W swym środowym, oczekiwanym z dużym zainteresowaniem przez rynki, wystąpieniu Greenspan dał do zrozumienia, że zdaniem Fed okres obniżonego tempa wzrostu gospodarczego w USA jeszcze się nie zakończył, a instytucja ta gotowa jest kontynuować obniżki stóp w przypadku głębszego niż obecnie oczekiwane pogorszenia koniunktury. Dla inwestorów ta deklaracja gotowości do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w razie potrzeby (pomimo zerowego już poziomu realnych stóp procentowych) z pewnością będzie pociechą. Jednakże ewentualne dalsze obniżki stóp byłyby świadectwem tego, że optymistyczne oczekiwania powrotu ożywienia gospodarczego w USA pod koniec tego roku nie sprawdziły się, a ścieżka wyjścia z globalnej recesji nie będzie przypominać tej z lat 1998?99 (?V-shaped recovery?), a raczej tę z lat 1990?92 (?U-shaped?). Stałoby się tak w przypadku, gdyby załamanie nastrojów konsumentów wywołane wzrostem bezrobocia nastąpiło zanim ruszyłaby nowa fala inwestycji przedsiębiorstw (nie tak znowu prawdopodobna wobec najniższego od 18 lat wykorzystania mocy produkcyjnych). W takim przypadku nadzieje na silne kilkudziesięcioprocentowe wzrosty cen akcji musiałyby się rozwiać. Nasdaq pozostałby w II półroczu poniżej oporu na poziomie 2300, a maksimum możliwości WIG20 okazałby się poziom 1300. Na naszym rynku dosyć powszechne wydają się nadzieje na dobre okazje do promocyjnych zakupów akcji tuż przed wyborami i późniejszy wzrost w IV kwartale. Jak to często bywa z tego typu oczekiwaniami, mogą się one zrealizować z wyprzedzeniem, to znaczy zwyżka nastąpiłaby już w sierpniu po trwającej do końca lipca akumulacji, a spekulanci czekający z zakupami do wyborów zmuszeni zostaliby do wskakiwania do jadącego już szybko pociągu.