Japończycy boją się organizacji wielkiej imprezy w czasach pandemii. Codziennie w kraju przybywa 5–7 tys. chorych, a przecież w kwietniu – kiedy zapadła bezprecedensowa decyzja o zmianie terminu igrzysk – pozytywnych wyników testów na koronawirusa raportowano po kilkaset. Ostatni sondaż „Kyodo News" wskazuje, że aż 80 proc. ankietowanych domaga się odwołania lub przełożenia zawodów.
– Nikt nie chce być pierwszą osobą, która o tym powie, ale panuje wśród nas konsensus, że będzie to zbyt trudne – mówi o organizacji igrzysk japoński polityk, członek koalicji rządzącej, na łamach „The Times". – Nie sądzę, aby do nich doszło. Premier Yoshihide Suga nie jest emocjonalnie zaangażowany w igrzyska, ale jednocześnie chce pokazać gotowość, aby Tokio dostało kolejną szansę za 11 lat. W takich warunkach nikt nie mógłby się temu sprzeciwić.