Wczorajsza sesja była kolejną zwyżkową, jednocześnie nie wprowadziła poważniejszych korekt w obrazie segmentu spółek o największej kapitalizacji. Co prawda, przełamaniu uległo poprzednie minimum z 14 marca br., lecz indeks wciąż znajduje się poniżej 1350 pkt., gdzie jest pierwszy poważniejszy opór (krótkoterminowa średnia krocząca). Technicznie rynek nie wygląda zachęcająco. Fala spadkowa doprowadziła do przełamania średnich kroczących, kilku istotnych wsparć oraz poprzednich dołków, tak że jedynie wyjątkowy optymista mógłby zakładać wejście WIG20 w trend wzrostowy. Rynek poszukuje poziomu równowagi. Niewykluczone że odzwierciedleniem tego będzie trend horyzontalny. Na razie ryzykowne wydaje się akumulowanie akcji z nadzieją na zyski kapitałowe. Makro również stanowi powód do zadumy. Słabnący wzrost gospodarczy przekłada się na zdecydowanie rozczarowujące wyniki finansowe spółek. Politycy i ekonomiści licytują się, ile właściwie wynosi deficyt budżetowy. Rozbieżności są spore. Faktem jest, że mało kto się spodziewał, że jeszcze przed końcem półrocza rząd stanie prze dylematem noweli budżetowej. Wysokie stopy procentowe, utrzymywane wbrew powszechnemu oczekiwaniu zniżki, kuszą inwestorów do alokacji środków w instrumenty wolne od ryzyka. Emerging markets nie są szczególnie w modzie, a już zwłaszcza rynek polski, który wydaje się dzieckiem niechcianym podobnie jak giełda argentyńska i indonezyjska. Stąd na poważne strumienie pieniędzy z zagranicy trudno liczyć. To nie jest otoczenie dla zwyżki. Przynajmniej tak wygląda.