Wtorkowa sesja po raz kolejny dowiodła, że strona podażowa nie zamierza oddawać inicjatywy. 1,5-proc. spadek (liczony i zamknięcie wczorajsze do poniedziałkowego) jednoznacznie wskazuje kierunek, w którym coraz szybciej zmierza indeks rynku podstawowego. Co ciekawe, mimo zniżki, trwającej niemal nieprzerwanie od połowy maja br., rynek nie jest dramatycznie wyprzedany. Nie wróży to najlepiej najbliższym sesjom. Na oscylatorach szybkich wprawdzie widać dywergencje, jednak ich czas trwania jest zbyt krótki, aby zapowiadał poprawę koniunktury. Po wczorajszych notowaniach indeks zbliżył się do poziomu 13 250 pkt. (minimum z marca 1999 roku). Przełamanie tego wsparcia będzie oznaczać dalszą falę wyprzedaży. Tak zdecydowanie spadający rynek stanowi z pewnością nie lada gratkę dla tzw. łapaczy dołków. Tyle tylko, że o wiele lepszym zajęciem dla osób, noszących to miano, wydaje się boisko do baseballa. Bardzo ryzykowne wydaje się angażowanie w akcje. Warto poczekać zatem do choćby pierwszych sygnałów odwrócenia trendu spadkowego. A jeszcze rozsądniejsze wydaje się poczekanie na naprawdę poważny trend wzrostowy. Zgodnie z zasadą: ?nigdy nie jest tak tanio, jak mogłoby być?. Szkoda, że nie można skorzystać z krótkiej sprzedaży.