DziÊ Polska, Rosja i Komisja Europejska rozpoczynajà kolejne rozmowy w sprawie dostaw gazu. O tym, ˝e porozumienie b´dzie bardzo trudno osiàgnàç, najlepiej Êwiadczy piàtkowe oÊwiadczenie KE. Jej przedstawiciele ostrzegajà, ˝e od po?owy paêdziernika Polsce mo˝e zabraknàç gazu. W?aÊnie wtedy wygasa kontrakt jamalski, dzi´ki któremu mogliÊmy w tym roku sprowadziç 7,45 mld m szeÊc. rosyjskiego surowca.
[srodtytul]W sprzeczności z prawem UE [/srodtytul]
To bardzo dużo, biorąc pod uwagę, że zużywamy go rocznie około 14 mld m sześc. Nowy kontrakt pomiędzy Polską i Rosją został już wynegocjowany, jednak nie może być podpisany ze względu na zastrzeżenia KE. W jej ocenie umowa jest bowiem w niektórych punktach niezgodna z prawem wspólnotowym.
[srodtytul]Trudno o porozumienie[/srodtytul]
Chodzi głównie o zasady ustalania taryfy za tranzyt rosyjskiego gazu przez nasz kraj oraz zarządzanie transportującym go gazociągiem. Właśnie temu poświęcone mają być dzisiejsze negocjacje w Moskwie. Uzyskanie kompromisu będzie jednak niezmiernie trudne. Rosjanie nie ustąpią w żadnej sprawie, jeśli w zamian nie otrzymają satysfakcjonujących ich propozycji, a na to raczej się nie zanosi.
Gdyby doszło do dłuższego impasu, w styczniu zapasów gazu w magazynach w Polsce mogłoby zabraknąć. Zapobiec temu może ograniczenie dostaw, które – jak pokazują dotychczasowe doświadczenia – w pierwszej kolejności dotykają odbiorców przemysłowych, głównie firm chemicznych.
– Zmniejszenie dostaw to fatalna sytuacja dla branży – mówi nam Krzysztof Jałosiński, prezes ZAK (dawniej Zakłady Azotowe Kędzierzyn). Dodaje, że w przypadku jego spółki ograniczenie przesyłu tylko o 25 proc. będzie oznaczać konieczność całkowitego wyłączenia instalacji do produkcji nawozów azotowych. Takie są bowiem wymogi technologiczne tej linii wytwórczej.
[srodtytul]Błogosławione źródła lokalne[/srodtytul]
ZAK nie jest spółką giełdową, ale jeszcze w tym roku kontrolę nad zakładami mogą przejąć notowane na GPW Azoty Tarnów. – Jesteśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że około 30 proc. gazu, który zużywamy, pochodzi ze źródeł lokalnych – mówi nam Robert Lichwała z Azotów Tarnów. – Ewentualne ograniczenia w dostawach tego surowca dotkną nas w znacznie mniejszym stopniu niż inne spółki chemiczne – stwierdza. Dodaje też, że najczarniejszego scenariusza polegającego na całkowitym odcięciu dostaw gazu zakłady nie przewidują.
[srodtytul]Poszukiwanie alternatywy[/srodtytul]
Dotychczas ani ZAK, ani Azoty Tarnów nie miały problemów z ograniczeniem dostaw gazu. Najczęściej przesył ograniczono natomiast Zakładom Azotowym Puławy. Ostatnio w styczniu 2009 r., gdy spółka przez kilkanaście dni otrzymywała o 12,5 proc. mniej surowca, niż zakontraktowała. Nic więc dziwnego, że teraz Puławy starają się dmuchać na zimne.
– Prowadzimy działania w celu znalezienia możliwości tańszych dostaw gazu. Oczywiście w ramach obowiązującego prawa – zapowiada Wojciech Kozak, wiceprezes puławskich zakładów. – Chodzi nam o uzupełnienie dostaw z głównego źródła, jakim jest dla nas PGNiG. Nie prowadzimy natomiast żadnych działań, które można by zastosować w sytuacji drastycznego ograniczenia dostaw gazu dla spółek sektora wielkiej syntezy chemicznej – dodaje.
[srodtytul]Koszty poszybują w górę[/srodtytul]
Polskie firmy chemiczne będą jednak miały problem nawet wtedy, gdy surowca Polsce nie zabraknie. W mijającym tygodniu Urząd Regulacji Energetyki zaaprobował 6,4-procentową podwyżkę cen gazu, która ma wejść w życie już 1 października. Dla sektora wielkiej syntezy chemicznej gaz to głównie surowiec, a w mniejszym stopniu paliwo. Roczne koszty jego zakupu liczone są w setkach milionów złotych.
– Taka podwyżka cen oznacza dla ZAK wzrost kosztów o ponad 25 mln zł rocznie – podlicza prezes Jałosiński. Lichwała z tarnowskich zakładów w ogóle nie chce się wypowiedzieć na temat ewentualnych skutków podwyżki cen gazu dla jego firmy. Z naszych szacunków wynika, że również koszty funkcjonowania Azotów Tarnów wzrosną w związku z tym o ponad 20 mln zł rocznie.
Z kolei zakłady z Puław płacą obecnie za gaz około 900 mln zł rocznie. Zaaprobowana przez URE podwyżka cen spowoduje, że koszty spółki wzrosną o ponad 50 mln zł rocznie.