Japońskie koncerny w latach 80. wpadły na pomysł, by podbijać amerykański rynek specjalnymi, luksusowymi limuzynami. By podnieść ich prestiż, stworzyły nawet nowe marki, które dobrze wypromowano. Udało się. Pierwsza była Honda, wprowadzająca w 1986 r. markę Acura. Trzy lata później dołączył Nissan z Infiniti oraz Toyota i jej debiutujący w 1989 r. Lexus. Wszystkie trzy odniosły za oceanem sukces, potem poszły w świat, ale już w Europie nie było tak kolorowo. Na Starym Kontynencie Acurę można kupić jedynie na specjalne zamówienie sieci dealerskiej w Wielkiej Brytanii. Infiniti ponad dekadę walczyła o swój kawałek tortu, ale w tym roku ogłoszono, że trwale wycofuje się z rynku europejskiego.
Przywiązanie do wielkiej niemieckiej trójki (Mercedes, BMW, Audi) jest u nas tak silne, że azjatyckim autom klasy premium jest u nas trudno. Wyjątek stanowi Lexus, który świetnie się tu zadomowił. W 2018 r. sprzedaż w Europie wzrosła o 2 proc. i wyniosła ponad 76 tys. sztuk (choć cały rynek aut premium na kontynencie zmniejszył się o 4 proc.). Dodajmy, że na całym świecie jeździ już ponad 10 mln samochodów ze skośną literą L w logo.
A zaczęło się wszystko w 1983 r., gdy prezes koncernu Eiji Toyoda zlecił stworzenia luksusowego pojazdu. Inżynierom i projektantom postawił jasny cel – samochód ma być konkurencją dla najlepszych i najdroższych limuzyn na świecie, takich jak Mercedes Klasy S, BMW serii 7 czy Jaguar XJ. Projekt był owiany tajemnicą, oznaczono go kryptonimem F1, od Flagship 1 (czyli okręt flagowy nr 1). Gdy szukano odpowiedniej nazwy, pojawiło się ponoć ok. 200 propozycji. Wybrano tę, która słusznie kojarzy się z luksusem i elegancją.
Przygotowanie projektu Flagship 1 kosztowało Toyotę miliard dolarów, ale efekt spełnił pokładane w nim oczekiwania. W 1989 r. świat poznał superlimuzynę Lexus LS 400, o długości ponad 5 metrów, napędzaną 250-konnym motorem 4.0 V8 DOHC i wyposażoną we wszelkie ówczesne nowinki. Na sukces nie trzeba było długo czekać. Do dziś powstało już pięć generacji tego flagowego modelu. My przedstawiamy dziś wyjątkową wersję limuzyny z drugiej odsłony, która debiutowała w 1994 r.
To Lexus LS 400 L, który został zamówiony przez arabskiego szejka w 1998 r. Szejkowie to wymagający klienci, nie interesują ich seryjne modele i ten też miał spełniać wszelkie zachcianki właściciela. Samochód jest przedłużony w środkowej części, ma więc obszerniejszą kabinę i mnóstwo miejsca na nogi. Wnętrze jest wspaniale wykończone i wyposażone, wręcz zapiera dech w piersiach. W garażu szejka było zapewne więcej wspaniałych samochodów, więc nie były zbyt mocno eksploatowane. Ten ma tylko 15 000 km przebiegu i wydaje się być jak nowy. Pod jego maską pracuje silnik o pojemności 4000 cm sześć. i mocy 284 KM oraz automatyczna skrzynia biegów. To niewątpliwie unikat i za to trzeba zapłacić. Wóz wyceniono na 190 000 zł.