Z Shanatem Patelem, strategiem Deutsche Bank, rozmawia Mariusz Kukliński

Opublikował Pan w tych dniach zapowiedź, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zwrot z lokat w akcje z rynków nowych może wyrazić się liczbą dwucyfrową. Skąd ten optymizm?Z najszybszej w ostatnich 20 latach redukcji stóp procentowych przez amerykański Urząd Rezerw Federalnych. Sądzimy, że najsilniej zareagują na nią papiery o najwyższym współczynniku beta oraz surowce. Niestety, prognoza ta nie dotyczy Polski ani nawet Europy środkowej, ale całego universum rynków nowych. Jeśli chodzi o Europę Środkową, to nie radzimy w niej obecnie inwestować nawet wówczas, gdy na globalnych rynkach nowych nadejdzie hossa.Żadnej pociechy?Przewidywana przeze mnie hossa na rynkach nowych powstrzyma polski rynek przed dalszym spadkiem, ale dopóki RPP nie obniży stóp procentowych, polskim inwestorom to nie pomoże.Obniży o ile?Więcej niż dotychczas. Problemem jest poziom realnych stóp procentowych i ich różnica w stosunku do innych krajów środkowoeuropejskich. W Polsce realne stopy procentowe kształtują się na poziomie 9,5?10%, tymczasem na Węgrzech wynoszą one około 2,5%, a w Czechach ? dosłownie zero. W Polsce wzrost przychodów spółek giełdowych jest w tym roku prognozowany (w USD) na 6%, na Węgrzech na 9%, a w Czechach na 10%. Jeśli chodzi o zyski spółek giełdowych, to w Polsce w tym roku nie wzrosną one w ogóle, na Węgrzech zwiększą się prawie o 20%, a w Czechach o 38%. Widząc takie dane, bardzo trudno powiedzieć inwestorom ? ?kupujcie polskie spółki?.Czy Polska jest dziś tak nieatrakcyjna, że fala kapitału wyzwolona dzięki działaniom Urzędu Rezerw Federalnych ominie nas kompletnie?Tylko rynek akcji. W wyniku wysokich w Polsce stóp procentowych, napływający do Polski kapitał jest inwestowany na rynkach pieniężnych. Gdybym sam inwestował, to z pewnością wyciągnąłbym wnioski z tego, że Polska ma dziś najwyższe stopy procentowe w Europie środkowej, a jeśli mówić o instrumentach trzymiesięcznych, to oprocentowanie ich jest wyższe nawet niż w Rosji.Czy więc rynek ?wykańcza? Rada Polityki Pieniężnej?Nie robi tego sama, ale wzrost PKB jest obecnie w Polsce wyraźnie mniejszy, co jest skutkiem albo polityki pieniężnej, albo kursu złotego, albo też innych czynników, wysokie stopy procentowe ewidentnie jednak w tych problemach nie pomagają.W Europie zachodniej wzrost gospodarczy też zwalnia tempo.Dlatego właśnie większość banków centralnych, z Europejskim Bankiem Centralnym włącznie, bądź to obniża stopy procentowe, bądź utrzymuje je na stosunkowo stabilnym poziomie. Polska jest w Europie wyjątkiem i spóźnia się wobec pozostałych krajów. RPP ewidentnie zapatrzyła się na zakładaną, przyszłoroczną stopę inflacji i uważa, że jeśli ma ona zostać utrzymana, nawet kosztem przedłużenia okresu przyhamowania wzrostu gospodarczego, to taką cenę warto zapłacić. RPP ocenia gospodarkę bardzo niezależnie, a parametrem, na jakim ma statutowo się skupiać, jest inflacja. Na Węgrzech prezesem banku centralnego jest również były minister finansów, ale współpracuje on z rządem bardzo ścisłe. Podobnie jest też w Czechach.Czy w tym kontekście modyfikacja statutowych zadań RPP, jakiej pragną niektóre partie, jest przejawem ekonomicznej nieodpowiedzialności?Zadania te zapewne należy nie zawęzić, ale rozszerzyć. Jeśli RPP odpowiada za stopę inflacji, to dąży zarówno do zmniejszenia inflacji, jak i oczekiwań inflacyjnych, a odpowiednimi do tego instrumentami są zapewne środki polityki pieniężnej i na tym jej rola się kończy. Jeśli odpowiadałaby ona za inflację i za wzrost gospodarczy, to wówczas pilnowałaby cen, a jednocześnie i tego, aby zmniejszając inflację nie doprowadzić do załamania gospodarki.Tak jak w Wielkiej Brytanii?Raczej tak, jak w Stanach Zjednoczonych. W podobnym stopniu, jak w Polsce, na inflacji koncentruje się jedynie Centralny Bank Europejski, ale nawet i tam dyskutuje się o wpływie stóp procentowych na wzrost gospodarczy. Bank centralny, który będzie zajmował się wyłącznie inflacją i niczym innym, może narobić poważnych kłopotów.Czy mimo tego pesymizmu widzi Pan na dziś w Polsce jakiś sektor lub spółkę, którą polecałby Pan inwestorom?Z uwagi na wskaźniki cenowe nadal pozytywnie patrzymy i rekomendujemy do kupna PKN i TP SA, podkreślam jednak, że wyłącznie dzięki wskaźnikom cenowym ? nie oczekujemy po nich jakiegoś istotniejszego wzrostu zysków. Do kupna rekomendujemy też ? ale już z innego powodu ? Pekao, jako spółkę w trakcie restrukturyzacji. Dzięki restrukturyzacji Pekao odgradza się od niekorzystnego oddziaływanie zwalniającego tempa wzrostu gospodarczego, i takich właśnie spółek szukamy.To o ile RPP musi obniżyć stopy procentowe, żeby odżyła GPW ? i kiedy to się stanie? Z cen na rynku wynika, iż inwestorzy oczekują w ciągu 12 miesięcy redukcji stóp o 150 pkt. Osobiście sądzę, że redukcja ta będzie musiała być głębsza, w międzyczasie jednak mamy wybory, sytuacja powinna więc poprawić się po wyborach, zwłaszcza że istnieje ryzyko, że jeszcze przed wyborami nastąpi znaczny wzrost deficytu budżetowego. Największy wpływ na rynek kapitałowy będzie mieć jednak spodziewana wielkość tegorocznego wzrostu gospodarczego, co zapewne wyjaśni się w przyszłym tygodniu. Jeśli dane na temat wzrostu PKB będą rozczarowujące, poniżej 3,0?3,5%, zapewne odbije się to i na giełdzie. O stopie wzrostu PKB zadecyduje popyt wewnętrzny. Jeśli spadnie on w dużym stopniu, będzie to oznaczało, że polityka monetarna natrafiła na problem, i to poważny.Czy negatywny wynik referendum w Irlandii wpływa na percepcję Polski wśród inwestorów, z punktu widzenia oczekiwań wzrostu gospodarczego, ratingów, bezpieczeństwa inwestycji itp.?Nie sądzę. To jeszcze za wcześnie, zwłaszcza że do zakończenia negocjacji pozostało półtora roku. Przebieg tych rozmów ma większe znaczenie niż oczekiwania na upodobnianie się gospodarki krajów Europy środkowej do krajów UE. Jeśli jednak Irlandczycy odrzuciliby Traktat Nicejski również w drugim referendum, za rok czy półtora, byłoby to wydarzeniem o bardzo negatywnym wpływie i to tym większym, im później by się to stało.Jaki kraj preferuje obecnie Deutsche Bank z rynków nowych?Rosję ? wynika to z jednej strony ze znacznego ostatnio spadku oprocentowania rosyjskich obligacji ? co jest aspektem bardzo pozytywnym, z dobrych wyników budżetu, znacznego wysiłku wkładanego tam w zreformowanie nadzoru właścicielskiego w spółkach giełdowych ? chociaż wychodzą one od bardzo podstawowego poziomu, jak i wreszcie z tego, że jest to rynek bardzo dziś tani.Czy Rosja już ?wyszła na prostą??Nie całkiem. Jest jeszcze wiele do zrobienia w systemie bankowym, konieczna jest liberalizacja cen gazu, energii i łączności, ale ewidentnie zabrano się tam do roboty.Mówi Pan o gazie. Czy spodziewa się Pan podobnego podzielenia Gazpromu, jak w Wlk. Brytanii podzielono British Gas, separując wydobycie od przesyłu?Do tego jeszcze bardzo daleko. Przede wszystkim trzeba wyplenić tam korupcję, której jest jeszcze bardzo wiele. O pozostałych sprawach będzie można mówić dopiero później.Dziękuję za rozmowę.

Zdaniem kształtującego strategię inwestycyjną Deutsche Banku na rynkach nowych Shanata Patela, hossy można się w Polscespodziewać dopiero po wyborach. Póki co, za najatrakcyjniejszy rynek w owej grupie Deutsche Bank uważa Rosję.