Przed laty miałem przyjemność pracować w redakcji najstarszego polskiego pisma motoryzacyjnego „Motor", jeszcze za czasów nieodżałowanego Pawła Kasprzyckiego na stołku naczelnego. W szeregach tej redakcji nie brakowało barwnych postaci, wśród nich Andrzeja Dąbrowskiego. Tak, tak, to ten sam człowiek, który wylansował przeboje „Zielono mi" czy „Do zakochania jeden krok", a w latach 60. był jednym z najbardziej rozchwytywanych perkusistów jazzowych, grającym z samym Komedą. Otóż ten słynny artysta jest też wielkim fanem automobilizmu, utytułowanym rajdowcem, zdobywcą m.in. wielu tytułów Mistrza Polski Dziennikarzy. Dodam, że na siedzeniu pilota siedział u niego mój osobisty ojciec – Zbigniew D. Skoczek.