REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje

Emil Łobodziński, DM PKO BP: Wyższa zmienność będzie się utrzymywać

#PROSTOzPARKIETU. Emil Łobodziński: poprawa wyników spółek w drugiej połowie roku

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Emil Łobodziński, doradca inwestycyjny w DM PKO BP.

Foto: parkiet.com

Na rynkach panuje bardzo nerwowa atmosfera. W ostatnich dniach przeważały spadki zarówno na GPW, jak i na rynku amerykańskim. Rodzi się więc pytanie, czy ta przecena to tylko korekta czy może początek poważniejszych problemów?

Można by rzec, że mamy wakacje, to powinniśmy odpoczywać i teoretycznie nie powinno się zbyt wiele dziać na rynkach. Jest natomiast zupełnie inaczej. W te wakacje inwestorzy na pewno nie mogą się nudzić. Już w czerwcu mieliśmy informacje ze strony Rezerwy Federalnej, która zasygnalizowała łagodzenie polityki pieniężnej. Pod koniec lipca mieliśmy decyzję w tej sprawie, która jednak okazała się być nie do końca taka, jak spodziewały się rynki. To zapoczątkowało pierwszą falę spadków. Swoje zrobił też prezydent Stanów Zjednoczonych i to właśnie jego zapowiedź nałożenia kolejnych ceł na chińskie towary przełożyła się na ostatnie spadki. Trzeba bowiem jasno powiedzieć: to nie jest dobra informacja, ani dla gospodarki światowej, ani też dla indeksów giełdowych. Oczywiście rozmowy handlowe trwają, natomiast tak naprawdę mamy do czynienia z przeciąganiem liny i na razie wszystko wskazuje na to, że ten stan prędko się nie zmieni. Finalnie dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby doszło do porozumienia, natomiast w grę wchodzi tyle różnych interesów, że osiągnięcie porozumienia nie będzie łatwe. Myślę więc, że jeszcze nieraz będziemy świadkami czy to złagodzenia, czy też zaostrzenia sporu.

To jednak ma realny wpływ na rynki...

Faktycznie ostatnio widzieliśmy dynamiczne spadki. Atmosfera też zrobiła się bardziej nerwowa, ale też nie ma co popadać w skrajny pesymizm. Zwróćmy bowiem uwagę, że indeks S&P 500 od ostatniego szczytu spadł o ok. 5 proc. Dynamika oraz to, jak wyglądały spadki, raczej nie napawają optymizmem, ale na razie skala przeceny nie jest zbyt duża i mieści się w ramach normalnej korekty w trendzie. Oczywiście już od poprzedniego roku widać, że jest sporo nerwów na rynku. Nawet jak amerykańskie indeksy ustanawiały nowe szczyty, to za chwilę coś się działo i wracały spadki. Nie zdziwiłbym się, gdyby ta nerwowość dalej się utrzymywała, szczególnie w perspektywie najbliższych tygodni. Aby rynki się uspokoiły, musielibyśmy dostać informację, że Stany Zjednoczone z Chinami próbują się dogadać.

Mieliśmy coś takiego po szczycie G20, kiedy wydawało się, że rozmowy na linii USA–Chiny idą w dobrym kierunku.

Tak, ale jednak większość informacji, które się pojawiają, wskazuje, że obie strony dość mocno obstają przy swoim, i wygląda na to, że wypracowanie porozumienia wcale nie będzie łatwe.

Czy to właśnie kwestia handlowa jest kluczowa dla rynków? A może gdyby np. Fed dalej obniżał stopy procentowe albo zapowiedział rozpoczęcie cyklu obniżek, to byłby to już wystarczający powód do tego, aby indeksy znowu rosły.

To zależy, o jakim horyzoncie czasowym mówimy. W krótkim okresie, jeśli Fed zasygnalizowałby kolejną obniżkę, to z pewnością ucieszyłoby to rynki. Z drugiej strony można zadać sobie pytanie, skąd się biorą te obniżki? Jest to efekt zwalniającej gospodarki, więc w długoterminowej perspektywie raczej nie jest to już taka dobra informacja. W dłuższej perspektywie zdecydowanie ważniejsze będzie jednak to, co będzie się działo na linii Stany Zjednoczone–Chiny. To jest element, który ma zdecydowanie większy wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych, a także gospodarkę globalną.

Mając na uwadze te wszystkie elementy, wierzy pan, że w tym roku możliwe są jeszcze nowe szczyty na Wall Street?

Przekornie można powiedzieć, że wszystko jest możliwe. To, czego raczej bym się spodziewał, to duża zmienność. Nawet jeśli faktycznie udałoby się ustanowić nowy szczyt, to musimy się nastawić, że nie będzie to „łatwy i przyjemny" ruch w górę.

A co z rynkiem polskim? Przespaliśmy amerykańską hossę, ale jak już na Wall Street mamy spadki to oczywiście nasz rynek również spada. Jest dla nas jakaś nadzieja?

Nasza giełda od dłuższego czasu zachowuje się słabiej niż rynki rozwinięte, a już w szczególności niż rynek amerykański. Z jednej strony sytuacja gospodarcza u nas jest dobra, z drugiej zaś strony, jeśli patrzymy na największe spółki, to nie da się uciec od tego, co dzieje się za granicą i tego, co dzieje się w kontekście rynków wschodzących, do których jesteśmy zaliczani. Rynki wschodzące mają swoje problemy, więc nasz rynek też ma pod górkę. Trzeba też jasno powiedzieć, że wyniki za I kwartał tego roku też nie były rewelacyjne. Nawet więc patrząc na nasz rynek tylko z tego punktu widzenia, to ciężko uznać początek roku za jakoś szczególnie udany. Jesteśmy teraz w okresie publikacji wyników za II kwartał. Spodziewamy się, że będzie on lepszy niż I kwartał, ale też nie należy spodziewać się jakiejś znaczącej poprawy. Dopiero druga połowa roku powinna być lepsza.

Czyli teraz omijamy warszawską giełdę?

Tak bym nie powiedział. Zagrożeniem dla naszego rynku jest to, co dzieje się za granicą, natomiast to, co wydaje się być bardzo dużą szansą, to właśnie oczekiwana poprawa wyników. Po słabym I kwartale III i IV kwartał powinien być już wyraźnie lepszy. Wydaje się nam, że w III kwartale, pomimo obecnych zawirowań, warto patrzeć na polskie spółki ze względu na spodziewaną poprawę wyników i wyceny.

A macie branże, które szczególnie preferujecie albo takie, których radzicie unikać?

Sektorem, który teraz najbardziej wyróżniamy na plus są banki. Liczymy na wzrost zysków w bankach i wydaje się, że to będzie czynnik, który może pociągnąć wyceny banków. Proszę pamiętać poza tym, że w przypadku naszego rynku aktualne jest powiedzenie, że „nie ma hossy bez banków". Jeśli więc obstawiamy wzrosty na naszym rynku, to kursy banków muszą się zachowywać lepiej i uważamy, że jest na to szansa. Oczywiście jeśli mówimy chociażby o bankach zaangażowanych w kredyty frankowe, to są one w tej chwili pod presją, ale mówimy przecież o kilku bankach. Są przecież jeszcze pozostałe, gdzie to zaangażowanie jest zerowe albo bardzo niewielkie. Zresztą nawet w przypadku niektórych banków frankowych po ostatnich spadkach dużo jest już w cenach.

A sektory, których lepiej unikać?

Nie mamy sektora, którego radzilibyśmy zdecydowanie unikać. Na pewno jednak dużą ostrożność trzeba zachować, jeśli chodzi o spółki przemysłowe. Tutaj może być problem, przy czym zaznaczam, że każdą spółkę trzeba analizować oddzielnie. Jeśli jednak gospodarka niemiecka zwalnia, przemysł w Polsce też zachowuje się tak jak się zachowuje, to wydaje się, że w tej części gospodarki mogą być jakieś niemiłe niespodzianki. Cały czas podtrzymujemy zresztą, że jeśli chodzi o nasz rynek, lepiej patrzeć w kierunku największych spółek.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA