W obecnej sytuacji trudno wybrać spółkę, która czerpiąc z przesłanek fundamentalnych, mogłaby okazać się dobrą inwestycją, zwłaszcza przy ogromnym wpływie rynków amerykańskich na giełdę w Warszawie.

Wtorkowe zamachy terrorystyczne w Stanach Zjednoczonych spowodowały nietypową sytuację w gospodarce największego mocarstwa świata. Analitycy obecnie zgadzają się, że recesja w USA jest raczej nieunikniona, przekonanie zaś o nieuchronności recesji to rzecz spotykana wyjątkowo rzadko.Recesja przeważnie zaskakiwała. Natomiast teraz, znając zachowania konsumenckie w obliczu prawie nieuchronnej wojny, producenci ograniczą podaż wyrobów, oczekując słusznie zmniejszonego popytu. To z kolei wepchnie gospodarkę amerykańską, przeżywającą quasi-recesję, w objęcia już rzeczywistego spadającego produktu narodowego brutto. Ten fakt zaważy na notowaniach większości polskich spółek, które mocno reagują na wydarzenia zza Atlantyku.Sama tragedia Manhattanu dla gospodarki amerykańskiej będzie odczuwalna bardziej poprzez psychologiczne nastawienie strony konsumenckiej, niż przez szkody wynikające z materialnych zniszczeń, które nie są tak wielkie w porównaniu z gospodarką USA liczoną w bilionach dolarów.W takim otoczeniu trudno wskazać w Polsce na spółkę, która może być ciekawym obiektem inwestycyjnym. Natomiast na zasadzie korelacji między notowaniami spółek z poszczególnych branż w USA i w naszym kraju można stwierdzić, jak powinny zachowywać się ich kursy.W przededniu działań o charakterze militarnym, a wiele wskazuje, że tak właśnie będzie, raczej niezagrożony jest w USA popyt na żywność. Natomiast na pewno zmaleje sprzedaż nowych domów i mieszkań. Wskaźnik ten (publikowany co miesiąc) jest jednym z najważniejszych dla inwestorów, spadek sprzedaży tych dóbr jest negatywnie odbierany przez rynki papierów wartościowych. Sprzedaż nowych domów podana będzie 26 września, ale wtedy nie powinien wykazywać jeszcze tendencji spadkowej. Natomiast warto przyjrzeć mu się 26 października oraz 29 listopada.Warto dodać, że zdecydowanie zmniejszy się konsumpcja wszystkich produktów określanych jako dobra luksusowe. Można domniemywać, że zmniejszy się również sprzedaż samochodów. Potencjalni konsumenci albo dłużej będą jeździć dotychczasowymi pojazdami, albo wejdą w rynek aut używanych. Poza tym inwestorzy będą bardziej ostrożni, co oznacza ograniczenie lokat w akcjach i większe zaangażowanie w bezpieczniejsze papiery dłużne oraz w rynek kasowy. Branżą, która odczuje niski popyt na dobra luksusowe, będzie na pewno sektor finansowy, zwłaszcza banki oraz pośrednicy finansowi. Wynika to z faktu wysokiego zadłużenia społeczeństwa amerykańskiego (znaczną część tej kwoty stanowią pożyczki hipoteczne oraz samochodowe). Zmniejszenie się popytu na te dobra spowoduje niższą akcję kredytową, co niekorzystnie wpłynie na zyski spółek finansowychW takiej sytuacji główne pytanie polskich inwestorów brzmi: kupować czy nie? Spekulantom korzystającym głównie z analizy technicznej otoczenie makro nie przeszkadza, natomiast trudno obecnie znaleźć obiekt, który można byłoby wytypować do kupna z przesłanek fundamentalnych. Polskie spółki zostaną dotknięte przez kryzys w USA, najmocniej odczują to firmy określane jako cykliczne i te, których wyniki zależą od cen surowców (KGHM, Kęty, PKN ORLEN, Impexmetal).Warto, poprzez analogię, porównać, jak zachowywały się wybrane branże na giełdach w Stanach Zjednoczonych, w trakcie działań wojennych w Zatoce Perskiej oraz po ich zakończeniu. W pierwszym miesiącu najgorzej wypadł indeks grupujący spółki wytwarzające dobra luksusowe, spółek energetycznych oraz rozrywka i hotele. Najlepiej zachowywał się indeks firm wydobywających ropę oraz dostarczających gaz. Wzrastali również producenci papierosów.W Polsce nie ma takich sektorów na rynku giełdowym. Natomiast są przedstawiciele branży ubezpieczycieli na życie oraz producentów leków. Najgorzej na rynku zachowywały się pierwsze z nich, natomiast nieźle wyglądały notowania przedsiębiorstw farmaceutycznych. Zupełnie przyzwoicie kształtowały się również kursy producentów żywności.Na koniec trzeba podkreślić, że w warunkach niemal pewnej już recesji w USA, która jednak raczej nie przybierze dużych rozmiarów, oraz przy półrocznym cyklicznym opóźnieniu gospodarki europejskiej w stosunku do amerykańskiej ? trudno namawiać do kupna akcji. Do tego nakłada się jeszcze problem z Japonią, która znów traci szanse na wyjście z gospodarczych problemów.

Michał Śliwiński