mogą o niczym nie przesądzać, za to stać się pożywką dla Trumpa podważającego prawdziwość głosów listownych.

Obawiam się, że 4 listopada nie będzie poczucia ulgi, że mamy wybory za sobą. Aktualna przewaga Bidena w sondażach (8 pkt) nie gwarantuje niczego. Nie do odrzucenia jest scenariusz, w którym kontestowany wynik wyborów uruchamia efekt domina, gdzie spór polityczny zamrozi prace nad pakietem fiskalnym, pozostawiając ożywienie bezbronnym wobec efektów jesiennej fali pandemii. Nawet jeśli w szerszym ujęciu więcej danych wskazuje, że globalne odbicie postępuje z pomocą aktywnej polityki fiskalnej i monetarnej, krótkoterminowo spotęgowana niepewność i chaos polityczny mogą istotnie popsuć rynkowe nastroje – nawet już na tydzień przed wyborami.

Konrad Białas główny ekonomista, TMS Brokers

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.