Ani złoty, ani euro nie mogą końca tygodnia zaliczyć do udanych. Straty waluty europejskiej są jednak bardziej spektakularne.
Piątkowe poranne wyraźne zmiany notowań względem poszczególnych walut zawdzięczamy wydarzeniom na rynku eurodolara. To właśnie silne osłabienie wspólnej waluty zadecydowało o tym, że dolar kosztował na otwarciu 4,098 zł (1,5 grosza więcej niż w czwartek na zamknięciu), euro zaś 3,685 zł (1,3 grosza mniej). Odpowiadało to poziomowi 9,9% powyżej starego parytetu (a więc dokładnie takiemu, jaki zanotowaliśmy przedwczoraj późnym popołudniem). Po kilkudziesięciu minutach było nawet jeszcze lepiej, dolar wprawdzie podrożał o 0,2 grosza, ale waluta europejska staniała o 2 grosze, osiągając kolejne historyczne minimum (3,665 zł). Byliśmy wtedy 10,1% powyżej parytetu. Potem złoty zaczął tracić i około 12.00 dotarł do 9,6%. USD ceniono na 4,12 zł, euro na 3,688 zł. Realna wartość złotego przez następne dwie godziny podlegała niewielkim zmianom, kursy wobec poszczególnych walut wynikały ze zmian na eurodolarze, ale też nie dochodziło do jakichś spektakularnych ruchów. Dopiero około 14.00 złoty znowu stracił, docierając do 9,25% (4,135 zł za dolara i 3,695 zł za euro). Kilkadziesiąt minut później po raz pierwszy od trzech tygodni zeszliśmy poniżej 9%. Osiągnęliśmy 8,9%, dolar kosztował 4,145 zł, a euro 3,709 zł. Potem odreagowanie na 9,2% i tak oczekiwaliśmy na dane o produkcji i PPI. Nie wprowadziły one jednak większych zmian. Dopiero informacja o znacznym wykonaniu planu deficytu budżetowego spowodowała spadek. W ostatnich transakcjach za USD płacono 4,145 zł, za euro zaś 3,72 zł, było to 8,9% powyżej parytetu.Zamykanie pozycji spekulacyjnych przed weekendem (choćby w obawie przed wydarzeniami na giełdach w USA), zlecenia klientów (przy płytkim rynku, a taki obserwowaliśmy w piątek, bo nawet niewielkie zlecenie mogło wyraźnie wpłynąć na kursy) i złe informacje o budżecie zadecydowały o korekcie. W przyszłym tygodniu wiele będzie zależeć od sytuacji w Stanach Zjednoczonych.Wspólna waluta po raz pierwszy od połowy grudnia osiągnęła poziomy poniżej 0,90 i to już rano. W pierwszych transakcjach za euro płacono bowiem 0,8990 USD. Potem na krótko osiągnęliśmy 0,9002 i znowu w dół aż na 0,8930. Ogólnie złego nastroju przyczyniły się do tego dane o sprzedaży samochodów w Niemczech w lutym (spadek o 13,6%, luty był zazwyczaj niezłym miesiącem), które nie wróżą dobrze gospodarce (ograniczenie popytu). Sytuacja poprawiła się po południu po publikacji danych amerykańskich. PPI wskazał na spadek presji inflacyjnej, ale jednocześnie zanotowano wyraźne zmniejszenie produkcji (o 0,6% wobec prognozowanego 0,3% i wobec 0,6% w styczniu). Dotarliśmy do 0,8989, po czym znowu doszło do korekty po lepszym od oczekiwań wskaźniku optymizmu University of Michigan Confidence. Kończyliśmy na 0,8960 dolara za euro. N