Kolejny tydzień nie przyniósł zwiastunów poprawy sytuacji na warszawskim parkiecie. Indeksy w miarę regularnie, acz z różną prędkością podążają ku coraz niższym poziomom i nie widać na razie powodu, by ten stan uległ wyraźnej zmianie. Można więc już w zasadzie stwierdzić, że w tym roku nie powtórzy się scenariusz częsty w latach poprzednich, gdy lipiec łaskawie obchodził się z posiadaczami akcji. Sytuacja taka dotknęła nie tylko GPW, ale większość rynków światowych. Prawdopodobnie w największym stopniu przyczynił się do tego szef Fed, w którego wystąpieniu w sposób nieskrywany pojawiała się niepewność co do dalszego rozwoju koniunktury gospodarczej w USA. Reakcja giełd na to wystąpienie ma dwuznaczny wydźwięk, lecz zapewne dla inwestorów ważniejsze od wskazania na możliwości dalszych działań jest zagrożenie koniecznością ich podjęcia, bo nastroje na rynkach nie są dobre. Brak wsparcia ze strony rynków zachodnich to tylko jedno ze zmartwień polskich inwestorów. Niezbyt dobrze, delikatnie ujmując, mogą podziałać na notowania wyniki kwartalne spółek. Obserwując dotychczas opublikowane dane, widać wyraźnie, że spowolnienie gospodarcze nie pozostało bez wpływu na ich rezultaty. Część spółek, które wcześniej już skorygowały prognozy, nader boleśnie przekonała się o wymiernych związkach wyników z wyceną rynkową. Słabe wyniki produkcji przemysłowej także są przyczynkiem do wzrostu zaniepokojenia inwestorów. Biorąc pod uwagę te czynniki i ogólną sytuację na giełdach światowych, trzeba liczyć się z tym, że dzielące nas od wyborów najbliższe tygodnie mogą być okresem niezbyt łaskawym dla rynku.