REKLAMA
REKLAMA

Crowdfunding

Crowdfunding udziałowy: dotacja czy realna inwestycja

Zyskujące popularność społecznościowe zrzutki często mają charakter wsparcia i bezzwrotnej pomocy finansowej, a nie typowej inwestycji kapitałowej, co przyznają nawet sami emitenci.
Foto: Adobestock

Zbiórki pieniędzy w internecie zyskały po sukcesie Wisły Kraków sporą popularność medialną. Klub zaledwie przez dobę zebrał w lutym 4 mln zł, a kibice stali się posiadaczami ponad 5 proc. jego akcji. Crowdfunding udziałowy bywa też zwany crowdinvestingiem, ale czy to faktycznie sposób lokowania kapitału z myślą o osiągnięciu zysku?

Miraż zysku

W dokumencie ofertowym spółki Runmageddon, organizującej biegi z przeszkodami, w podpunkcie dotyczącym czynników ryzyka pojawiło się dość jednoznaczne stwierdzenie. Sama spółka wskazuje, że inwestycje w ramach finansowania społecznościowego mają głównie charakter lojalnościowy, czyli skierowane są do jej sympatyków i odbiorców produktów. Dodała, że inwestycję należy przede wszystkim traktować jako wsparcie jej działalności, a nie jako typową inwestycję kapitałową.

Jak więc traktować crowdfunding udziałowy? – Może być alternatywą dla inwestorów, ale taką samą alternatywą miał być NewConnect, a skończyło się tak, że większość firm zbierających tam środki je „przepaliło" – uważa Marcin Materna, dyrektor działu analiz w Millennium DM. Zaznacza, aby w ramach crowdfundingu oddzielić zbiórki na konkretne projekty (gra, książka, imprezy) i dofinansowanie działalności (produkcje youtuberów, artyści), do czego ten rodzaj finansowania się nadaje, od wspierania firm.

Foto: GG Parkiet

– Zupełnie nie jest to miejsce na pozyskiwanie kapitału dla przedsiębiorstw. Rynek w tym zakresie powinien być regulowany, aby nie dopuszczać do nieprawidłowości czy wręcz oszustw. Oczywiście w przypadku wielu dużych projektów crowdfunding się sprawdził, ale to one są głównie nagłaśniane przez zwolenników tej formy finansowania. Nie mówi się raczej o przypadkach, gdy z projektu nic nie wyszło albo znacząco odbiegał on od pierwotnych założeń, a takich było dużo – dodaje.

Foto: GG Parkiet

Zdaniem Kamila Hajdamowicza, zarządzającego w Vienna Life, wszystko zależy od formy crowdfundingu i przewidzianego przyszłego wynagrodzenia dla wspierających w przypadku sukcesu firmy.

– Część zbiórek trudno traktować w kategoriach czysto biznesowych. Zostając jednak przy tych, które wpisują się w te kategorie, crowdfunding zdefiniowałbym jako venture capital dla mas, ale w tym przypadku inwestorzy nie mają wpływu na zarządzanie spółką. Nie nazwałbym tego alternatywą dla rynku kapitałowego, raczej inwestycją alternatywną samą w sobie – podkreśla Hajdamowicz.

– Zaleta crowdfundingu z punktu widzenia pozyskującego finansowanie to jednocześnie główne ryzyka, z powodu których rynek kapitałowy pozostaje regulowany – zwraca uwagę Materna. To niska transparentność, brak podmiotu nadzorującego, ograniczającego możliwość oszustwa, czy brak konieczności zapewniania płynności (akcje sprzedane na platformach crowdfundingowych nie są wprowadzane do obrotu, choć starające się o finansowanie firmy deklarują, że chcą wejść na NewConnect).

Runmageddon w dokumencie wskazuje też, że firmy na wczesnym etapie rozwoju rzadko wypłacają dywidendy, więc w crowdinvestingu inwestor prawdopodobnie nie osiągnie zysku, dopóki nie będzie mógł sprzedać swoich akcji.

Sposób atrakcyjny dla firm

– Idea crowdfundingu wywodzi się z krajów, głównie USA, gdzie system sądowniczy jest stosunkowo surowy dla oszustów i względnie łatwo oskarżyć kogoś o defraudację, wyegzekwować odszkodowanie i zwrot wpłaconych środków. W warunkach polskich warto byłoby ograniczyć tę formę finansowania do określonej kwoty, liczby uczestników czy formy projektów, bo inaczej idea ta zaczyna przypominać chęć obejścia regulacji dotyczących rynku kapitałowego czy nowych emisji – mówi ekspert Millennium DM.

Bloger Trystero, publikujący na stronach DM BOŚ, wskazuje, że coraz więcej firm traktuje crowdfunding udziałowy jako atrakcyjną dla siebie alternatywę wobec tradycyjnej emisji akcji. „Atrakcyjną, bo dzięki wykorzystaniu emocji i lojalności finansowanie społecznościowe umożliwia uzyskanie bardzo atrakcyjnych wycen, a więc pozyskanie kapitału przy niewielkim rozwodnieniu. Coraz częściej w crowdfundingu nie chodzi o stworzenie czy rozwój produktu i usługi, na którą czeka społeczność, ale o tanie sfinansowanie ekspansji biznesowej" – pisze Trystero.

Wodą na młyn crowdinvestingu są też problemy trapiące rynek akcji, w tym przeregulowanie.

– Wyzwaniem dla potencjalnych nowych Billów Gatesów nie jest dostępność do finansowania, bo są programy unijne, bogaci przedsiębiorcy, aniołowi biznesu, a dla większych przedsięwzięć fundusze private equity. Problemem są raczej kwestie regulacyjne czy podatkowe, to one często sprawiają, że potencjalny przedsiębiorca ginie pod zalewem biurokracji i musi płacić daniny, zanim jeszcze na dobre zajmie się własnym biznesem – uważa Materna.

– Wadą crowdfundingu jest to, że nie mamy możliwości obserwacji tego, co się dzieje z projektem od zamknięcia zbiórki. To rynek nieregulowany, brakuje więc standardowej ochrony inwestora, jaka funkcjonuje na tradycyjnych rynkach. Dlatego traktowałbym taką formę inwestycji w przypadku statystycznego uczestnika rynku jako inwestycję alternatywną o bardzo wysokim ryzyku, stanowiącą niewielki procent całego portfela – mówi Hajdamowicz. Nawet sami właściciele platform zastrzegają, że equity crowdfunding należy traktować jako inwestycje wysokiego ryzyka.

Tomasz Wyłuda dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego, Credit Agricole

Do platform crowdfundingowych na obecnym etapie rozwoju należy podchodzić ostrożnie. Finansujący nie powinni oczekiwać zysku z finansowanych przedsięwzięć i tym bardziej nie powinni traktować tego w kategoriach inwestycji. W przyszłości widzę jednak duży potencjał do rozwoju rynku crowdfundingu jako sposobu lokowania kapitału. Aby stało się to możliwe, powinny się pojawić mechanizmy prawne chroniące inwestujących przed oszustami i zwiększające transparentność rynku. Główne wady crowdfundingu to przede wszystkim bardzo mała transparentność inwestycji i ryzyko oszustw. Rynek finansowy opiera się na zaufaniu. W przypadku nieuregulowanego rynku, z jakim mamy do czynienia w przypadku crowdfundingu, mogą się pojawić oszuści, którzy będą chcieli osiągnąć łatwy zysk kosztem inwestorów. Ponadto w wielu przypadkach kapitał pozyskiwany jest bez dostarczania odpowiedniej wiedzy finansującym. Jeśli klienci nie będą otrzymywać rzetelnych informacji, nie będą wiedzieli, w co inwestują, i nie będą zdawać sobie sprawy z ryzyka z tym związanego. MR

Mateusz Namysł analityk, mBank

Crowdfunding nie jest bezpośrednią alternatywą dla inwestorów giełdowych. Główną jego wadą względem inwestycji na rynku publicznym jest mała płynność. Kolejnym dużym minusem jest bardzo ograniczony dostęp do informacji. Przy crowdfundingowej ofercie akcji dostaniemy tylko pigułę informacyjną, a w przypadku inwestycji na rynku publicznym w prospekcie emisyjnym otrzymamy dużo dokładniejszy obraz spółki, sporo uwagi przykłada się też do prezentacji czynników ryzyka. Inwestując w dany podmiot, zarządzających nim obdarzamy kredytem zaufania. W spółkach publicznych w związku z wyższymi regulacjami istnieją większe wymogi dzielenia się istotnymi informacjami z rynkiem. Inwestycje crowdfundingowe są bardziej wsparciem idei czy wyrazem utożsamiania się np. z produktem danego podmiotu. Inwestorzy mogą poza akcjami otrzymać różnego rodzaju bonusy, których nie otrzymaliby np. tylko w przypadku zakupu produktów spółki, lub mogą otrzymać na produkty zniżki, ale często są one niewspółmierne do kwoty inwestycji.

Niebawem kolejne oferty trafią do graczy

Rynek crowdfundingu w Polsce może w tym roku wzrosnąć o 140 proc., do 700 mln zł – prognozuje Tomasz Chołast, współzałożyciel serwisu zrzutka.pl. Teraz trwa oferta Runmageddonu (zakończy się 12 lipca), który chce pozyskać 2 mln zł; do tej pory 202 akcjonariuszy przekazało firmie 257 tys. zł, czyli udało się przekroczyć minimalny próg wartości zapisów (200 tys. zł). Oferta jest warta mniej niż 4 mln zł, więc nie potrzebuje zatwierdzanego przez Komisję Nadzoru Finansowego prospektu emisyjnego ani memorandum. Gdyby udało się pozyskać całą planowaną kwotę, wycena firmy sięgnęłaby 83 mln zł, czyli całkiem sporo. Na platformie Beesfund trwa też kilka innych ofert; najwięcej do tej pory zebrała Mazurska Manufaktura (1,7 mln zł z planowanych 4,2 mln zł), producent alkoholi. Nieźle radzi sobie Escola (500 tys. zł, celem jest 1,1 mln zł), tworząca aplikacje mobilne dla korporacji. Trwają także oferty Browaru Brokreacja, plantacji Oxytree, aplikacji zarządzającej należnościami SCFO i Polskiego Eko Chmielu, dostarczającego urządzenia dla browarów. Kolejne zapowiadane emisje to m.in. klub piłkarski Elana Toruń, browary Rzeka Piwa i Wrężel, Studio Filmowe Panika i odzieżowy JNJOY. Na początku czerwca Plantwear, sprzedający drewniane zegarki i okulary, zebrał 1,2 mln zł z crowdfundingu i zapowiada przejście na NewConnect już po wakacjach, co byłoby jednym z pierwszych – o ile nie pierwszym – debiutów na rynku publicznym firmy, która wcześniej zebrała kapitał z crowdfundingu.

Nie wszystkie oferty przyniosły tak spektakularny sukces jak lutowa Wisły Kraków, która dzięki lojalności kibiców zebrała 4 mln zł niezbędnych do przetrwania. Fiaskiem zakończyła się głośna oferta kawiarni Etno (kontrowersje wzbudził sposób reklamowania oferty, w tym informacje o rzekomo gwarantowanym zysku, oraz statut spółki). Słabo wypadła też zbiórka Real Food, spółki powstałej z połączenia Bobby Burgera i Wegeguru.

Oprócz Beesfundu założonego przez Arkadiusza Regieca i CrowdConnectu, który został powołany przez Dom Maklerski INC, działają skupione bardziej na wspieraniu, a nie inwestycjach, platformy, takie jak Patronite, PolakPotrafi czy WspieramTo. Wśród zagranicznych platform crowdfundingowych najbardziej znane są m.in. Kickstarter, GoFundMe, Indiegogo czy Patreon.

Powstają kolejne tego typu instytucje. Nawet sama GPW planuje uruchomić platformę i pierwsze oferty przeprowadzane za jej pośrednictwem mogłyby się pojawić jesienią tego roku. Co ważne, ma również umożliwić handel akcjami, dzięki czemu zniknęłaby jedna z największych wad crowdfundingu, czyli trudności z wyjściem z inwestycji. Własną platformę (Emerging Europe Marketplace) uruchomił też Ludwik Sobolewski, były prezes GPW.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA