Konkurowanie z Telekomunikacją Polską ponad siły operatorów lokalnych
9,9 mln : 0,5 mln ? to rezultat pięcioletniej walki TP SA kontra operatorzy lokalnej telefonii stacjonarnej, choć, zgodnie z towarzyszącymi liberalizacji rynku telekomunikacyjnego zapowiedziami, w tej drugiej pozycji powinny być już 3 mln telefonów. Rzeczywistość zweryfikowała również oczekiwania mówiące o ?spadku cen za usługi? czy ?telefonie dla każdego również na wsi?. Co gorsza, wiele firm nawet nie rozpoczęło działalności na terenach, na których z wielkim trudem i za ogromne pieniądze zdobyły koncesje.
Nawet jednego przyłączonego abonenta na koniec 1999 r. nie miały: Telefonia Południe Potel, Zakład Telekomunikacyjny Św. Olaf, koniński Telecom oraz Spółdzielnia Telekomunikacyjna w Łańcucie ? wynika z danych Państwowej Inspekcji Telekomunikacyjnej i Pocztowej (PITiP). Szczególnie odczuwalny jest brak aktywności dwóch pierwszych firm. Należący do Tele-Foniki Potel ma koncesję na całe dawne województwo częstochowskie i większą część byłego nowosądeckiego. Z kolei kontrolowany przez Elektrim Św. Olaf ma możliwość przyłączania abonentów z terenu dawnego woj. olsztyńskiego.Wg danych PITiP, w przypadku El-Netu, który ma koncesje na 6 dawnych województw, statystyka przyłączeń mówi o niewielu ponad 33 tys. linii. Są to klienci z dawnego województwa bydgoskiego i w nieznacznym stopniu ? stołecznego. Na ofertę EL-Netu nie mieli, na razie, co liczyć mieszkańcy dawnych województw: koszalińskiego, słupskiego i suwalskiego, a także na szerszą skalę warszawiacy. Łącznie El-Net i jego spółki obsługiwały na koniec ub.r. ok. 60 tys. abonentów przy koncesjach dających możliwość działania na obszarze zamieszkanym przez ok. 11 mln osób.Jak powiedziano PARKIETOWI w biurze prasowym Elektrimu, El-Net prowadzi przygotowania do oferowania usług na większości swoich koncesyjnych terenów. ? Do końca 2000 r. planujemy przyłączenie w Warszawie ok. 40 tys. abonentów. Oferujemy im pakiet trzech usług ? telefon, internet i telewizję kablową ? informuje Sebastian Bartosik z biura prasowego Elektrimu.Poland Telecom Operators, którego spółki mają koncesję na działalność na terenie zamieszkanym przez 9,5 mln Polaków, przyłączył na koniec 1999 r. ok. 84 tys. abonentów.Netia, z koncesją na obszar zamieszkany przez jedną trzecią ludności kraju, założyła blisko 300 tys. linii. Na razie omija jedynie dawne województwo chełmskie. ? Nasze analizy wykazały, że nie zarobimy na poczynionych tam inwestycjach ? mówi Jolanta Ciesielska, rzecznik Netii. Nie wiadomo, kiedy telefony zacznie zakładać Dialog na zdobytym ostatnio terenie kilkunastu gmin województwa stołecznego. ? Jesteśmy tu trzecim operatorem i to bez koncesji na samo miasto ? zaznacza Małgorzata Skórska, rzecznik Dialogu.Sytuacja na wsi po liberalizacji rynku telekomunikacyjnego przedstawia się niemal gorzej niż w czasach monopolu. Zostały rozbudzone oczekiwania, a ani TP SA, ani operatorzy prywatni nie są skłonni do zakładania linii na terenach wiejskich, gdzie poziom nasycenia telefonami szacuje się na 12%. ? Zwrot kosztów takich inwestycji może trwać i 50 lat. W tej sytuacji liczenie na to, że to właśnie operatorzy prywatni wezmą na siebie ten ciężar, jest nieuzasadnione ? podkreśla Małgorzata Skórska.Grunt to koncesjaWydaje się, że niektóre firmy starające się o koncesje na świadczenie usług telefonii stacjonarnej, od początku nie zamierzały w ogóle rozpoczynać działalności telekomunikacyjnej i nie miały do tego ani przygotowania, ani pieniędzy. Ich akcjonariusze liczyli, że z czasem z dużym zyskiem sprzedadzą firmy posiadające koncesje (samymi koncesjami handlować nie można). ? Ministerstwo Łączności skoncentrowało się na liczeniu wpływów za koncesje, nie patrząc, czy zdobywającego będzie stać na inwestycje i czy potrafi je robić. To był jeden z większych błędów resortu ? twierdzą zgodnie osoby powiązane z tym rynkiem. Co gorsza, nie ma regulacji prawnych przewidujących sankcje za niepodejmowanie działań. Nie słychać o karach za zwlekanie z opłatami koncesyjnymi. Kto zalega z opłatami i na jakiej wielkości kwoty czeka Ministerstwo Łączności, nie chciano nam powiedzieć. ? Dane te pozostają tajemnicą ? mówi Piotr Brudnicki, asystent ministra łączności ds. medialnych. Faktem jednak jest, że takie dane istnieją.Trudne konkurowanie z TP SANa pytanie o powody tak powolnego zajmowania miejsca obok TP SA, operatorzy lokalnej telefonii stacjonarnej zgodnie odpowiadają ? siła dawnego monopolisty. Na konkurowanie z TP SA musi się zgodzić... sama TP SA. We wnioskach o podłączenie się do sieci Telekomunikacji operatorzy przedstawiają dokładny biznesplan. Informują m.in. o obszarze, jakim są zainteresowani i liczbie spodziewanych do podłączenia linii. ? Efekt ? oni wiedzą o nas wszystko, my o nich ? bardzo niewiele ? mówi Jolanta Ciesielska z Netii.Ale ujawnienie biznesplanu to dopiero początek problemów. TP SA maksymalnie odwleka rozpatrzenie wniosku i wykonanie instalacji. W Toruniu Netia z TP SA dogadywały się ponad 2 lata. Nie ma żadnych regulacji mówiących, ile na takie ustalenia maksymalnie można poświęcić czasu. ? Niejednokrotnie TP SA w trakcie rozmów przystępuje do ofensywy na dotychczas zaniedbanym terenie ? dodaje J. Ciesielska.Według rzecznika TP SA Piotra Gawrona, zrzucanie odpowiedzialności na Telekomunikację Polską za opieszałe działania lokalnych operatorów nie ma większego sensu. ? Problem leży w opłacalności usług telefonii stacjonarnej. Jeśli nie ma odpowiedniej stopy zwrotu, to nie ma ochoty do inwestowania, koszty przyłączenia są bowiem wysokie, a ceny rozmów lokalnych i abonamentu bardzo niskie. Dlatego TP SA na przyszły rok nie planuje już tak dużych nakładów na nowe linie, jak miało to miejsce w tym roku. Dla nas etap wielkich inwestycji w sieć już mija. Teraz skoncentrujemy się na inwestycjach w nowe usługi ? mówi Piotr Gawron. Zgadza się również, że powodów powolnego rozwoju rywalizujących z TP SA firm można upatrywać w polityce regulacyjnej rynku telekomunikacyjnego.O tym, że położenie konkurentów Telekomunikacji Polskiej nie jest najlepsze, bez ogródek mówił Władysław Wilkans, dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej w Ministerstwie Łączności na wrześniowej konferencji poświęconej rozwojowi infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce. Jego zdaniem, polski rynek teleinformatyczny nie będzie szybko zliberalizowany m.in. ze względu na fakt, że resort łączności nie jest suwerenny w swoich decyzjach. ? Tempo liberalizacji mogłoby być szybsze, gdyby nie TP SA ? mówił. A konkretnie ? ochrona tej spółki przed prywatyzacją.Monopolista nie lubiany, ale chętniej wybieranyLudzie nie lubią monopolistów, ale, co paradoksalne ? sami ich umacniają. Na usługi konkurentów narodowego operatora klienci indywidualni nie decydują się chętnie. Nie mają zaufania do nowych firm. Boją się, że mogą one zbankrutować lub że zaoferują im ograniczone połączenia. Z obawami walczy się głównie promocjami, niższymi cenami za impuls czy też abonamentami. Robione są też różnego rodzaju oferty specjalne (np. 14 lutego ? w dniu św. Walentego wszyscy abonenci Dialogu rozmawiali za darmo).Znacznie większa świadomość zachodzących zmian na rynku telekomunikacyjnym panuje wśród instytucji. W większości przypadków decydują się one na linię Netii, Dialogu czy Szeptela, jako drugą. ? Właściwie jesteśmy obecni we wszystkich dużych firmach na naszym rynku, m.in. w FarmFoodzie, Mlekovicie, Pepeesie. Telefonują, korzystając z naszych łączy, a linie TP SA służą im do rozmów przychodzących ? mówi Michał Skolimowski, prezes Szeptela.Zdaniem Małgorzaty Skórskiej, dla firm pojawienie się na ich terenie konkurenta TP SA jest doskonałą okazają do założenia dodatkowych linii, o najnowszym standardzie technicznym. Traktują to także jako zabezpieczenie przed awarią w momencie, gdyby któryś z operatorów zawiódł. Powodzeniem cieszą się oferowane wirtualne centrale telefoniczne dla firm o rozproszonej lokalizacji.NetiaNetia w połowie br. miała sprzedanych ponad 290 tys. linii. 22,1% stanowili klienci biznesowi, zapewniający około połowy wpływów. Od niedawna, po długich bojach z El-Netem i Ministerstwem Łączności, dołączyła do nich też stolicę, co na pewno poprawi tę statystykę.Najwdzięczniejszym terenem działania Netii jest obecnie region południowy. W dawnych województwach katowickim, krakowskim i opolskim firma ta ma już ponad 100 tys. klientów. Największe skupiska klientów biznesowych to: Kraków, Katowice, Poznań, Trójmiasto i okolice Warszawy. Średni przychód z 1 linii na 30 czerwca br. to 107 zł. Netia oferuje dwa rodzaje taryf ? niebieską i zieloną. Niebieski abonament kosztuje 25 zł +VAT, 3 minuty rozmowy 28 gr+VAT. W zielonym wynosi 28 zł+Vat, a koszt impulsu 27 gr+Vat.Netia na polskim rynku, początkowo pod nazwą RP Telekom, działa od 1990 r. Pierwszą koncesję zdobyła w 1991 r. na dawne województwo pilskie, a pierwszą sieć uruchomiła w 1994 r. w Świdniku koło Lublina i tam obecnie ma dwa razy więcej klientów niż TP SA.DialogZ usług Dialogu (nazwa handlowa Telefonii Lokalnej) korzysta obecnie około 70 tys. abonentów. Firma liczy, że do końca roku będzie ich o 30 tys. więcej. Abonament w Dialogu kosztuje 17 zł +Vat, a do końca roku promocyjnie o połowę mniej. Bardzo dobre efekty zaczęła dawać kampania, zachęcająca do założenia drugiej linii za 1 zł ? miesięcznie przybywa kilka tysięcy nowych abonentów.Początki aktywności spółki przypadają na listopad 1998 r. Pierwsze telefony zakładano we Wrocławiu. Tam też firma ma największą liczbę abonentów ? ponad 20 tys. Porównywalny z Wrocławiem potencjał ma też Łódź. W Wałbrzychu, Jeleniej Górze i Zielonej Górze konkurencyjna oferta wobec TP SA zaczyna być już kierowana poza miasta. Kiedy wyjdzie z propozycjami dla mieszkańców okolic Warszawy? Na razie nie wiadomo. ? Jesteśmy tu trzecią firmą obok Netii i TP SA. Jest to jedynie niewielki obszar, który Dialogowi udało się wylicytować w dawnym województwie stołecznym ? zaznacza rzecznik Jolanta Ciesielska.SzeptelOperator ma licencję tylko na dawne województwo łomżyńskie i po 6 latach działania jest już bliski osiągnięcia optymalnej na tym rynku liczby telefonów. ? Obecnie mamy ok. 19 tys. abonentów, do końca roku będą ich 22?23 tys., a ostatecznym celem do osiągnięcia jest 25 tys. Z 360 tys. mieszkańców telefony ma prawie co czwarty, a oczekiwany poziom telefonizacji tego rynku oceniany jest na co najwyżej 30 proc. W tutejszych warunkach nie ma raczej szans na to, by było to więcej ? zaznacza prezes Szeptela Michał Skolimowski. Dlatego też kierowana przez niego firma zaczyna poszerzać działalność o usługi dostępu do internetu i transmisji danych.Średnio jeden rachunek wraz z abonamentem to wpływy rzędu 80 zł. Wartość tę oczywiście podwyższają instytucje, ponieważ średni rachunek od abonenta wiejskiego to ok. 55?60 zł.Jeszcze od 5 do 15 mln telefonówObecnie ? przy ponad 10,5 mln linii telefonicznych ? poziom telefonizacji Polski kształtuje się na poziomie ok. 27%. Prognozy co do dalszego rozwoju rynku są bardzo rozbieżne. Optymistyczna wersja mówi o chłonności rynku na jeszcze 15 mln telefonów, dałoby to nasycenie na poziomie 67%. Natomiast wersja pesymistyczna przewiduje zainteresowanie Polaków jeszcze 5 mln przyłaczeń, miałoby je wówczas 40% mieszkańców naszego kraju.Jest więc miejsce na rynku, pojawia się jednak pytanie, kto je wykorzysta i przede wszystkim ? jak szybko.
HALINA KOCHALSKA