W ostatnich tygodniach analitycy giełdowi jeden przez drugiego ogłaszali, że rynek sięgnął już dna. Weteranka hossy lat 90. Abby Joseph Cohen z Goldman Sachs zwiększyła udział akcji w swoim modelowym portfelu z 65 do 70%.

A mimo to, Nasdaq Composite spadł w poniedziałek poniżej 2000 pkt, a spadek indeksu S&P500 sięgnął 20% od rekordowego poziomu, co niewątpliwie wskazuje na bessę. Skąd zatem optymizm analityków? Otóż zgodnie zwracają oni uwagę, że jeśli wyłączyć z indeksów branże TMT, to zarówno w USA, jak i w Wielkiej Brytanii znajdują się one na poziomie bliskim historycznych rekordów.Całe nieszczęście wynika więc z pęknięcia technologicznej bańki rozdętej przed rokiem do 5048 pkt. Nasdaqu, ale stara gospodarka ma się dobrze i będzie się miała, jeśli Stanom Zjednoczonym uda się uniknąć recesji. Nie ma też na rynku objawów paniki. Detaliczni inwestorzy nie wycofują pieniędzy z funduszy powierniczych. Z najnowszej ankiety Merrill Lynch wśród zarządzających funduszami wynika, że większość z nich uważa rynek za niedowartościowany i kupuje akcje.A tymczasem rynki wróciły do poziomu z jesieni 1998 roku, kiedy obserwowano ucieczkę do bezpiecznych portów obligacji rządowych po tym, jak niemal doszło do bankructwa amerykańskiego funduszu hedgingowego Long-Term Capital Management i po tym, jak Rosja ogłosiła niewypłacalność. Później giełdy ożywiły się bardzo szybko za pomocą trzykrotnej obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. W obecnym cyklu Fed już dwa razy obniżyła stopy w styczniu i powszechne jest oczekiwanie trzeciej redukcji w najbliższy wtorek. A to powinno sprawić, że amerykańskiej gospodarce uda się uniknąć recesji i cała gospodarka, a wraz z nią zyski spółek zaczną rosnąć w II półroczu. Giełdy pójdą ostro w górę, gdy tylko inwestorzy zwęszą to ożywienie.Optymizm wielu analityków wynika też z obecnej wyceny akcji. Cytowana już A.J. Cohen powiedziała w ub. tygodniu, że ?atrakcyjna wycena akcji została przywrócona?. Najbardziej popularny miernik owej wyceny, znany jako ?model Fed?, porównuje rentowność długoterminowych amerykańskich obligacji rządowych z prognozowaną rentownością dochodu (odwrotnością wskaźnika cena/zysk) obliczaną dla spółek z indeksu S&P500. Model ten zakłada, że prawidłowym stosunkiem obu tych wielkości jest 1. Akcje są drogie, jeśli rentowność obligacji jest wyższa od rentowności dochodu, a tanie, gdy stosunek ten jest odwrotny.Według tej teorii, na początku ub. roku amerykański rynek był przewartościowany o 70%. Ale spadek rentowności obligacji i wzrost rentowności dochodu (gdyż kursy akcji poleciały w dół) sprawiły, że ? według obliczeń Thomson Financial First Call ? amerykańskie akcje są już właściwie wyceniane na podstawie ?modelu Fed?. Na innych rynkach jest jeszcze taniej. Rynek brytyjski jest niedowartościowany o 15%, a kanadyjski o 17,5%.Dlaczego zatem, mimo tej lawiny optymizmu i korzystnych wskaźników, niedźwiedzie wciąż tak zaciekle walczą z bykami i dlaczego tak często wygrywają. Główną przyczyną są niewątpliwie złe wiadomości niemal codziennie napływające ze spółek. Tylko w ubiegłym tygodniu o pogorszeniu wyników ostrzegały takie technologiczne giganty, jak Cisco, Ericsson i Intel. We wtorek Motorola i Cable & Wireless poinformowały o znacznych redukcjach zatrudnienia. Wszystko więc wskazuje na to, że i ta branża znalazła się w klasycznym cyklu gospodarczym i że jest to akurat cykl spadkowy.

J.B.Blommberg, ?Financial Times?