Oczekiwanie, że podgrzanybudżetowymipieniędzmi popytzałatwi sprawęobecnej zapaści gospodarczej jest naiwne. Jeśli politycy rzeczywiściezrealizują pomysł budżetowego dożywienia gospodarki, to Polska, niczym chory na bulimię, będzie popadała w coraz gorsze tarapaty.A późniejsza kuracja będzie albo nie do zniesienia, albo wręcz niemożliwa.
Recepta na szczęście gospodarcze jest ? według niektórych polityków ? niebywale prosta. Odkręcają kurki z budżetową gotówką, przez jakieś hokus-pokus zmuszają Radę Polityki Pieniężnej do drastycznego cięcia stóp (są tacy, którzy widzieliby je od razu na realnie zerowym poziomie) i już. Na rynek wylewa się rześki strumień złotówek, kredyciki idą aż miło. Budżet oczywiście staje się wielką studnią bez dna, ale kogo to obchodzi.Przez chwilę jest jak w narkotycznym transie ? popyt rośnie, ludziom żyje się dostatniej. Tylko Polska w żadną siłę nie rośnie, bo już w chwilę później okazuje się, że ni stąd, ni zowąd skokowo rośnie inflacja, nikt nie chce kupić emitowanych nieprzytomnie dniami i nocami papierów skarbowych, złoty traci równowagę, a wierzyciele zaczynają domagać się gwarancji spłat naszych długów. I bal kończy się równie gwałtownie, jak się zaczął.Swego czasu męczyłem Państwa peanem na cześć oczyszczającej mocy kryzysów (pod warunkiem, iż kuracja owa stosowana jest bez przesady i nie doprowadza do zgonu pacjenta). Historyczne minima (co nie znaczy, że dna...) kursów na giełdzie, wybijanie słabszych kapitałowo firm, brutalna selekcja biur maklerskich, pewnie niedługo także możliwe likwidacje i fuzje funduszy inwestycyjnych i emerytalnych, redukcje kadr, płac, kosztów ? to wszystko, niczym pożar buszu, może dać szansę na odbudowanie, odświeżenie rynku. O ile w odpowiednim czasie na tę wypaloną ziemię spadnie deszcz, czyli w sposób rynkowy (!) potanieje kredyt. I odbudowane zostanie zaufanie konsumentów i inwestorów. Ale zaufanie mające zdrowe podstawy, a nie tworzone na inflacyjnym ?haju?.Na pewno w tworzeniu warunków do zdrowej obniżki stóp ?pomaga? sama zapaść gospodarcza. Szalejące bezrobocie w oczywisty sposób osłabia presję płacową ? ludzie wszak są coraz częściej zadowoleni, jeśli pracę uda mi się w ogóle zdobyć. Słabnie też presja cenowa ? w sytuacji praktycznej recesji sposobem na przetrwanie jest raczej obniżanie cen niż ich podwyższanie. Wszystko to przekłada się na obserwowany wyraźny spadek inflacji. I automatyczne podwyższanie do coraz bardziej absurdalnego poziomu realnych stóp procentowych. Przyjęcie zdroworozsądkowego projektu budżetu (oby...) dałoby więc pole do obniżania stóp. I do generowania rynkowego, zdrowego popytu. A nie budżetowej bulimii.Rada Polityki Pieniężnej będzie jednak raczej bardzo ostrożna, mając w pamięci kosztowny kredyt zaufania udzielony ustępującemu rządowi i pochopne ? jak się potem okazało ? cięcie stóp przy braku spodziewanego zdyscyplinowania polityki fiskalnej. Ale teoretyczne szanse niby są. To dałoby pole obniżania rynkowej i ?urzędowej? ceny kredytu. I pozwoliłoby na odbudowanie wspomnianego zdrowego popytu. No, chyba że politycy się uprą i kilkoma wprawnymi ruchami piór przygotują pasztet, którego ani rynek, ani gospodarka nie przełknie. A chory, zamiast wyzdrowieć, będzie musiał być reanimowany międzynarodową ?zrzutką? z MFW, Banku Światowego i innych instancji ostatniej pomocy.