Giełda

Bezprecedensowe tsunami na złotym i obligacjach

Krajowy rynek finansowy, w szczególności rynek walutowy i dłużny, w ostatnich miesiącach przeżywa tsunami. Kurs EUR/PLN wystrzelił do poziomu 4,68 i, gdy piszę ten komentarz, zmierza w kierunku 4,7. Sytuacja na rynku długu ma też implikacje dla giełdy.

Kamil Hajdamowicz, doradca inwestycyjny, Vienna Life TU na Życie, Vienna Insurance Group

Foto: parkiet.com

Takie wartości krajowej waluty nie były często obserwowane i ostatni raz z tak wysokimi poziomami mieliśmy do czynienia w czasie kryzysu z lat 2008-2009 oraz przez moment w marcu 2020 r. Nieco inaczej wygląda to w przypadku kursu USD/PLN, gdzie co prawda trend kursu jest również silnie wzrostowy, ale para ta jest silnie ujemnie skorelowana z kursem EUR/USD, który w ostatnich miesiącach jest w mocnym trendzie spadkowym. Warto dodać, że złoty osłabia się w ostatnich tygodniach najsilniej ze wszystkich walut regionu. Różnice nie są jednak wyraźne, wszystkie waluty regionu w ostatnim okresie osłabiły się znacząco. W przypadku krajowej waluty istotny jest tutaj dodatkowy czynnik ryzyka geopolitycznego, związany z sytuacją na polsko-białoruskiej granicy.

Złotemu w poprawie sytuacji nie pomagają fundamenty. Mam tu na myśli zarówno pogarszający się bilans płatniczy, a przede wszystkim politykę monetarną. Pomimo ostatnich podwyżek stóp procentowych przez RPP polityka monetarna pozostaje silnie gołębia, co nie wspiera krajowej waluty. Co prawda patrząc na poziomy rentowności, rynek oczekuje dalszych podwyżek stóp, to sama retoryka prezesa NBP Adama Glapińskiego nie współgra z bazowym rynkowym scenariuszem, w którym jesteśmy w dalszym ciągu na pierwszej połowie cyklu podwyżek stóp.

I tutaj przechodzimy do meritum tego felietonu, zaanonsowanego w pierwszym zdaniu. Gdyby ktoś kilka miesięcy temu wyjechał na długie wakacje i dzisiaj spojrzał na poziomy obligacji dziesięcioletnich, złapałby się za głowę. Z poziomów 1,5-1,7 proc. rentowności krajowych 10-latek wystrzeliły do wartości 3,3 proc. (przebijając 3 proc. również w ubiegłym tygodniu). Sam poziom nie jest oczywiście szokujący, rentowności zbliżyły się do poziomów, które znaliśmy w latach 2017-19, a nawet na początku 2020 r. Tempo i skala zmiany nie mają jednak precedensu w nowożytnej historii polski. W szczególności nie stoi za nimi silny głos z RPP. Trudno obecnie oszacować, gdzie znajduje się granica wzrostu rentowności, być może poziom 4 proc. nie jest aż tak bardzo abstrakcyjny, jakby się mogło jeszcze niedawno wydawać.

Sytuacja na rynku długu stanowi twardy orzech do zgryzienia dla inwestorów na rynku akcji. Z jednej strony wyższe rentowności implikują wyższe stopy dyskontowe, co nie wspiera wycen per se. Z drugiej jednak strony ewentualne dalsze podwyżki stóp stanowiłyby ogromne wsparcie dla banków, które w minionym tygodniu zostały mocno poturbowane, z jednej strony gołębią retoryką RPP, jak również czwartkowym wyrokiem TSUE odnośnie do kredytów frankowych. Powstaje fundamentalne pytanie, czy obecne spadki są początkiem nowej korekty, czy raczej jej końcem i okazją inwestycyjną. Odpowiedź na nie powinniśmy poznać w najbliższych tygodniach.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.