Akcjonariusze, którzy stali się właścicielami akcji Banku Śląskiego w czasie jego pamiętnej prywatyzacji sprzed siedmiu lat, nie mają możliwości starania się o odszkodowanie, nawet jeśli nie mogli wówczas sprzedać papierów na skutek wadliwej pracy spółki.Wyrok, jaki przedwczoraj zapadł w katowickim sądzie, na pewno rozbudził nadzieje niejednego z inwestorów, oczekujących satysfakcji od byłego kierownictwa BSK. Przypomnijmy, że sąd nakazał Marianowi Rajczykowi oraz Brunonowi Bartkiewiczowi, czyli byłym członkom zarządu BSK, zapłacenie pół miliona złotych odszkodowania na rzecz kierowanego przez nich przedsiębiorstwa. W przypadku uprawomocnienia się tej decyzji ? lub decyzji uniewinniającej obu prezesów, gdyby wygrali oni procedurę odwoławczą ? cała sprawa zostanie definitywnie zakończona. Inwestorzy nie mają bowiem formalnych podstaw do dochodzenia roszczeń indywidualnych w procesach cywilnych przeciwko byłym prezesom. Prawo stanowi bowiem, iż członkowie zarządu firmy działają jako jego organ.? Jeśli postępują oni niezgodnie z prawem, to spółka sama może wystąpić w ciągu roku przeciwko swoim prezesom lub może to zrobić jej akcjonariusz, jak to właśnie miało miejsce w tym przypadku ? informuje PARKIET Krzysztof Zakrzewski z Kancelarii Prawniczej Domański, Zakrzewski, Palinka, Andersen Legal. Nawet jednak w tym przypadku inwestor, czując się poszkodowanym ?prywatnie? może domagać się naprawienia szkód na korzyść spółki. Tak stało się i w tym przypadku, zaś suma zasądzonego odszkodowania (500 tys. zł) nie jest przypadkowa, gdyż równa się karze, jaką przed laty nałożyła KPWiG na spółkę. Z punktu widzenia korporacji, jej prezesi narazili swoją firmę na taką właśnie stratę i teraz mają ją naprawić. ? Jeśli wyrok stanie się prawomocny, to sprawa zostanie definitywnie zamknięta. Wówczas spór będzie już rozstrzygnięty, a nie można przecież sądzić dwa razy w tej samej sprawie ? dodaje K. Zakrzewski.Ewentualnych pozwów od akcjonariuszy nie obawia się także sam bank. ? Po pierwsze, wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Niemniej jednak to nie my jesteśmy stroną w tej sprawie i nie rozważaliśmy nawet takiej możliwości, aby przychodziły do nas masowe pozwy od akcjonariuszy ? stwierdza w rozmowie z PARKIETEM Tatiana Kuwak Frentzel, rzecznik prasowy BSK.

A.M.