Przeciętne prowizje dla początkujących na poziomie poniżej 0,5%, opłaty za notowania w czasie rzeczywistym sięgające kilkudziesięciu złotych oraz podobne stawki za otwarcie i prowadzenie rachunku ? to aktualny obraz kosztów, jakie ponoszą inwestorzy wykorzystujący internet do przekazywania zleceń.
Zapraszamy prawie wszystkichSilna konkurencja sprawiła, iż każdy kolejny broker wchodząc na rynek stara się przyciągnąć wszystkich chętnych, bez segregowania ich na tych z mniejszymi bądź większymi portfelami. W efekcie na 17 podmiotów, tylko DM Banku Ochrony Środowiska, DM BMT oraz Fortis Securities stosują jeszcze zaporowe progi dołączenia do grona inwestorów-internautów. Wymogi stawiane przez ten ostatni podmiot są raczej symboliczne, ponieważ 1 tys. zł dysponuje chyba każdy inwestor. 10 tys. wymagane przez DM BOŚ jest już zapewne większą przeszkodą, jednak broker nie zamierza z tego rezygnować.? Nie przewidujemy w najbliższym czasie zmiany naszej polityki. Takie ograniczenie wynika z założenia, iż klienci z mniejszymi portfelami nie generują wystarczających obrotów. Ponadto, chcąc utrzymać jakość usług na dotychczasowym poziomie, musimy ograniczać krąg odbiorców ? tłumaczy Michał Wojciechowski z zespołu usług internetowych DM BOŚ. Przypomina jednocześnie, że próg dla internautów został już niegdyś obniżony z 15 tys. zł i jeśli w przyszłości będzie taka potrzeba, broker nie będzie upierał się przy swoich obecnych stawkach.Zdecydowanie bardziej restrykcyjny jest DM BMT, który co prawda formalnie nie stawia żadnych ograniczeń, jednak pozostałe warunki na wejściu sprawiają, że z jego oferty internetowej opłaca się korzystać tylko najaktywniejszym inwestorom, tzw. day-traderom. DM BMT zastrzega sobie bowiem prawo do zatrzymania 1 tys. zł kaucji za token w przypadku, gdy wartość prowizji zainkasowanych od inwestora w ciągu pierwszych kilku miesięcy będzie mniejsza niż 10 tys. zł. Na zmianę tej zasady raczej nie należy liczyć, gdyż przedstawiciele biura wielokrotnie podkreślali, że ich filozofia działania nakierowana jest na najbardziej aktywną grupę internautów, którym chcą oferować specjalnie do nich przystosowaną obsługę.Niewiele na ?dzień dobry?Różnorodność ofert powoduje, iż praktycznie każdy inwestor, w zależności od zaufania, jakim darzy elektroniczne przesyłanie danych, może wybrać sobie tę droższą (ale za to z większą liczbą zabezpieczeń) lub bezpłatną ? opierającą się wyłącznie na systemie haseł i ścisłym zdefiniowaniu kont bankowych, na które wysyłane mogą być wolne środki.Pomijając graczy przeceniających swoje możliwości, którzy zmuszeni zostaną do zapłaty 1 tys. zł za token w DM BMT, najdroższe zabezpieczenia oferuje obecnie Dom Maklerski Elimar. Dostarczana przez niego karta chipowa wraz z czytnikiem kosztuje 250 zł. Na szczęście, w opcji istnieje możliwość dobrowolnego zrezygnowania z tego zabezpieczenia i wówczas za otwarcie nie płaci się nic. Podobną zasadę wyboru zastosowały DM BOŚ, DM PBK oraz DM AmerBrokers, przy czym ich nieobowiązkowe tokeny to ewentualny koszt 200 zł lub 190 zł.Z koniecznością poniesienia wydatków muszą się liczyć klienci takich biur, jak np.: BDM PKO BP, gdzie wnosi się 200 zł za kartę i czytnik, DM WBK (180 zł za token) czy też DM Wood & Company (170 zł za token). Obowiązkowej opłaty w wysokości 200 zł żądają także w Domu Inwestycyjnym BRE Banku, lecz ci inwestorzy, którzy się pospieszą i otworzą rachunek jeszcze w marcu, otrzymają kartę za darmo. Opłaty w postaci kaucji zwrotnej (190 zł) wymaga natomiast DM Polonia Net.Prowizje z pułapkamiJeszcze przez założeniem rachunku inwestor musi zapoznać się z warunkami prowizji, jakie będzie uiszczał składając zlecenia. Głównym parametrem jest oczywiście stawka podstawowa, wyrażona w ujęciu procentowym, jednak nie wolno zapominać tutaj o dopisku ?nie mniej niż...?. Dotyczy to zwłaszcza mniejszych i średnich graczy. Ci więksi na ogół działają na indywidualnie negocjowanych prowizjach, ewentualnie schodzą w najniższe progi, które nawet po przemnożeniu np. przez 0,25% dają większe wartości bezwzględne niż minimalne stawki wymagane w biurach internetowych.W przypadku zleceń mniejszych i tych o przeciętnej wielkości, kluczowym parametrem jest bowiem punkt, w którym wartość zapłaconej prowizji równa się minimalnej opłacie wynikającej z tabeli. Powyżej tego punktu inwestor przechodzi bowiem z opłaty stałej na stawkę liniową. Poniżej ? płaci nadal taką samą prowizję, jednak w ujęciu procentowym jej poziom stale rośnie.Nie dotyczy to, oczywiście, tych przypadków, gdzie prowizja jest skonstruowana na zasadzie marży doliczanej do opłat giełdy i krajowego depozytu (DM BMT), opłaty zmniejszającej się do poziomu tychże opłat (DM AmerBrokers) bądź też braku minimalnej opłaty, co z kolei deklaruje DM Banku Zachodniego. Opłaty u tego wrocławskiego brokera pozostają jednak pewną niewiadomą, gdyż taka promocyjna zasada zostanie utrzymana tylko do końca marca br. ? Decyzji o tym, jaka minimalna stawka wyznaczona zostanie później, jeszcze nie podjęliśmy. Dokonamy tego pod koniec miesiąca ? poinformowała Urszula Banaszczak-Soroka, prezes zarządu DM BZ. Dodajmy, że przed wprowadzeniem zasad promocyjnych opłata minimalna wynosiła 5 złotych.Warunki stawiane u większości brokerów sprawiają, iż ten punkt znajduje się w przedziale między 1 tys. zł a 2,5 tys. zł. Skrajne wartości przyjmuje on w przypadku DM PBK (750 zł), CDM Pekao SA, a także wykorzystującego technologię WAP ? Global Capital Partners Poland (te dwa ostatnie biura ? 3,3 tys. zł), jak również DM SUR5.Net (15,8 tys. zł). Ten broker wprawdzie nie rozpoczął jeszcze reklamowania oferty na szerszą skalę, jednak ? jak deklarują jego przedstawiciele ? oferta jest już powszechnie dostępna. ? Każdy, kto przyjdzie do naszego biura i zechce otworzyć rachunek internetowy, zostanie przyjęty. Inwestor musi jednak zdawać sobie sprawię, iż wersja, jaką dostanie do użytkowania, wciąż oficjalnie jest nazywana testową. Zmiana nastąpi w ciągu dwóch tygodni ? usłyszał PARKIET w DM SUR5.Net.Tak zróżnicowane warunki opłat sprawiają, że każdy inwestor, chcąc wybrać optymalną dla siebie opcję, musi dokładnie przeanalizować, jaka jest najczęściej wielkość zawieranych przez niego transakcji i dopasować swoje możliwości do poszczególnych ofert. Uniknie w ten sposób nieprzyjemnych niespodzianek, które bez analizy mogą sprawić, iż e-brokerage będzie bardziej kosztowny niż tradycyjna metoda zawierania transakcji. Dla przykładu (i ostrzeżenia) podajmy, iż dokonując transakcji o wartości 1 tys. zł w biurze, które pobiera 0,4% prowizji (ale nie mniej niż 15 zł) faktycznie płacimy aż 1,5%.Notowania nie są gratisPrzejście na wersję internetową najczęściej jest dokonywane z dwóch względów: wygoda w dostępie do własnego rachunku oraz możliwość działania na rynku w czasie najbardziej zbliżonym do rzeczywistego. Z tym ostatnim nierozerwalnie wiąże się bezpośredni dostęp do notowań. I tu pojawiają się kolejne koszty. Co prawda, brokerzy niekiedy deklarują, iż przekazują je bezpłatnie, jednak zazwyczaj opłaty skonstruowane są w taki sposób, że koszty są częściowo przenoszone na opłaty miesięczne lub kwartalne, ewentualnie mają ograniczony okres promocyjny.Tradycyjnie najbardziej uprzywilejowaną grupą są najwięksi inwestorzy, którzy realizując duże obroty mogą otrzymać serwis za darmo lub z ograniczoną odpłatnością. Bez spełnienia takich warunków należy się jednak liczyć z koniecznością wnoszenia po około kilkanaście złotych za jedną najlepszą ofertę lub kilkadziesiąt, za ofert pięć. Przyznać jednak należy, iż brokerzy opłaty za notowania ustalili na niewygórowanym poziomie, ponieważ sama warszawska giełda za sprzedaż serwisu pobiera od poddystrybutorów po 8 zł miesięcznie (za jedną ofertę) lub 54 zł (za pięć ofert). Dodajmy, że ci inwestorzy, którzy nie chcą nic płacić, mogą oczywiście korzystać z notowań dostarczanych bezpłatnie, ale za to z 15-minutowym opóźnieniem.Własny serwis bezpłatnieNa szczęście dla inwestorów to już koniec opłat. Każdy z brokerów własne produkty za darmo udostępnia, a biura prześcigają się w zapełnianiu swoich stron wiadomościami. W efekcie, powszechne się stało dystrybuowanie poprzez sieć rekomendacji maklerskich i wykorzystywanie internetu do komunikacji z inwestorem.Rynkowym standardem stało się już umieszczanie na internetowych stronach brokerów prognoz przedsesyjnych, komentarzy po sesji i omówień najważniejszych wydarzeń dnia. Zazwyczaj dostępne są także przeglądy wiadomości ze spółek oraz wiadomości okołorynkowych, np. typu wydarzenia w Sejmie czy też posunięcia rządu. Oczywiście, oddzielne miejsca zajmują wydarzenia z rynku walutowego i z parkietów zagranicznych. Nie należy także zapominać o tak potrzebnych elementach, jak podstawowe instrumenty analizy technicznej, wykresy indeksów czy też przedstawiany hasłowo przebieg sesji i zmian wartości poszczególnych wskaźników.Promocje dla zachętyObok wspomnianych warunków prowizyjno-płatniczych inwestorzy dość łatwo mogą skorzystać z promocji oraz zachęt i opustów, jakie stosują chyba wszystkie internetowe biura maklerskie. Powszechną praktyką stało się rozpoczynanie działania w internecie od niższej niż docelowa stawki prowizji czy też udostępnianie notowań za darmo. Niemal tradycją stało się też przedłużanie okresów promocji bądź obniżanie progów umożliwiających przechodzenie na stawki negocjowane.Wszelkie rekordy promocji (przynajmniej dotychczas) pobił CA IB Securities, który na kampanię swojej wersji ma zamiar przeznaczyć nie spotykane jak na polski rynek pieniądze, a dodatkowo kusi wirtualną grą inwestycyjną. Na stronach caibon można bowiem wygrać samochód osobowy, wycieczki zagraniczne, 10 tys. dolarów, a także inne ? mniejszego już kalibru ? nagrody rzeczowe. Dodajmy, że aby przejąć inwestorów zastanawiających się nad otworzeniem rachunku internetowego w innym biurze, broker z austriackim rodowodem do 30 czerwca br. będzie ?pobierać? 0% prowizji maklerskiej. N