Umocnił się też znacząco złoty. Amerykański inwestor, kupując obligacje ds0727, mógł w tym roku zarobić aż 17 proc. Nie jest to szczególny przypadek – najpowszechniejszy dolarowy indeks obligacji EM w walutach lokalnych zyskał w tym roku prawie 10 proc. Nie tak miał ten rok wyglądać. Czy ten ruch może być kontynuowany? Wydaje się, że tak.
Przesłanek jest kilka. Po pierwsze, inflacja. Jest – i to wyższa niż stopa banku centralnego, ale według nas jej szczyt mamy już za sobą. Nie widać, żeby zacieśniający się rynek pracy przekładał się na presję płacową. W I kwartale 2018 r. inflacja może wrócić w okolice 1 proc. i nawet specjalnie nie potrzeba do tego spadków na rynku ropy.
Po drugie, spozycjonowanie. Cena aktywów rośnie, gdy jest przewaga kupujących nad sprzedającymi. A wydaje się, że lokalne fundusze dłużne specjalnie „obkupione" nie są. Ponadto minister finansów raczej ogranicza, a nie zwiększa podaż obligacji. Przybywa za to środków w globalnych funduszach obligacji EM.
Po trzecie, gospodarki rozwinięte. Oczekiwania na poprawę wciąż są tam dość wysokie. W twardych danych takich jak np. sprzedaż detaliczna tego przyspieszenia nie widać, urosły zaś znacząco wskaźniki PMI i inne dane miękkie. W USA ten rozjazd został już zakwestionowany i coraz więcej odczytów zaskakuje inwestorów negatywnie. W Europie coś takiego jeszcze nie wystąpiło, a są ku temu przesłanki.