Mimo napływu rozczarowujących informacji o stanie rynku pracy za oceanem, na czołowych giełdach panowało niewielkie ożywienie. Najwięcej zyskał Nasdaq Composite (2,5%). Wreszcie przypomniał o sobie EBC, który na posiedzeniu czwartkowym obniżył stopę repo do poziomu amerykańskiego (4,5%).

Stany ZjednoczoneW cieniu najnowszych wydarzeń na kontynencie europejskim w Stanach Zjednoczonych trwa dyskusja na temat polityki monetarnej Fed. Osią dyskusji jest skala obniżki podstawowych stóp procentowych, a nie jej celowość. Większość rozumie, że kwestią czasu są kolejne cięcia. Najbliższe posiedzenie FOMC 15 maja ma okazać się kolejnym, podczas którego zredukowane zostaną stopy. W opinii przeważającej części ekspertów redukcja wyniesie 50 pkt. bazowych i sprowadzi oprocentowanie funduszy federalnych do poziomu 3,5%. Do takich wniosków skłaniają dane makroekonomiczne, jakie napłynęły na rynek w ostatnich dwóch tygodniach.Kluczowym argumentem dla zwolenników recesji w największej gospodarce na świecie są negatywne informacje o stanie rynku pracy. W kwietniu, drugi miesiąc z rzędu, zmalała liczba osób zatrudnionych w korporacjach amerykańskich (o 223 tys.). W ostatniej sześciolatce trzykrotnie zdarzyło się (w 1995, 1996 i 2000 roku), aby zmniejszyła się liczba pracujących, nigdy zaś nie trwało to przez dwa kolejne miesiące. Tym samym wskaźnik zatrudnienia (private payroll employment) zbliża się ku granicy, osiągniętej w trakcie ostatniego cyklu recesyjnego w latach 1990?1991. Stopa bezrobocia zwiększyła się do 4,5%, a liczba składających wnioski o zasiłki dla bezrobotnych (jobless claims) w skali tygodnia oscyluje wokół 400 tys. Jeszcze przed rokiem bezrobotni w Stanach Zjednoczonych składali tygodniowo około 280 tys. wniosków o objęcie zasiłkiem.Dane z rynku pracy są niepokojące głównie z dwóch względów. Wzrost bezrobocia wiąże się ze zmniejszeniem dochodów rozporządzalnych w amerykańskich gospodarstwach domowych. Zakładając racjonalizację wydatków, choć złośliwi obserwując stopień zadłużenia przeciętnych gospodarstw wątpią w rozsądek społeczeństwa, powinno nastąpić dostosowanie poziomu kosztów do kurczących się dochodów. Efektem będzie ograniczenie popytu konsumpcyjnego, co spowoduje z kolei pogorszenie sprzedaży i zysków firm. A stąd całkiem niedaleko do odzwierciedlenia niekorzystnych procesów, zachodzących na rynku pracy w cenach papierów wartościowych, w tym w szczególności akcji.Dodatkowo nie należy zapominać o innym czynniku destabilizującym gospodarkę, a mianowicie spadku zaufania. Mniejszy optymizm wywołuje określone niepożądane zachowania w sferze gospodarczej. Na pocieszenie pozostaje stwierdzić, że opisywane wskaźniki nie mają charakteru wyprzedzającego, tzn. na ich podstawie nie da się prognozować przyszłej koniunktury w gospodarce. Najwyżej są zbieżne z koniunkturą (coincident indicator) ? w przypadku liczby zatrudnionych lub postępują w ślad za koniunkturą (lagging indicator) ? w przypadku liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.Równie słaby wydaje się rynek przedsiębiorstw. Indeks NAPM w kwietniu niemal się nie zmienił, notując 43,2 pkt. (miesiąc wcześniej 43,1 pkt.). Poziom ten jest bliski obserwowanemu w 1991 roku. Ożywieniu na giełdzie technologicznej nie towarzyszy poprawa sprzedaży firm high-tech. Nowe zamówienia na technologie w marcu były niższe o 11% niż przed rokiem. Jest to najgorszy rezultat od 16 lat.Spierającym się o to, czy znajdujemy się wciąż w fazie spowolnienia gospodarczego czy już recesji, pozostaje czekać na kolejne wskaźniki makro, jakie nadejdą na rynek w najbliższych dniach. 16 maja opublikowane zostaną dane o CPI. Wcześniej, 14 maja, przedstawione zostaną dane o produkcji przemysłowej, a 18 maja o saldzie handlu zagranicznego.W tej sytuacji zastanawia zachowanie amerykańskich rynków akcji, które niewiele sobie robią z napływu rozczarowujących wieści makro i w minionych dwóch tygodniach nieznacznie zwyżkowały. Mimo największego wzrostu w tym czasie, sytuacja na Nasdaq wskazuje na wyczerpywanie się potencjału strony popytowej. Wysokość 2250 pkt. okazuje się barierą, niemożliwą na razie do pokonania. Poziom ten nie przypadkiem ogranicza aktywność byków, ponieważ w jego pobliżu znajduje się długoterminowa opadająca linia oporu (od września 2000 roku). Świece o wyglądzie szpulek dodatkowo wzmacniają wątpliwości, dotyczące zdolności strony popytowej do przełamania tego oporu. Jego pokonanie umożliwi kontynuowanie wzrostów, których następnym ograniczeniem jest strefa 2700?2900 pkt. (długoterminowa średnia krocząca i tegoroczne styczniowe maksimum). Niestety, fiasko testu 2250 pkt. nakazuje założyć, że trendem dominującym w tym miesiącu będą spadki. Tym samym realizowany byłby scenariusz, zakładający dążenie Nasdaq Composite do poprzedniego minimum (ok. 1600 pkt.). Przełamanie wsparcia (SK-50) na wysokości 2100 pkt. wzmocni tylko takie przypuszczenia. Jednocześnie będzie to oznaką, że oczekiwania na trwalsze wzrosty należy odłożyć na dalszą przyszłość i liczyć, że rynek wejdzie najwyżej w trend horyzontalny.Bliska rozstrzygnięcia jest również sytuacja na DJIA. Indeks znajduje się o krok od psychologicznego poziomu 11 000 pkt. Poziom ten do tej pory pięciokrotnie był testowany bezskutecznie, co także tym razem nakazuje założyć niepowodzenie. Najważniejsze dla posiadaczy akcji spółek, wchodzących w skład Średniej Przemysłowej, jest oddalenie niebezpieczeństwa gruntowniejszej przeceny (do 7300 pkt.). Do chwili opuszczenia dość szerokiego kanału (9500?11 000 pkt.) należy zakładać pozostawanie DJIA w trendzie bocznym.Oznaki zmiany trendu wzrostowego na, najwyżej, trend boczny widać na indeksie szerokiego rynku. S&P 500 pod koniec kwietnia zaczął tworzyć lokalny szczyt, który wypadł nieznacznie poniżej minimalnego zakresu wzrostu po zakończeniu formacji podwójnego dna (1275 pkt.). Od tego czasu wskaźnik porusza się w wąskiej strefie 1240?1270 pkt. Jej opuszczenie dołem będzie równoznaczne ze spadkiem do 1185 pkt.EurolandDo szeroko zakrojonej akcji redukcji stóp procentowych, podejmowanych od początku roku przez anglosaskie władze monetarne (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Australia) i japoński BoJ 10 maja dołączył opieszały do tej pory pod tym względem EBC. Podstawowa stopa procentowa- repo została obniżona o 25 pkt. bazowych, do 4,5%.Decyzja EBC była niespodziewana, niewielu inwestorów jej oczekiwało, choć argumentów przemawiających za nią nie brakowało w ostatnim czasie. Wskaźniki zaufania przedsiębiorstw jednoznacznie potwierdzały obawy o przyszłą koniunkturę gospodarczą. Niemiecki IFO zanotował największy spadek od września 1998 roku, niebezpiecznie zbliżając się ku wartościom ujemnym. Podobne sygnały wysyłał inny indykator nastroju EC Industrial Confidence.Z punktu widzenia rynku kapitałowego decyzja ta ma trojakie znaczenie. Po pierwsze, europejski bank wysłał czytelny sygnał, że nie podchodzi nadmiernie doktrynalnie do kwestii stóp (co często zarzucały mu środowiska biznesowe i eksperckie w ostatnich miesiącach), uporczywie utrzymując je na stałym poziomie wbrew działaniom innych banków światowych. Przekonanie o uporze EBC w tej sprawie było tak znaczne, że czwartkowa obniżka stanowiła nie lada zaskoczenie dla inwestorów. Po drugie, redukcja ta, wprawdzie symboliczna i wciąż zdecydowanie odstająca od cięć w innych regionach rozwiniętych stanowi zapowiedź kontynuacji zmniejszania poziomu stóp. Eksperci oczekują, że w ciągu najbliższego półrocza EBC obniży stopę repo o dalsze 50 pkt., do 4%. Po trzecie wreszcie, redukcja zmniejszy koszty obsługi zadłużenia korporacji z Eurolandu (zwłaszcza firm telekomunikacyjnych obarczonych potężnym bagażem zobowiązań, wynikających z ubiegłorocznego szaleństwa UMTS-owego), co zostanie odzwierciedlone w poprawie zysków. Konsekwencją takiego scenariusza powinien być przepływ kapitałów z rynku obligacji na rynek akcji.Od strony analizy technicznej na wykresie DJ EuroStoxx 50 obserwujemy ożywienie, rozpoczęte w połowie marca tego roku. Po osiągnięciu lokalnego minimum w okolicach 3900 pkt. indeks zaczął rosnąć, kształtując po drodze formację podwójnego dna. Minimalny zasięg po wybiciu się powyżej linii sygnalnej tej formacji wypadał na 4550 pkt. Zasięg ten został niemal osiągnięty na ostatniej sesji w kwietniu, po czym nastąpiła fala zniżkowa. Szczyt z 30 kwietnia znalazł się w okolicach najpoważniejszego oporu w postaci długoterminowej linii trendu spadkowego (od września 2000 roku) na wysokości 4550 pkt. Nieudany test tego oporu rodzi wątpliwości co do potencjału strony popytowej w najbliższych tygodniach. N