W ostatnich miesiącach o redukcji zatrudnienia informowały takie globalne koncerny, jak Meta, Microsoft czy Electronic Arts.
– Zwolnienia pracowników wśród gigantów wpływają na nasz lokalny rynek, prowadzą m.in. do wzrostu konkurencji na rynku pracy w Polsce – uważa Tomasz Szpiner, zarządzający studiem Iron VR.
Sektorowe trendy
Zwolnienia grupowe ogłosiła grupa Huuuge, działająca w segmencie mobilnym. Pracę w spółce zależnej do końca kwietnia straci prawie 50 osób. W zeszłym roku zatrudnienie redukował też inny producent gier mobilnych, wrocławski Ten Square Games. Zarząd zasygnalizował, że w 2023 r. nie należy się spodziewać wzrostu zatrudnienia.
Trudno jednak generalizować. O pracowników mocno walczy największe studio w Polsce, czyli CD Projekt. W tym roku zdecydowało się na podwyżki i przemodelowało swoją politykę wynagrodzeń. Wprowadziło też płatne staże.
Zróżnicowana sytuacja jest wśród mniejszych firm. Zatrudnienie od kilku lat zwiększa m.in. Play2Chill. – Jak dotąd nie mieliśmy etapu redukcji. Przeciwnie, cały czas potrzebujemy nowych, kreatywnych, doświadczonych osób – mówi Paweł Brągoszewski, wiceprezes spółki.
graczy jest obecnie na świecie – szacuje Newzoo. Za trzy lata liczba ta może sięgnąć 3,5 mld.
Czytaj więcej
Targi GDC w San Francisco uważane są za papierek lakmusowy światowej branży gier. Udział w tegorocznej edycji bierze szerokie grono firm notowanych...
Trudno o doświadczonych
Jest coraz większa grupa ludzi, którzy chcą pracować w sektorze gier, ale trudno o najbardziej doświadczonych.
– Często niezależnym studiom trudno sprostać ich oczekiwaniom. Kiedy poszukujemy doświadczonych programistów, konkurujemy z całym rynkiem IT. Często duże firmy międzynarodowe są w stanie bez problemu ściągać tych najlepszych – podkreśla Tomasz Mazur, prezes Forestlight Games. Wtóruje mu Carlos Castañon, współzałożyciel studia Sundog.
– Jest w Polsce deficyt doświadczonych ludzi w branży. To wynika z kilku czynników – mówi. Wskazuje, że pięć–sześć lat temu bardzo niechętnie przyjmowało się kogokolwiek nowego prosto z uczelni. Nikt nie chciał inwestować w edukację juniorów, każdy chciał mieć zespół złożony z tzw. midów albo doświadczonych wyjadaczy. – To rozwiązanie krótkowzroczne, które może jest dobrym pomysłem na rozpoczęcie projektu, ale nie na strategię firmy. Teraz za to płacimy jako branża – ocenia Castañon. Ponadto pandemia sprawiła, że coraz więcej firm decyduje się na pracę zdalną. W tym firmy zza oceanu, które są w stanie zaoferować lepsze warunki finansowe. Po trzecie, w ostatnich latach powstało sporo nowych studiów. Tempo transferu pracowników z doświadczeniem do nowych firm czy posad zagranicznych jest większe niż tempo zdobywania doświadczenia lub edukacji. Czy cięcia u globalnych gigantów wpłyną na nasz rodzimy rynek?
– Największe zmiany w dostępności kwalifikowanych specjalistów, których doświadczyłem, wiązały się zawsze albo z wykupem studia i arbitralnych odgórnych cięć, albo ze spektakularnymi upadkami studiów – podsumowuje Castañon.