O podboju pierwotnego rynku obligacji marzy wielu. Zwłaszcza w ostatnich latach wydaje się on coraz bardziej łakomym, a może nawet jedynym sycącym kąskiem. IPO i prywatyzacji przecież prawie nie ma, obroty na GPW siadają. Władze wielu domów maklerskich z nadzieją spoglądają na ten kawałek rynku kapitałowego, który z roku na rok rozkwita coraz mocniej. Za jego najbardziej atrakcyjną część uchodzą emisje o wartości 20–50 mln zł – takie, które chętnie kupią inwestorzy instytucjonalni i detaliczni, a ryzyko reputacyjne związane z emitentem jest relatywnie niewielkie.