Kilka ostatnich dni dodało inwestorom bardzo dużo otuchy oraz postawiło przed wszystkimi trudne pytanie ? to początek poprawy czy okazja do sprzedaży? Sprawa nie jest prosta, stąd poważne decyzje.
MARCIN SADLEJ
CDM Pekao SA
Zacznę więc od przedłożenia argumentów. Najpierw ? fundamentalne. Skończył się pierwszy kwartał, czekają nas wyniki spółek. Spodziewam się generalnie nie najlepszych danych. Najbardziej obawiam się oczywiście spółek budowlanych i przemysłowych (szczególnie z branży związanej z popytem konsumpcyjnym). Nie lepiej będzie w ?surowcach?, ze względu na silnego złotego (KGHM) i niskie marże rafineryjne (PKN). W wynikach banków pewnie będzie widać już wyraźnie pogorszenie jakości portfela kredytowego, co na koniec roku było bardziej widoczne w wielkości należności nieregularnych niż w rezerwach. Z drugiej strony banki zwlekały z obniżką oprocentowania depozytów mimo spadku stóp rynkowych, a przyrost akcji kredytowej był raczej marny (niskie prowizje). Na tym tle nieco lepiej powinny wyglądać spółki przemysłowe bazujące na surowcach podstawowych (mocny złoty i niższe ceny surowców mimo pewnie słabszego popytu na produkty) oraz spółki telekomunikacyjne. Do tych ostatnich spowolnienie gospodarcze pewnie jeszcze nie dotarło (w sensie wielkości przychodów z klienta), a silny złoty poprawia pozycje finansowe. Reasumując, wyniki kwartalne raczej bodźca do wzrostu nie stanowią.Gospodarka ? żadnych rewelacji. Po danych o obrotach bieżących bilansu płatniczego wzrosły obawy o spowolnienie gospodarcze, bo jak inaczej wytłumaczyć taki spadek importu. Na najbliższe miesiące należy zakładać stabilizację inflacji w granicach 6% (ewentualnie spadek w lecie), choć w drugiej połowie roku inflacja może mieć już tendencję wzrostową. Istnieją poważne obawy o perspektywy eksportu ? większość inwestycji dotyczących produkcji na eksport była kalkulowana przy relacji USD/zł raczej w granicach 4,4 niż 4,0, a to duża różnica i z pewnością odbije się na rentowności i wielkości samego eksportu. Obserwując spółki, cały czas widać bardzo poważne zagrożenia. Szansą jest oczywiście wzrost popytu konsumpcyjnego wywołany wypłatami rekompensat i odszkodowań. Na ile może to zmienić kierunek gospodarki, trudno wyrokować. W każdym razie o optymizm trudno.Te argumenty nie nastrajają nas zbyt euforycznie do rynku. Jednak trzeba wziąć pod uwagę obecny punkt ?siedzenia?. Po pierwsze, ?układ? psychologiczny jest bardzo dobry do odbicia. Na jak długo, to inna sprawa, ale z pewnością rynek nie wierzy w poprawę koniunktury i komentarze po ostatnich sesjach są tego najlepszym dowodem. Wyraźnie można z nich odczytać duży poziom wyprzedania, przede wszystkim inwestorów indywidualnych. Jeśli chodzi o instytucje, czyli polskie fundusze inwestycyjne i emerytalne, sprawa ma się nieco inaczej ? być może ostatnie tygodnie nie były dla nich czasem zakupów, ale z drugiej strony ich zaangażowanie w akcje nie oddaliło się na tyle od magicznych 30% dla OFE, aby był to powód do silnych wzrostów.No i zostaje ostatni, bardzo poważny czynnik psychologiczny, ale i finansowy ? co się stanie w Stanach i generalnie na rynkach światowych. Ostatnie sesje dały bardzo dużo nadziei. Jeśli tam się poprawi, to i u nas źle nie będzie.Podsumowując te wszystkie czynniki wydaje się, że to, co działo się w mijającym tygodniu na rynku, to przede wszystkim kolejna próba ?wyłapania dołka? przez rodzimych spekulantów, wsparta lekkim dokupowaniem ze strony funduszy, nieznacznie korygujących swoje pozycje ? głównie na IT, bo pewnie w mniej-szym stopniu na akcjach takich spółek, jak KGHM, PKN czy TP SA. Być może trochę dobrego zrobiła świadomość bardzo prawdopodobnego przesunięcia oferty TP SA na wrzesień, co oddala znaczną podaż na rynku pierwotnym. Fakt, że tak to interpretuję, wcale nie oznacza, że skazuję tę próbę na niepowodzenie. Tak już jest i będzie, że prawie zawsze to spekulanci będą pierwszymi, którzy zorientują się w zmianie trendu. Natomiast chyba bez wsparsz rynek ma zbyt mało zakumulowanej gotówki, aby tak zapoczątkowany wzrost mógł być znaczący. Oczywiście, to wsparcie może się pojawić, natomiast racjonalnie oceniając obecną sytuację, trzeba chyba przyznać rację komentarzom pt. ?Nie wierzę?.Pozostaje jeszcze intuicja. Trudno się oczywiście na niej zbyt mocno opierać, bo to metoda zawodna. Powtarza ona tylko, że skoro nikt w skuteczność tego wzrostu nie wierzy, to może jednak... Pamiętajmy, że obecne rozważania prowadzimy przy, bądź co bądź, historycznie bardzo niskich poziomach indeksu. Żeby nie było tak, że na szczycie to zawsze wszyscy są optymistami, a na dnie żadnego nie uświadczysz. Nawet jeśli nie jest to ?ten? moment na zmianę trendu i czeka nas jeszcze trochę przykrości w związku z nie najlepszą sytuacją gospodarczą, w tym w samych spółkach, to z pewnością potencjał spadku nie jest już taki znaczny.