Zaskakująco dobre dane na temat obrotów bieżących bilansu płatniczego w kwietniu nie wywarły dostrzegalnego pozytywnego wpływu na nasz rynek akcji. WIG20 idąc śladem głównych indeksów zagranicznych złamał wczoraj linię trendu wzrostowego rozpoczętego 4 kwietnia. Można co prawda się jeszcze łudzić, że ostatni spadek jest częścią korekty wiosennego wzrostu rozpoczętej 20 kwietnia (płaska A-B-C), a kolejna zwyżka rozpocznie się w przyszłym tygodniu po zejściu WIG20 poniżej majowego dołka (1358), jednakże bardzo słaba jak do tej pory forma wiosennego odreagowania (zbliżona do tego, co działo się w okresie kwiecień-lipiec ub.r.) nie wróży zbyt dobrze na letnie miesiące. A propos obrotów bieżących warto zauważyć, że wartość 12-miesięcznego deficytu obrotów bieżących spada systematycznie już od marca 2000 r., kiedy to osiągnął on swe historyczne maksimum na poziomie 12,9 mld dol. (obecnie 8,5 mld dol.). Ta pozytywna w powszechnym odbiorze tendencja zmniejszania nierównowagi zewnętrznej współgra zgodnie z bessą na rynku akcji, która rozpoczęła się właśnie w marcu 2000 r. Równocześnie wcześniejszy okres gwałtownego puchnięcia deficytu pokrywał się dosyć precyzyjnie w czasie z poprzednią hossą, podobnie zresztą jak okres stabilizacji poziomu deficytu pomiędzy IX'97 a VIII'98 towarzyszył bessie wywołanej kryzysami w Azji i Rosji. Trudno powstrzymać się od zaryzykowania hipotezy, że, podobnie jak w przypadku USA, związane z sytuacją na rynku kapitałowym przepływy środków finansowych rejestrowane w części kapitałowej bilansu płatniczego determinują poziom deficytu obrotów bieżących, nie zaś odwrotnie, jak to się nagminnie przyjmuje.