I jak tu nie wierzyć w przesądy ? 13, piątek i jeszcze październik. Dna nie widać, zarówno na rynku, jak i oczami wyobraźni. Złoty i stopy nie lepiej. Co nam jeszcze pozostaje? Otrząsnąć się i pomyśleć logicznie.

Może nie zacznę od wymieniania wszystkich zagrożeń, które czyhają na nasz rynek, zwłaszcza że ze względu na nastrój inwestorów, zagrożeń tych ostatnio bardzo się namnożyło. Spójrzmy na chwilę na rynek od strony psychologii ? ta chyba w tej chwili niepodzielnie króluje. Ewidentnie, choćby obserwując wykres WIG czy WIG20, mamy do czynienia z kilkoma falami spadku, przy czym każda z nich jest bardziej ?stroma?. Oddaje to coraz większy pesymizm inwestorów, szybkość, z jaką akceptują fakt wejścia rynku w kolejną taką fazę i determinację w pozbywaniu się akcji z portfela. Abstrahując w tej chwili od przyczyn takiego głębokiego spadku, jak każdy będzie on miał swój kres. Przy tak silnym negatywnym nastroju, z którym mamy w tej chwili do czynienia, wydaje mi się, że wyjście z zapaści może mieć miejsce wyłącznie poprzez wyczerpanie się podaży. Zazwyczaj w takiej sytuacji rynek wchodzi w spiralę negatywnych oczekiwań i ich realizacji, która nieuchronnie przyspiesza tok wydarzeń. Krótko mówiąc, spada coraz szybciej. W pewnym momencie szybciej już nie może i zazwyczaj jest to moment wyczerpania trendu spadkowego.Czy ten moment ma miejsce w tej chwili? Powiedzieć to byłoby zdecydowanie zbyt ryzykowne, choć z każdym, coraz to szybszym, spadkiem, prawdopodobieństwo tego faktu rośnie. O ile tydzień temu wydawało mi się, że szansa na przyspieszenie jest dużo większa niż na stabilizację lub wzrost (dajmy na to 70/30), to teraz odwróciłbym te proporcje. Nawet powiedziałbym tak ? że gdyby nie poważne pytanie o niedaleką przyszłość rynków światowych po czwartkowym silnym spadku rynka amerykańskiego (DJIA), to byłbym prawie pewien bliskości momentu wyczerpania się tendencji spadkowej.Oczywiście z czysto teoretycznego punktu widzenia spadać szybciej zawsze może, w końcu daleko jesteśmy nadal od sytuacji, kiedy większość spółek spada ?taryfą?. W ogóle argument, że więcej nie może spaść jest bardzo słabym argumentem. Moje przekonanie bierze się raczej z głęboko zakorzenionego założenia, że obecny spadek nie powinien przejść niezauważalnie przez poziom 14 500 ? 15 000 punktów na WIG, czyli zasięg stabilizacji po spadku we wrześniu ubiegłego roku. Skąd ono się wzięło? Trochę z wykresów, trochę z prostej kalkulacji i naturalnych proporcji, trochę z przyzwyczajenia do pewnych cen. Wydaje mi się, że niezależnie od wielu problemów nas nękających, jest jednak ono dość racjonalne. A jeśli tak, to po prostu nie ma już miejsca na przyspieszenie spadku.Świat w innej fazieNakłada się na to niestety sytuacja na świecie. Jeśli rynki światowe wchodzą właśnie w kolejną poważną fazę spadków (w jakiej my już jesteśmy), to w najlepszym razie nasza giełda może przestać spadać. Nie liczyłbym na wzrost wbrew koniunkturze światowej. Co więcej, bardziej prawdopodobne jest, że mimo naturalnego wyczerpania się potencjału spadkowego w sposób, który opisuję, dalsze, choć słabsze spadki będą miały miejsce ze względu na sytuację światową. Nawet, jeśli spośród inwestorów zagranicznych pozostały już na naszym rynku tylko niedobitki i powiązanie następuje głównie przez psychologię.Tutaj dochodzimy do bardzo ważnego pytania ? jak się już skończy, to co dalej. Najbardziej naturalnym byłoby oczywiście odreagowanie spadku i odbicie rynku ? szybkie i wyraźne. Tego życzylibyśmy sobie najbardziej. Tym niemniej, szczególnie w scenariuszu nakreślonym powyżej, nie jest to takie pewne. Wiele zależy zatem od ?synchronizacji? naszego rynku z otoczeniem.Swoją drogą ? aż śmieszne, że od trzech lat mamy na rynku ten sam scenariusz: rośnie mocno w pierwszym kwartale, potem różnie, aby w drugiej połowie roku skorygować jeśli nie całą, to zdecydowanie większą część tego wzrostu. W chwili obecnej pozostaje nam liczyć na to, że scenariusz ten nie ulegnie zmianie i pod koniec roku będziemy mieli do czynienia z poprawą koniunktury.Problem zasadniczy ? wynikiOstatnie spadki pokazują bardzo wyraźnie prawdziwy problem naszego rynku. Narzekamy co kwartał (przynajmniej) na wyniki spółek. Nic więc dziwnego, że jeśli prześledzimy historię naszej giełdy w ciągu ostatnich 5?6 lat, widać, że tak naprawdę jest to błądzenie w miejscu. Podlegamy, tak jak każdy inny rynek wzlotom i upadkom w krótkim terminie, powiązanym z koniunkturą światową i naszą własną koniunkturą gospodarczą, ale nie w tym prawdziwy problem. Problem w tym, że te wzloty i upadki praktycznie znoszą się wzajemnie. To już z kolei wynika bezpośrednio z jakości spółek i ich wyników. Niestety, jeśli tak będzie w dalszym ciągu, to rynek nasz będzie tracił na atrakcyjności. W akcje bowiem większość ludzi nie inwestuje dlatego, że liczy na łut szczęścia i dobry timing, ale dlatego że średnio w dłuższych okresach na akcjach zyskuje się więcej niż na instrumentach dłużnych. U nas tego nie widać.

Marcin SadlejCDM Pekao S.A.