REKLAMA
REKLAMA

Inwestycje alternatywne

Na kryzys: inwestycje w whisky

W czasach niepewności na tradycyjnych rynkach rośnie atrakcyjność inwestowania w bezpieczniejszych przystaniach, a za takie uważane są nie tylko metale, ale coraz częściej alkohole.

Wartość beczek zaczyna najszybciej rosnąć, gdy przekroczą 12 lat. Jednak nawet prywatni właściciele nie mogą wywieźć całej beczki ze Szkocji, butelkowanie musi się odbyć na miejscu, by whisky nadal była „scotch”.

Foto: Shutterstock

Gdy koronawirus doprowadził do największych wyprzedaży w historii polskiej giełdy, uwagę przykuwają inwestycje alternatywne. A ponieważ stopy zwrotu takich inwestycji są odporne na zawirowania na rynkach tradycyjnych, rynek whisky może być uważany za alternatywny dla rynku akcji i surowców.

Na kłopoty – bezpieczne whisky

– Na rynkach inwestycji alternatywnych można wyróżnić dwa momenty, kiedy trafiają tam pieniądze, pierwszy – gdy w czasie zawirowań na rynkach finansowych pieniądze uciekają do tzw. bezpiecznych przystani, za które właśnie uważa się rynki: sztuki, whisky, win inwestycyjnych, diamentów, złoto, franka szwajcarskiego i jena japońskiego – mówi Krzysztof Borowski, profesor Szkoły Głównej Handlowej. Drugi przypływ pieniędzy ma miejsce, gdy rynek giełdowy jest nadmiernie przewartościowany i część kapitału z niego wychodzi, aby szukać miejsc, gdzie można ulokować środki.

Kryzys gospodarczy związany z epidemią koronawirusa doprowadził w marcu do czarnego czwartku, gdy 12 marca WIG20 zanotował największy spadek w swojej historii, gdy w ciągu jednego dnia spadł do poziomu z lipca 2003 r. To oczywiście mocno wpłynęło na nastroje inwestorów. – Podczas ostatniej wyprzedaży akcji na przełomie lutego i marca było widać odpływ środków do tego typu sektorów, tak jak wcześniej w czasie załamań na rynku akcji w 2008 r. i 1987 r. – mówi prof. Borowski. Prof. Borowski, który przeanalizował stopy zwrotu z inwestycji w whisky, akcji i surowców w ciągu ostatnich pięciu lat, dowodzi, że rynku whisky nie można uważać jedynie za rynek „schronienia", atrakcyjny w czasie kryzysów finansowych. W opublikowanym w lutym artykule naukowym udowadniał, że stopy zwrotu osiągane na rynku whisky należą na najwyższych w tej grupie aktywów. – Dlatego rynek inwestycji alternatywnych ma prawo do aspirowania do miana rynku głównego, oczywiście takiego, na którym nie ma mowy o spekulacji w rozumieniu rynku akcji czy surowców, ale sprzyjającego realizacji strategii „kup i trzymaj" – pisze profesor w opracowaniu.

Popularność whisky jako segmentu inwestycyjnego wzrosła w ciągu ostatnich lat, do czego znowu przyczynili się Japończycy, którzy wraz z Chińczykami sporo w nią inwestowali. Warto tu zauważyć, że rynek whisky inwestycyjnej obejmuje jedynie najdroższe marki, nie jest to świat Johnnie Walkera – więc dane o eksporcie alkoholu przeznaczonego do konsumpcji, prezentowane co roku przez Scotch Whisky Assotiation, jedynie pośrednio pozwalają ocenić potencjał tego rynku. Jako lokata kapitału sprzedawane są najdroższe trunki pochodzące z beczek z często nieistniejących już destylarni, whisky dla koneserów, na którą zgłaszany jest duży popyt. Jak podkreślają zagraniczne firmy ułatwiające inwestycje w whisky, przyszła wartość rynkowa beczki whisky single malt zależy od jej wieku, jakości alkoholu i niedoboru oferty. Dlatego dzisiejszy kryzys może też kreować oferty w przyszłości, jak informuje brytyjska firma analityczna IWSR, kryzys może zamknąć wiele kraftowych wytwórni. Analitycy przypominają, że w ostatnim kryzysie gospodarczym przed dekadą nastąpiło również „wytrząsanie" małych marek z handlu detalicznego. A beczki nieistniejących już destylarni mają zagwarantowany ich niedobór na rynku.

Jak zainwestować

Jak zauważa prof. Borowski, nie ma oficjalnych szacunków wartości rynku inwestycji w whisky. Firmy inwestujące przeprowadzają swoje ewaluacje na podstawie portfeli swoich klientów i środków, które inwestują. Nie chcą się jednak nimi dzielić. Obecny rynek eksportowy szkockiej whisky wynosi 5,5 mld euro rocznie, przy czym jako single malt sprzedawane jest jedynie 7 proc., a pozostałe 93 proc. – w mieszankach różnych beczek, nazywanych blended. 80 proc. tej whisky ma mniej niż 15 lat. Wg danych SWA w zeszłym roku do Polski trafiła szkocka o wartości 86,18 mln funtów, czyli ponad 440 mln zł, z czego import silngle maltów był wart ok. 50 mln zł. Jednak według szacunków polskich dystrybutorów, na beczkach o pojemności od 100 do 500 l., po 10 lat przetrzymywania w magazynie można zarobić nawet 300 proc.

Jak zainwestować w whisky? Tu są co najmniej trzy możliwości. Można samodzielnie skontaktować się z destylarnią w Wielkiej Brytanii, można skorzystać z pomocy pośrednika w Polsce lub za granicą, wreszcie, można zainwestować grupowo w beczkę i razem sprowadzić ją do Polski.

Foto: GG Parkiet

Jak przy każdej inwestycji wskazana jest minimalna choć znajomość branży. – Nie polecam żadnych pośredników, bo oni też muszą na tym zarobić. A jeśli ktoś nie ma rozeznania w branży whisky, nie wie, który pośrednik dobrze na tym zarobi i dobrze ulokuje beczki – mówi Jarosław Buss, właściciel Tudor House, jeden z największych w Polsce importerów alkoholu. W Polsce nie ma wielu pośredników, natomiast niektóre z działających na naszym rynku firm oferują stopy zwrotu od 10 do nawet 18 proc. rocznie, co nie jest niemożliwe do osiągnięcia, jednak zysk będzie potem pomniejszony o koszty, o których foldery reklamowe nie informują nachalnie, czyli koszty magazynowania i ubezpieczenia beczki, udziału pośrednika w końcowym zysku. – Na pewno znakiem ostrzegawczym powinna być wysokość opłaty początkowej, jak słyszałem, w Polsce niektórzy pośrednicy oferują opłaty nawet na poziomie 25 proc., dlatego przestrzegam przed niepewnymi pośrednikami. Uważam, że dla osób spoza branży najlepiej kontaktować się z destylarniami w Szkocji. One mają na swoich stronach zakładki pod hasłem „private cask offer": Wtedy jest to inwestycja z pierwszej ręki, a poza tym mamy pewność, że korespondujemy z producentem – tłumaczy Buss. Oprócz wysokich opłat, na forach internetowych pojawiają się też skargi klientów jednej z polskich firm, że trudno skłonić pośrednika do wyjścia z inwestycji, sprzedaż beczki miała być łatwa, a trwa podejrzanie długo, wreszcie, nie mają pewności, gdzie są ulokowane ich beczki.

Jarosław Buss sugeruje więc, by zgłaszać się osobiście do producentów, część destylarni jest znana z oferowania beczek dla prywatnych inwestorów, jak Ardnamurchan czy Annandale. To powinny być na ogół inwestycje średnio- lub długoterminowe, ponieważ whisky zaczyna dynamicznie zyskiwać na wartości w wieku dopiero 12 lat. A ponieważ większość whisky trafia do produkcji alkoholi typu blended – zauważalny jest dziś deficyty beczek whisky powyżej 12 lat. Natomiast jako inwestycję polecane są beczki w wieku do pięciu lat.

Jeśli kupimy beczkę w destylarni, nasza whisky prawdopodobnie spędzi kilka lat w magazynie, by spokojnie nabierać wartości. Nie można jej sprowadzić w beczce do Polski, ponieważ ze Szkocji może wyjechać tylko whisky butelkowana, by nadal mieć markę „scotch whisky". A bez niej alkohol mocno traci na wartości. – To można rozwiązać w różny sposób, destylarnia ma prawo pierwokupu, jeśli zaakceptujemy ich ofertę – mamy problem z głowy. Kolejna opcja to wystawienie beczki do brokerów, a trzecia opcja to znalezienie firmy, która ma koncesję na import, i z jej pomocą zabutelkowanie, ściągnięcie do Polski i sprzedanie – mówi Jarosław Buss.

Zalety i ryzyka: Zbyt wiele umowności

Inwestycje alternatywne to nie tylko nieruchomości i metale szlachetne. Wzrasta zainteresowanie rynkiem przedmiotów kolekcjonerskich – nie wśród kolekcjonerów. To klienci segmentu private banking i wealth management sięgają po ofertę rynku komiksów, książek, pamiątek, chińskiej porcelany, jajek Faberge, zegarków, samochodów kolekcjonerskich, a nawet damskich torebek, trufli, koni i cygar. W Polsce maleje zainteresowanie numizmatyką, szybko rośnie za to moda na złoto inwestycyjne. Często wymienianą zaletą jest także dość prozaiczny fakt, że te przedmioty istnieją fizycznie, nie znikną więc w razie awarii czy braku prądu, a także to, że łączą walory inwestycyjne z użytkowymi, jak nieruchomości, estetycznymi, jak dzieła sztuki, czy emocjonalnymi. Jednak brak regulacji rynku prowadzi do podobnych ryzyk jak w wypadku crowdfundingu – brak ogólnie obowiązujących regulacji, brak oficjalnych kontrolowanych giełd, rozproszenie miejsc zawierania transakcji. A w efekcie inwestorzy muszą się liczyć z niską transparentnością transakcji. Prof. Krzysztof Borowski z SGH zauważa, że w Polsce brakuje w private bankingu ekspozycji na inwestycje alternatywne, rynek win i whisky. – Zastanawiam się, dlaczego w Polsce nie ma funduszu inwestycyjnego, który by inwestował na rynku w Wielkiej Brytanii lub porozumiał się z funduszem, który inwestuje w sztukę światową. Z jednej strony pozwala to na inwestowanie na emeryturę, a z drugiej na kontakt z dziełami sztuki, w których mój fundusz ma swoje udziały – mówi ekspert.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA