Biznes i sport

Wirus w piłkarskich portfelach

Przychody 20 najbogatszych klubów w sezonie 2019/2020 spadły o ponad miliard euro – wynika z raportu Football Money League sporządzanego corocznie przez firmę Deloitte. Prowadzenie w rankingu utrzymała Barcelona, ale jej wpływy zmalały aż o 125 mln euro.

FC Barcelona już tylko o symboliczne 200 tys. euro wyprzedza Real w rankingu klubów o największych przychodach. A na dodatek ma ogromne długi, sięgające już miliarda euro.

Foto: AFP, CRISTINA QUICLER

Świat futbolu poszedł na wojnę z koronawirusem, ale już dziś widać, jak nierówna jest to walka. Piłkarze wrócili na boiska, ale mecze przy pustych trybunach albo z ograniczoną liczbą kibiców przypominają sparingi, puszczony z taśmy doping w trakcie transmisji tylko pogłębia tęsknotę za żywiołowymi reakcjami publiczności, a księgowi z przerażeniem patrzą na rosnące z każdym miesiącem straty.

Łączny dochód czołowej dwudziestki klubów wyniósł 8,2 mld euro. To spadek o 12 proc. w porównaniu z sezonem 2018/2019 (9,3 mld euro). Złożyło się na niego odroczenie wypłat za prawa telewizyjne (aż 937 mln euro mniej) i odcięcie od wpływów z tzw. dni meczowych (spadek o 257 mln euro), czyli ze sprzedaży biletów, klubowych koszulek, pamiątek czy gadżetów.

Nadchodzi tsunami

Trzeba pamiętać, że ponad połowę ubiegłego sezonu udało się rozegrać jeszcze w normalnych warunkach, z udziałem kibiców, dlatego straty nie były tak znaczące. Obecne rozgrywki od początku toczą się za zamkniętymi lub częściowo uchylonymi dla widzów drzwiami. Prawdziwe tsunami dopiero się zbliża.

„Szacujemy, że do końca sezonu 2020/2021 przychody klubów ujętych w raporcie spadną o więcej niż dwa miliardy euro" – prognozuje firma Deloitte, a szef Europejskiego Stowarzyszenia Klubów i prezes Juventusu Andrea Agnelli twierdzi, że ten wynik finansowy będzie dużo gorszy.

– W okresie dwóch lat mogą być to straty rzędu 6,5–8,5 mld euro. Zastrzyku gotówki może potrzebować około 360 klubów. Jesteśmy w trakcie przetargów telewizyjnych, w Niemczech wartość nowej umowy poleciała w dół o 10 procent. Widzimy, że międzynarodowi nadawcy nie płacą składek – zauważa Agnelli.

Juventus, którym kieruje od 2010 r., mimo zdobycia kolejnego tytułu mistrza Włoch i gry w Champions League zanotował przychody niższe o ponad 60 mln euro, ale i tak spośród klubów Serie A nie miał sobie równych. W czołowej dwudziestce znalazły się jeszcze tylko Inter i Napoli, wypadła z niej Roma.

Prym w zestawieniu wiodą nadal kluby angielskiej Premier League, jest ich aż siedem (Manchester United, Liverpool, Manchester City, Chelsea, Tottenham, Arsenal, Everton), choć najlepszy z nich – Manchester Utd – zanotował jednocześnie największy spadek wpływów, biorąc pod uwagę kwotę (o ponad 130 mln euro, o 19 proc.). To kosztowało go miejsce na podium, został wyprzedzony przez Bayern.

– Klub z Old Trafford ma ogromną bazę kibiców. Za każdym razem, gdy pojawiali się na stadionie, zostawiali mnóstwo pieniędzy. Poza tym United nie grali w Lidze Mistrzów, tylko w Lidze Europy, gdzie premie są wyraźnie mniejsze. A Bayern dodatkowo zakończył sezon w Bundeslidze w jednym roku rozliczeniowym, czyli do czerwca – tłumaczy w rozmowie ze Sky Sports News Tim Bridge, dyrektor Deloitte Sports Business Group.

Katalońskie długi

Przychody Bawarczyków zmalały tylko o 4 proc. Pomógł szybki powrót do rywalizacji po lockdownie. Bundesliga wznowiła rozgrywki jako pierwsza ze znaczących lig. Jak było to istotne dla ratowania finansów, widać też po wyniku Borussii Dortmund (minimalny 2-proc. spadek). Po drugiej stronie barykady stoi Schalke, które straciło aż jedną trzecią dochodów – w dużej mierze przez brak europejskich pucharów.

Bayern i Borussia z pandemicznego kryzysu wyszły obronną ręką, Anglicy mają najwięcej klubów w czołowej dwudziestce, ale to hiszpańscy giganci wciąż jeszcze rozdają karty. Prowadzenie w rankingu utrzymała Barcelona, ale jej przewaga nad Realem jest już symboliczna. Przed rokiem obydwu potentatów dzieliło ponad 80 mln euro, dziś ledwie 200 tys.

Katalończycy zostali wtedy pierwszym klubem, który przekroczył barierę 800 mln euro przychodów. Nikt nie spodziewał się nadchodzącej katastrofy. Przez pandemię Barcelona wpadła w poważne tarapaty. Z raportu finansowego wynika, że jej zadłużenie wynosi już miliard euro, z czego 730 mln euro to zobowiązania krótkoterminowe.

Chodzi głównie o zaległości wobec banków i instytucji kredytowych. Do 30 czerwca trzeba zwrócić 265 mln euro. Klub negocjuje z wierzycielami odroczenie spłat.

Czkawką Katalończykom odbijają się gigantyczne wynagrodzenia piłkarzy, pochłaniające aż trzy czwarte budżetu, oraz drogie transfery – zaległości z tego tytułu to prawie 200 mln euro. Barca jest winna pieniądze aż 19 klubom, m.in. Ajaksowi Amsterdam za zakup Frenkiego de Jonga i Liverpoolowi za Philippe Coutinho.

Liverpool jak większość klubów cierpi przez pandemię, ale sukcesy za kadencji Juergena Kloppa – triumf w Champions League i odzyskany po 30 latach tytuł – sprawiły, że po raz pierwszy od dwóch dekad awansował na piątą pozycję zestawienia. Satysfakcja jest tym większa, że zostawił w tyle sponsorowane przez szejków Manchester City i Paris Saint-Germain.

Zenit i Everton bogatsze

Warto zauważyć, że od czterech lat w czołowej dwudziestce raportu nie było żadnego przedstawiciela lig spoza wielkiej piątki. Dziś kłopoty konkurencji wykorzystał mistrz Rosji Zenit Sankt Petersburg, wspierany przez państwowy Gazprom. To zarazem jeden z dwóch klubów, którym udało się zwiększyć przychody (aż o jedną trzecią). Drugim jest Everton.

Jak to się stało, że gdy wszyscy angielscy giganci tracili, średniak Premier League przez okres burzy i naporu przeszedł suchą stopą, a jego wpływy nawet nieznacznie wzrosły?

– Everton ma ambitnego właściciela (Farhad Moshiri, biznesmen o irańskich korzeniach – red.) oraz plany rozbudowy stadionu i inwestycji w drużynę. Zabezpieczył sobie długoterminowe partnerstwa, pozyskał nowych sponsorów i podpisał umowę dotyczącą przyszłych praw do nazwy swojego obiektu. To motor wzrostu gospodarczego – wyjaśnia Tim Bridge z Deloitte.

Przykład Evertonu pokazuje, że dzięki rozsądnej, długofalowej polityce można przetrwać czasy kryzysu. Ciekawe, jak klub z Liverpoolu wypadnie za rok. To wtedy poznamy rzeczywiste skutki pandemii. Branża futbolowa nigdy nie była w tak trudnej sytuacji, a powrót do normalności może zająć lata.

Kluby z największymi przychodami w sezonie 2019/2020 według Deloitte

1. BARCELONA 715,1 mln euro (840,8 mln euro sezon wcześniej)

2. REAL MADRYT 714,9 mln euro (757,3 mln euro)

3. BAYERN MONACHIUM 634,1 mln euro (660,1 mln euro)

4. MANCHESTER UNITED 580,4 mln euro (711,5 mln euro)

5. LIVERPOOL 558,6 mln euro (604,7 mln euro)

6. MANCHESTER City 549,2 mln euro (610,6 mln euro)

7. PARIS SAINT-GERMAIN 540,6 mln euro (635,9 mln euro)

8. CHELSEA 469,7 mln euro (513,1 mln euro)

9. TOTTENHAM 445,7 mln euro (521,1 mln euro)

10. JUVENTUS 397,9 mln euro (459,7 mln euro)

11. ARSENAL 388 mln euro (445,2 mln euro)

12. BORUSSIA DORTMUND 365,7 mln euro (371,7 mln euro)

13. ATLETICO MADRYT 331,8 mln euro (367,6 mln euro)

14. INTER MEDIOLAN 291,5 mln euro (364,6 mln euro)

15. ZENIT SANKT PETERSBURG 236,5 mln euro (180,4 mln euro)

16. SCHALKE 04 GELSENKIRCHEN 222,8 mln euro (324,8 mln euro)

17. EVERTON 212 mln euro (210,5 mln euro)

18. OLYMPIQUE LYON 180,7 mln euro (220,9 mln euro)

19. NAPOLI 176,3 mln euro (207,4 mln euro)

20. EINTRACHT FRANKFURT 174 mln euro (183,8 mln euro)

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.