W wielu komentarzach po ostatnich sesjach pojawiała się opinia, że były one dziwne. To odczucie wynikało z tego, że definitywnie zostało przełamane wsparcie, wynikające dla WIG20 z usytuowania świecy z 11 lipca, w której obszarze przebiegały notowania w piątek i poniedziałek, ale nie towarzyszyły temu zbyt duże emocje. Można nawet powiedzieć, iż notowania przebiegały w przypadku większości spółek spokojnie. Ale mieliśmy też kilka walorów, które uległy znaczącej przecenie i to one głównie wpłynęły na negatywny obraz tych sesji. Do zniżek dołączyło też kilka spółek o średniej kapitalizacji, które do tej pory konsekwentnie opierały się kolejnym atakom niedźwiedzi. To, wbrew pozorom, jest pozytywnym sygnałem. Wystarczy tylko przypomnieć kształtowanie się lokalnego dołka w połowie marca, kiedy załamanie kursów najbardziej stabilnych spółek wyczerpało potencjał spadkowy.Obecną sytuację chyba najlepiej obrazuje przypomnienie szczytu hossy internetowej, co jest uzasadnione ze względu na podobnie dużą siłę trendu. Wtedy to grupka papierów rosła, zdecydowana większość już traciła, ale nie przeszkadzało to indeksom w odnotowywaniu kolejnych maksimów. Było tak dlatego, że tych kilka walorów zwyżkowało tak silnie, że kompensowały zniżki pozostałych. Teraz jest odwrotnie ? kilka spółek spada tak mocno, iż pozostałe nie są w stanie tego zrównoważyć. Podobnie jak wtedy zachowuje się rynek terminowy, który coraz mniej wierzy w dalsze zniżki.Niestety, sygnały, jakie teraz odbieramy, nie mają znaczenia krótkoterminowego, a mogą kształtować sytuację w dalszej perspektywie. Dlatego powodów do optymizmu na najbliższe dni nie ma zbyt wiele, co przekornie jest samo w sobie pozytywne, gdyż trendy nie odwracają się w chwilach, gdy wszyscy się tego spodziewają. Potwierdzeniem tego jest szybkie załamanie ostatnich ewidentnych formacji technicznych.