Obserwacja rynku prowadzi do wniosku, że przedwyborcze zobojętnienie zaczyna w coraz większym stopniu decydować o postawach inwestorów i większość z nich przyjęła racjonalne założenie, że najlepiej poczekać z podejmowaniem decyzji do wyborów. Być może liczba złych informacji była już tak duża, że kolejne nie wywołują już reakcji zmęczonych uczestników rynku. Tak czy inaczej, po w miarę spokojnym poprzednim tygodniu ten nie był już okresem przewagi dobrych nastrojów, lecz nie przyniósł też ich załamania. A potencjalnemu silniejszemu pogorszeniu atmosfery sprzyjały czynniki tak zewnętrzne, jak i wewnętrzne. Powrót DJ poniżej poziomu 10 tys. punktów odzwierciedla nastroje w USA. W ślad za USA podążały inne rynki, nie stwarzając szans na to, by tamtejsi spekulanci myśleć choćby zaczęli o inwestycjach na naszym rynku. W kraju bez zaskoczenia przyjęto potwierdzenie przez powołany niezależny zespół wielkości przyszłorocznego deficytu. Na karb zobojętnienia przedwyborczego zrzucić też można to, że rynek praktycznie bez jakiegokolwiek echa przełknął zdymisjonowanie ministra finansów.Dlaczego rynek się zatrzymał, gdy wokół panuje pesymizm? Może odpowiedź na to pytanie kryje się w informacjach o zwiększonych wpłatach z ZUS do OFE. Być może OFE, korzystając z niskich cen, przynajmniej utrzymuje poziom zaangażowania w akcje? Być może, na nastroje wpływają nieprecyzyjne jeszcze informacje, jakoby nie zachodziła potrzeba wykorzystania w tym roku całości znowelizowanego deficytu? Jednej odpowiedzi nie ma, a co ważniejsze ? poszukiwanie jej w sytuacji, gdy w każdej chwili jakaś nowa informacja może położyć kres tej małej stabilizacji, nie ma większego sensu.