Wzrosty z początku tygodnia poprawiły techniczny obraz rynku, ale zasadnicze rozstrzygnięcia jeszcze nie nastąpiły. Na wykresie tygodniowym powstała długa biała świeca, sugerująca kontynuację wzrostów. Nieco gorzej wygląda wykres dzienny, na którym wahania z ostatnich dni doprowadziły do powstania spadającej gwiazdy i wisielca. Te sygnały z kolei zapowiadają spadek.Ciekawych wniosków dostarcza spojrzenie z nieco dalszej perspektywy. Jeżeli spróbujemy narysować linie trendu wzrostowego przechodzące przez wszystkie ważniejsze dołki począwszy od 14 marca (4 kwietnia, 9 maja i 18 maja), to okazuje się, że biegną one coraz bardziej stromo, tworząc coś w rodzaju niepełnej hiperboli zwyżkującej. Niepełnej, ponieważ kolejne szczyty nie znajdują się coraz wyżej. Wygląda więc na to, że popyt atakuje coraz śmielej, ale główna bariera podażowa nie została jeszcze pokonana. Składa się ona z oporu na poziomie szczytu z 20 kwietnia (15 792), luki bessy z lutego kończącej się na poziomie 16 202 i przebiegającej pomiędzy tymi poziomami głównej linii trendu spadkowego ustanowionej przez szczyty z 27 marca 2000 r. i 2 lutego 2001 r. Któraś z tych barier musi w końcu pęknąć. Wariant optymistyczny to przełamanie oporu i ukształtowanie się klasycznej hiperboli. Wariant pesymistyczny to załamanie hiperboli i większy spadek.