materiały prasowe

To pytania, które zadaliśmy gościom „Loży Parkietu": Wojciechowi Białkowi, analitykowi z TMS Brokers, prof. Krzysztofowi Borowskiemu ze Szkoły Głównej Handlowej i Dariuszowi Świniarskiemu, zarządzającemu funduszami w Skarbiec TFI. Prezentujemy ich wybrane wypowiedzi.

O przyczynach przeceny akcji, która rozpoczęła się w połowie stycznia.

Wojciech Białek (TMS Brokers)

Wojciech Białek (TMS Brokers)

parkiet.com

Wojciech Białek: Świat minął szczyt dynamiki wzrostu gospodarczego, a ciągle jeszcze w wielu regionach są wątpliwości, gdzie skończy się wzrost inflacji. Odwołując się do klasycznego schematu rotacji aktywów, jesteśmy w inflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego, która typowo jest najlepsza dla gotówki, a najgorsza dla rynku akcji. To, co obecnie widzimy, pasuje do tej koncepcji.

W grudniu sugerowałem, że 2022 r. może być podobny do 2011 r. Ale otwarcie roku spowodowało pojawienie się jeszcze gorszej analogii: na Nasdaq styczeń jest gorszy niż w 2008 r., a to był rekord słabości. Wtedy mieliśmy pierwszy dołek w styczniu, potem wtórny dołek w marcu. Do maja indeksy akcji próbowały rosnąć, ale skończyło się – zgodnie z zasadą „sprzedaj w maju i jedź na wakacje" – bessą po upadku Lehman Brothers. Początek roku straszy jak w 2008 r.

prof. Krzysztof Borowski (SGH)

prof. Krzysztof Borowski (SGH)

parkiet.com

Krzysztof Borowski: Obecnie to ryzyko konfliktu zbrojnego na Ukrainie rzutuje na rynki finansowe. W tle pojawiają się też zagrożenia natury makroekonomicznej. Byłem niedawno w galerii handlowej i klientów nie było zbyt wielu. Sprzedawczyni w sklepie z odzieżą powiedziała, że ma bardzo mało pracy. To anegdotyczny dowód, który wpisuje się w hipotezę, że widząc wzrost cen żywności, konsumenci będą obcinali wydatki na inne towary i usługi. To się z czasem może przełożyć na przychody spółek.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Do niedawna uważałem, że będziemy mieli teraz falę spadkową na giełdach, ale po niej nastąpi jeszcze fala wzrostowa, która potrwa mniej więcej do lata. Jeśli obecna fala spadkowa będzie się przedłużała, to będę musiał zmienić zdanie i uznać, że już teraz trend przekręca się na dół. Na wykresach wielu spółek widać korekty wzrostowe na przełomie listopada i grudnia, ale po nich nastąpiły ostre spadki. Często widać tam ryzyko podwójnego dna, a niektóre kursy już przebiły te dołki grudniowe. To jest zły prognostyk dla tych walorów.

Dariusz Świniarski (Skarbiec TFI)

Dariusz Świniarski (Skarbiec TFI)

parkiet.com

Dariusz Świniarski: Piwot szefa Fedu Jerome'a Powella z początku września mocno wystraszył inwestorów, to wtedy zaczęła się przecena spółek wzrostowych, które najmocniej drożały w trakcie pandemii. A w połowie stycznia podczas wystąpienia przed Senatem Powell mówił konkretnie, że zmiana polityki pieniężnej nastąpi, nawet jeśli gospodarka USA nie osiągnie stanu pełnego zatrudnienia, co zawsze było warunkiem zaostrzania. Styczeń na rynkach finansowych nie rozpoczął się źle, były zwyżki cen akcji przy dużych obrotach. Wydawało się, że jest spory napływ kapitału na rynki wschodzące. Ale jastrzębi zwrot Powella zmienił sytuację. Na to nałożyło się duże ryzyko konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą. To zaczyna być mocno dyskontowane.

O hossie na rynku surowców.

Wojciech Białek: Na wykresie ropy naftowej brakuje mi jeszcze piątej fali impulsu wzrostowego. To by jakoś pasowało do tych rozgrywek, które Rosjanie prowadzą na granicy Ukrainy. W typowym cyklu surowce zwykle zresztą osiągają szczyt kilka kwartałów po tym, jak szczyt osiągną ceny akcji. W 2007 r. indeksy akcji szczyt osiągnęły w lipcu i październiku, a surowce dopiero w lipcu 2008 r. W 2000 r. opóźnienie było półroczne. W pierwszym półroczu surowce mogą coś jeszcze pokazać.

Krzysztof Borowski: Rynek surowców będzie pod wpływem konfliktu na granicy Ukrainy. Jeśli konflikt zostanie rozładowany w ciągu dwóch–trzech miesięcy, to można oczekiwać, że jeszcze przez jakiś czas będą drożały surowce energetyczne. Potem wrócimy do dyskusji, czy jesteśmy w przełomowym punkcie cyklu koniunkturalnego, czy jeszcze nie. Surowce czeka przecena, jeśli gospodarka będzie zmierzała ku recesji. Jeśli natomiast konflikt będzie eskalował, to będzie miał szersze implikacje. Ukraina jest ważnym producentem wielu surowców rolnych: kukurydzy, pszenicy, oleju słonecznikowego. Jeśli ten konflikt wybuchnie na dobre, to ceny surowców pochodzenia rolnego mogą drożeć.

Dariusz Świniarski: Surowce jako klasa aktywów dobrze zachowują się w środowisku wysokiej inflacji. Nawet jeśli inflacja będzie hamowała, to pozostanie wysoka. Zgadzam się też ze spostrzeżeniem, że surowce zwykle drożeją dłużej niż akcje. Obecnie uważam, że spośród tych surowców, które są przedmiotem zainteresowania inwestorów, przewagę mają te przemysłowe. Jest kilka czynników, które mogą stanowić dla nich pozytywny impuls. Na przykład w Chile i Peru konsensus polityczny idzie w kierunku kolejnych danin od przychodów z wydobycia miedzi. Na to nakładają się jeszcze warunki pogodowe. W Australii pojawiły się na przykład problemy z transportem węgla.

O perspektywach złota i kryptowalut.

Krzysztof Borowski: Zmiana polityki Fedu zaczyna się przekładać na ceny kryptowalut. Takiej paniki na bitcoinie dawno nie było. Popyt inwestorów teraz powinien się skumulować w metalach szlachetnych, szczególnie w złocie. W pewnym sensie kryptowaluty stają się niemodne, bo są nieekologiczne. Ludzie zaczęli sobie zdawać sprawę z ich wysokiej energochłonności i emisyjności. Spodziewam się, że większym zainteresowaniem może się teraz cieszyć złoto, które jest w trendzie bocznym, ale podryguje do góry.

Dariusz Świniarski: Tradycyjnie istnieje ujemna korelacja między realnymi stopami procentowymi a ceną złota. Gdy Fed zacznie podnosić stopy procentowe, a dynamika inflacji się utrzyma albo zacznie maleć, to przestrzeń do wzrostu cen złota okaże się ograniczona.

O tym, czy spadek rentowności obligacji skarbowych na świecie to początek hossy na tym rynku.

Wojciech Białek: Niedawno Goldman Sachs opublikował prognozę, wedle której rentowność 10-latek w USA dojdzie do 2,5 proc. w 2024 r. Moim zdaniem to się stanie w tym roku. W Polsce wzrost rentowności 10-latek z 1,5 do 4 proc., który obserwowaliśmy od lipca ub.r., można uznać – posługując się żargonem Elliotowskim – za trzecią falę wzrostową. Brakuje czwórki i piątki, która wykończy ten ruch do góry. Generalnie obligacje trzeba kupować w szczycie tempa inflacji. Nie podejmuję się wskazania dokładnego momentu, kiedy ten szczyt przypadnie, ale obstawiam, że gdzieś w I półroczu. Czyli moim zdaniem to jeszcze nie jest początek obligacyjnej hossy. Po obecnym zejściu rentowności będzie nas czekał jeszcze jeden trzymiesięczny impuls w górę do ponad 4 proc., w okolicę 5 proc. Dopiero wtedy powinna się zacząć hossa. Czynnikiem ryzyka są Rosjanie rozrabiający przy granicy ukraińskiej. Jestem sceptyczny co do ich chęci do rozpoczęcia poważnej inwazji, ale w ich interesie jako czołowego producenta ropy i gazu jest straszenie ograniczeniem dostaw. To może generować impulsy cenowe na rynku surowców, przedłużając bessę na rynku obligacji. Wtedy pojawiłaby się brakująca piąta fala wzrostu na rentownościach.

Dariusz Świniarski: Ostatnie cztery miesiące 2021 r. były okresem dużych odpływów z funduszy dłużnych. Z tego powodu traciły nawet obligacje zmiennokuponowe indeksowane do WIBOR-u, które powinny zyskiwać. Było też widać bardzo mały popyt na aukcjach Ministerstwa Finansów. W grudniu ten odpływ pieniędzy z funduszy dłużnych wyhamował do 1,5 mld zł z 4–5 mld zł w poprzednich miesiącach. Tu widziałbym przestrzeń do pozytywnego zwrotu na tym rynku. Czy to już jest moment na kupowanie obligacji? Zawsze można szukać lepszych momentów. Trudno jednak znaleźć argumenty, żeby stopy procentowe w Polsce wzrosły dużo powyżej 4 proc. A to oznacza, że trudno też wyobrazić sobie dużo wyższy poziom rentowności 10-latek. Ten rok może być okresem, gdy obligacje zaczną być na dużą skalę dobierane do portfeli, a fundusze dłużne znowu znajdą się w łasce inwestorów, jak w 2020 r.

O wpływie pandemii na rynki finansowe.

Wojciech Białek: Obecna fala Covidu-19 jest potężna, jeśli chodzi o zakażenia, ale liczba zgonów jest mniejsza niż w poprzednich falach. To jest dość typowe zjawisko: ewolucja premiuje odmiany wirusa, które się swobodnie przenoszą, ale są mniej zabójcze. Ale teza europejskiego oddziału WHO, że widać na horyzoncie koniec pandemii, wydaje mi się optymistyczna.

Krzysztof Borowski: Widać, że przyzwyczailiśmy się już do życia z wirusem. Boję się jednak, że to będzie usypiające. Rynki nie będą reagowały na kolejne warianty, aż nagle pojawi się coś nieprzewidywalnego.

Partnerem programu Loża „Parkietu" jest Skarbiec TFI.