Poniedziałkowe zmiany wartości złotego nie były tak duże, jak piątkowe,ale i tak przyprawiały o zawrót głowy. Rynek wyraźnie nie mógł sięustabilizować i nie zapowiada się, aby do stabilizacji doszło w najbliższym czasie. Na rynku wspólnej waluty jest znacznie spokojniej, choć i tu dochodziło dzisiaj do zmian.
Rano za dolara płacono 4,22 zł, za euro 3,58 zł, odpowiadało to 10% powyżej starego parytetu. Szybko przeważyła podaż i po półgodzinie było 4,25 zł, 3,60 zł i 9,4%. Potem sytuacja trochę się uspokoiła, aż do wczesnego popołudnia zmiany były niewielkie. O około 13.00 znowu przeważyły oferty sprzedaży, tym razem jednak znacznie wyraźniej. O 13.30 osiągnęliśmy 7,15%, dolar kosztował 4,37 zł, wspólna waluta 3,68 zł. Odreagowanie na 7,9% (4,32 i 3,66) i ponownie w dół. Tym razem (około 15.15) dotarliśmy do 4,39 i do 3,72, co odpowiadało 6,6% (najniższy poziom od połowy stycznia). Kończyliśmy na 7%, przy poziomach 4,35 zł i 3,695 zł.Nie ma co ukrywać ? rynek złotego jest daleki od stabilizacji. Wprawdzie zmiany w poniedziałek nie były aż tak wielkie, jak w piątek, ale i tak mogły przyprawić o zawrót głowy. Wartość dolara zmieniała się w ciągu dnia o 17 groszy, wartość euro o 14 groszy. Płynność rynku wciąż jest niewielka, a inwestorzy wyraźnie nie są pewni, jaki poziom jest poziomem równowagi. Kiedy pojawia się jakieś większe zlecenie (większe w obecnej sytuacji wcale nie znaczy duże), dochodzi do prawdziwych skoków wartości.Złotemu na pewno nie pomogły informacje o planowanym wzroście deficytu budżetowego. Co prawda, wcześniejsze wypowiedzi, m.in. członków RPP, przygotowały grunt, nie można więc mówić, że doszło do szoku, ale z drugiej strony, potwierdzenie informacji o wyraźnym przekroczeniu planu nie mogło zostać przyjęte z optymizmem. Jedyna dobra informacja, jaką dzisiaj opublikowano, dotyczy prywatyzacji PZU. Okazało się, że w nowelizacji budżetu nie będą ujęte wpływy z tego tytułu, gdyby więc udało się je uzyskać jeszcze w tym roku, poprawiłoby to sytuację.Co w następnych dniach? W dalszym ciągu trudno liczyć na ustabilizowanie sytuacji. Trzeba więc być bardzo ostrożnym. Na razie nie obserwujemy gwałtownego zamykania pozycji spekulacyjnych przez największych graczy. I całe szczęście, bo straty byłyby dużo większe.Euro rozpoczęło tydzień z poziomu 0,849. Od razu przeważyła podaż i jeszcze przed południem dotarliśmy do 0,8448. Potem zarysował się powolny trend wzrostowy. Kończyliśmy na 0,85.Po południu wspólnej walucie pomogły informacje o produkcji przemysłowej w Niemczech. Okazało się bowiem, ze wzrosła ona o 0,9% w skali miesięcznej, po spadku o 1,4% poprzednio. Niestety, wskaźnik rok/rok nie przedstawia się już tak dobrze. Produkcja w maju 2001 r. spadła bowiem o 1,8% w stosunku do maja 2000 r. Oznacza to pogłębienie trendu spadkowego (poprzednio było -0,4%).