Grecji brakuje atutów na przyciągnięcie zagranicznego kapitału
Ateńska giełda nie rozpieszcza tamtejszych graczy. Mijający tydzień zaskoczył jednak nawet największych pesymistów. Główny indeks spadł poniżej 3 tys. pkt., osiągając 28-miesięczne minimum. Zagraniczni inwestorzy w przyspieszonym tempie zaczęli wycofywać resztki ulokowanych na greckim rynku środków.Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy była niespodziewana decyzja Morgan Stanley Capital International Inc., który w poniedziałek wykluczył ze składu opracowywanych przez siebie wskaźników dla emerging markets akcje 45 greckich spółek. We wtorek, grupujący walory 59 największych koncernów ateńskiej giełdy indeks ASE zareagował na to ponad 100-punktowym spadkiem (3,31%), osiągając 2910 pkt. W środę na otwarciu stracił kolejne 0,27%.Notowania National Bank of Greece, spółki o największej kapitalizacji w indeksie ASE, spadły o blisko 5% (od 28 maja o 15%), kurs drugiej pod względem wielkości instytucji finansowej kraju, Alpha Bank, osiągnął 5-miesięczny dołek. W czwartek i piątek ateński parkiet mozolnie odrabiał dystans.? Grecja znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Od pewnego czasu nie dysponuje atutami, które byłyby w stanie przyciągnąć zagranicznych inwestorów ? powiedziała agencji Bloomberga Miranda Yafa, doradca w banku inwestycyjnym Schroder Salomon Smith Barney. ? Nasza giełda od dawna nie otrzymała zastrzyku świeżego kapitału ? potwierdza Kostas Karitsos, analityk z ateńskiego biura maklerskiego Intersec.Tymczasem jeszcze przed dwoma laty grecka giełda była uznawana przez analityków za jedną z najbardziej stabilnych w regionie. Od momentu jej utworzenia w 1964 r. średni roczny wzrost indeksu oscylował wokół 26%. Hossa rozpoczęła się w 1997 r. (+58%). Rok później indeks zyskał już 85%, a w 1999 r. nawet 102% (historyczne maksimum 6355,04 pkt. Ateny odnotowały 17 września 1999 r.). Inwestorów dopingował także fakt, że stolicy Grecji przyznano prawo do organizacji letniej olimpiady w 2004 r.Teraz wszystko bezpowrotnie już chyba minęło. Analitycy podkreślają, że nie bez winy jest tutaj grecki rząd, który np. wstrzymuje się ze zmianą prawa pracy umożliwiającą tamtejszym firmom skuteczne konkurowanie na rynku europejskim. Ich zdaniem, błędem jest także uporczywe utrzymywanie w rękach skarbu państwa największego koncernu telekomunikacyjnego Grecji, Hellenic Telecommunications Organization.Na to wszystko nakłada się dodatkowo niepewna sytuacja polityczna w regionie (kolejne konflikty w krajach byłej Jugosławii), skutecznie hamująca rozwój gospodarczy Grecji. Pojawiły się już nawet opinie, że kraj ten nie będzie w stanie podołać finansowym obciążeniom związanym z organizacją igrzysk. ? Teraz praktycznie nikt nie jest zainteresowany wejściem na grecki rynek ? podsumowała Miranda Yafa.
WK., Bloomberg