Jest pan jednym z pionierów inwestowania na rynkach wschodzących. Jak rynki te zmieniły się od czasu, gdy po raz pierwszy się pan nimi zainteresował? Które zmiany uważa pan za najważniejsze?
Od kiedy w 1987 r. uruchomiliśmy pierwszy inwestujący na rynkach wchodzących fundusz, przeszły one ogromną przemianę. Dramatycznie zwiększyła się liczba dostępnych dla inwestorów rynków tej kategorii. Wtedy było ich tylko pięć: cztery w Azji i Meksyk. Trwała jeszcze zimna wojna, a Rosja, cała Europa Środkowo-Wschodnia, Azja Środkowa i wiele innych państw nie dopuszczały zagranicznych inwestycji, albo mocno je utrudniały. Wiele z nich nie miało nawet giełd akcji. W latach 80. większość państw rozwijających się miała socjalistyczne rządy, które nie doceniały roli prywatnych przedsiębiorstw. Od tego czasu większość z nich, dzięki reformom promowanym przez Bank Światowy i inne międzynarodowe organizacje, przeszła na model gospodarki rynkowej, który wymaga istnienia rynku kapitałowego, w tym akcyjnego.