Złoty nieznacznie stracił realnie, ale wciąż jest bardzo mocny. Tymczasem kurs euro wreszcie powrócił powyżej 0,90.
W pierwszych transakcjach za dolara płacono 4,04 zł (2,3 grosza mniej, niż przedwczoraj na zamknięciu notowań), za euro zaś 3,62 zł (1,3 grosza więcej). Chwilowo byliśmy dokładnie w tym samym miejscu co we wtorek późnym popołudniem, czyli na 11,3%. Dość szybko przeważyła podaż i już około 9.30 dotarliśmy do 11,15%. Waluta amerykańska podrożała o grosz, europejska o pół grosza. Potem mniej więcej przez półtorej godziny nic ciekawego się nie działo. Około 11.00 znowu zaczęto sprzedawać złotego i dwie godziny później dotarliśmy do 10.8%, czyli do najniższego poziomu podczas środowych notowań. Dolara ceniono wtedy na 4,058 zł, euro na 3,645 zł. Od godz. 13.00 złoty zaczął odrabiać straty swojej realnej wartości, przy czym kurs euro/zł był bardziej stabilny niż USD/zł. Było to związane z zachowaniem rynku eurodolara. Pod koniec dnia za walutę amerykańska trzeba było zapłacić 4,0375 zł, za europejską 3,635 zł i było to 11,15% powyżej parytetu.Na rynku złotego doszło wczoraj do nieznacznej korekty. Zlecenia klientów, zamykanie pozycji spekulacyjnych oraz spadki na giełdach w USA osłabiły polską walutę. Zmiany nie są jednak duże i takich samych raczej należy się spodziewać w najbliższej przyszłości. Wciąż brakuje czynników, które mogłyby doprowadzić do silnej deprecjacji. Nawet dalsze pogorszenie nastrojów za oceanem i jakieś niezbyt optymistyczne informacje o wykonaniu planu deficytu budżetowego (które mogą się pojawić w najbliższym czasie) nie powinny ?zdołować? rynku.Rano za wspólną walutę płacono 0,895 dolara, a więc o 0,7 centa więcej niż we wtorek na zamknięciu notowań. Potem było jeszcze lepiej. Właściwie przez cały dzień przeważał popyt. Około 16.00 dotarliśmy do 0,905. Potem doszło do nieznacznej korekty i kończyliśmy na 0,9020.Spadek zamówień przedsiębiorstw oraz coraz więcej ostrzeżeń dotyczących możliwych korekt wyników finansowych firm amerykańskich, szczególnie z branży wysokiej technologii doprowadziły do wzrostu pesymizmu na giełdach (wyraźny spadek indeksów) i w konsekwencji do wzrostu wartości wspólnej waluty. Poza tym część inwestorów decyduje się na wyjście z jena w związku z niejasną sytuacją ekonomiczną w Japonii. Nie angażują się oni jednak w dolara, ale właśnie w walutę europejską, do czego, być może, zachęca ich zaostrzenie stosunków między USA i Chinami, związane z ostatnim incydentem lotniczym.W środę Ministerstwo Finansów zaoferowało 2,4 mld zł obligacji skarbowych (1,4 mld zł zerokuponowych dwulatków i 1,0 mld zł pięciolatków). Inwestorzy zgłosili popyt w wysokości prawie 12 mld zł. Wszystkie papiery sprzedano, ale mimo olbrzymiego zainteresowania przetargiem ceny na rynku wtórnym nie wzrosły znacząco. N