Co tu wiele mówić ? rynek inwestorów nie rozpieszcza. Po raz kolejny coś, co wydawało się, że może stanowić podstawę do odbicia, okazało się jedynie dwudniowym ociepleniem nastrojów.
Który to już raz mamy do czynienia z taką sytuacją? I ile jeszcze przyjdzie nam znieść? Niestety, trudno oczekiwać skądkolwiek odpowiedzi na takie pytania. Zniechęcenie na rynku jest już tak powszechne, że z mało kim wypada i można na ten temat rozmawiać.W tym momencie trzeba wrócić do pytania sprzed dwóch tygodni: Czy na koniec spadków musi być panika? Kolejne nieskuteczne odbicie coraz bardziej przybliża nas do takiej tezy. Jeśli kolejny raz się nie udało, nastroje inwestorów są coraz gorsze. Z kolei to, co najłatwiej obserwować, czyli stopień zaangażowania OFE, nadal jest wysoki, zaś przy wysokim poziomie złotego skłonność inwestorów zagranicznych do kupowania polskich akcji ? raczej zerowa.Wszystko to coraz bardziej przemawia za scenariuszem negatywnym. Czyli chyba bez paniki się nie obędzie. Potrzebne jest coraz wyraźniej oczyszczenie rynku, zrzucenie nadmiaru zaangażowania w akcje przez inwestorów zarówno tych największych, jak i tych drobnych.Oczywiście, taka panika to proces krótki, a co więcej ? często nie towarzyszą jej zbytnie obroty, zatem z punktu widzenia zwłaszcza większych graczy, być może, faktycznego miejsca do ewentualnej sprzedaży i następnie zakupów pomiędzy dniem dzisiejszym a dnem takiej paniki zostało bardzo niewiele.Warto zwrócić jeszcze uwagę na jedną rzecz ? kontrakty terminowe. Coraz większa część obrotów przenosi się na ten rynek, a zwłaszcza obrotów powodowanych przez inwestorów krótkoterminowych. Nic w tym dziwnego ? rynek wygodny, płynny, z dużą dźwignią etc. Jest w tym jednak pewna pułapka. Kupując lub sprzedając kontrakty terminowe nie w pełni wpływa się na instrument podstawowy ? WIG20.Sprzedając kontrakty ? owszem, gdyż dość łatwo zrealizować arbitraż, jeśli kurs kontraktów zbliża się zbytnio do kwotowania instrumentu podstawowego. W odwrotnej sytuacji jest znacznie trudniej, gdyż nie mamy możliwości sprzedania na krótko poszczególnych akcji wchodzących w skład WIG20. Zatem coraz większa część rynku niejako świadomie rezygnuje z wywierania wpływu na notowania. I to ta najbardziej aktywna część rynku.Inwestorzy zakładają się wzajemnie między sobą o przyszłość, a nie wpływają na nią kupując i sprzedając akcje. Może z tego powodu spadek nie nabiera obecnie takiego tempa? Nie mamy bowiem sytuacji mocnego spadku przy niewielkich obrotach, spowodowanych nieznaczną ?wymianą? akcji między liczącymi codziennie na odbicie spekulantami, co najczęściej jest powodem znacznych spadków w końcowych fazach bessy. Jaki może to mieć wpływ na moment zmiany trendu? I jaki na tempo i rodzaj odreagowania?Wszystko to, co dzieje się w tej chwili, ma jedną ogromnie ważną cechę ? obym przesadzał, ale nie bez przyczyny utożsamiałem dwa tygodnie temu spadek poniżej psychologicznego poziomu 1500 pkt. na WIG20 z poglądem rynku na gospodarkę.To, co mówi nam rynek w tej chwili na podstawie notowań, to bardzo proste przesłanie ? zapowiada się poważny kryzys gospodarczy, coś, z czym nie mieliśmy jeszcze do czynienia. I to nie tylko nasz rynek, ale także i kilka innych rynków światowych. Można, oczywiście, zwalać na rozdmuchane nadzieje, wskazywać indeksy starej ekonomii (Dow Jones), trzymające się mocno swoich poziomów. Tak czy inaczej, przesłanie rynku jest dość wyraźne.W samej gospodarce tak wyraźnie tego nie widać, ale to w końcu rynek powinien być najlepszym prognostą. Mam wręcz wrażenie w tej chwili, że z niektórych punktów widzenia potencjalna sytuacja gospodarcza w naszym kraju może być dobra jak nigdy dotąd. Wreszcie widać wyraźny wzrost eksportu, kiedy w sposób znaczący spadła inflacja, co sprzyja na dalszą metę, zasadniczo poprawiła się produktywność polskich przedsiębiorstw.Owszem, jest wiele zagrożeń, ale niektóre z nich są nieuniknione. Co z tego, że mamy wysokie bezrobocie ? zawsze je mieliśmy tak naprawdę, tylko do tej pory było ukryte w niegospodarności. To chyba lepiej, że się to poprawiło. Oczywiście, to tylko sygnały stwarzające możliwość poprawy, a nie poprawa. Na nią przyjdzie jeszcze poczekać.Podstawowe pytanie inwestorów w tej chwili to łapać spadający nóż (kiedy?) lub czy jeszcze można znaleźć miejsce na ?woltę?, czyli sprzedaż akcji i ich odkupienie ?na dołku?. Rzecz jasna, nie ma odpowiedzi na takie pytania. W tej fazie rynku, kiedy rolę gra czysta psychologia, nic wielce mądrego nie da się wymyślić. Moje przekonanie co do nieuchronności paniki na koniec spadków wzrasta ? i to chyba wszystkie wskazówki, które jestem w stanie z siebie wykrzesać w tym miejscu nastroju rynkowego. N