Reklama

Maklerzy w opałach

Publikacja: 10.10.2001 13:01

Od pięciu kwartałów biura maklerskieponoszą straty...z działalności maklerskiej i doradczej.Spośród osiemnastu kolejnych kwartałów licząc od początku 1997 r. tylko w siedmiu udało się im osiągnąć zyski z tego tytułu, tak więc przez prawie dwie trzecie tegoczteroipółletniego okresu podstawowa działalność polskich brokerów była im kuląu nogi. Łączny jegobilans jest ujemnyi zamyka się kwotąponad 47 mln zł.

Nieco lepiej biura radziły sobie z handlem papierami wartościowymi na własny rachunek i inwestycjami długoterminowymi w te papiery. Na tej działalności zarobiły 126,5 mln zł, przy średniej wartości ich zsumowanego portfela wynoszącej około 602 mln zł. Jednak okazuje się, że najpoważniejszym, stałym i pewnym źródłem dochodów pozwalających im przeżyć są przychody finansowe. W wypracowanym wyniku brutto liczonym od początku 1997 r., wynoszącym nieco ponad 1 mld zł, stanowiły one aż 972 mln zł, czyli około 97%. Gdyby nie osiąganie zysków odsetkowych z posiadanych środków, większość z nich byłaby zmuszona zrezygnować z działalności z powodów ekonomicznych. Wynik finansowy brutto wszystkich naszych biur maklerskich w II kwartale bieżącego roku wyniósł... 19,8 tys. zł. Ratunkiem były znów dochody finansowe, które wyniosły 57 mln zł, choć nie zdołały w pełni zrównoważyć strat z działalności maklerskiej i doradczej, które wyniosły prawie 59 mln zł. Kwotę brakującą do wyjścia na symboliczny ?plus? brokerzy zdobyli z inwestycji w papiery wartościowe prowadzonych na własny rachunek.Na swego rodzaju paradoks zakrawa fakt, iż biura maklerskie ponoszą straty z działalności stanowiącej z założenia ich podstawową funkcję. Fakt, że głównym źródłem dochodów jest działalność ?pozamerytoryczna? i zjawisko to ma cechy trwałości, może świadczyć o tym, że maklerski biznes w naszym kraju cierpi na poważną chorobę, a jej przyczynami nie są tylko bessa i wojna prowizyjna.

Okres dekoniunktury na giełdzie jest bolesny nie tylko dla inwestorów, ale i dla biur maklerskich. Ich wyniki finansowe pogarszają się gwałtownie od II kwartału ubiegłego roku, a więc od początku silnej i długotrwałej bessy na GPW. Jednak niezależnie od sytuacji panującej na rynku, podstawowa działalność brokerów, czyli obsługa klientów, jest deficytowa. Powinno to skłaniać do refleksji nad modelem działalności polskich biur maklerskich.

Związek nie taki oczywistyZwiązek między kondycją i wynikami finansowymi pośredników na rynku kapitałowym a stanem koniunktury giełdowej wydaje się oczywisty. W okresach wzrostów kursów akcji notuje się większą liczbę transakcji, wysokie są obroty, co rzutuje na wartość otrzymywanych przez brokerów prowizji. Zwykle też ożywienie panuje na rynku pierwotnym, a więc obfite są przychody z tytułu oferowania na nim akcji. Zwyżki kursów akcji zaś przysparzają zysków z handlu papierami na własny rachunek. Gdy przychodzi bessa i stan ten się przedłuża, źródła przychodów i zysków wysychają, a części kosztów nie da się w krótkim okresie czasu zredukować.Po niezwykle udanym I kwartale 2000 r., a więc szczycie hossy, gdy wartość obrotów na warszawskiej giełdzie sięgnęła 70 mld zł, a wynik finansowy brutto biur maklerskich wyniósł 155 mln zł, notujemy gwałtowny spadek zysku biur aż do niecałych 12 mln zł w I kwartale bieżącego roku. Wynik z trzech pierwszych miesięcy bieżącego roku był najniższy od III kwartału 1999 r., a więc minibessy i drastycznego letniego spadku obrotów na GPW w tamtym czasie. Jednak drugi kwartał br. był wręcz dramatyczny ? wynik finansowy brutto wyniósł zaledwie 19,8 tys. zł (wykres 1).Jednak analiza danych od początku 1997 r., a więc od momentu, od którego GUS publikuje informacje dotyczące wyników biur maklerskich, wskazuje na pewną zastanawiającą niekonsekwencję, zdającą się zaprzeczać korelacji między obrotami na rynku giełdowym a wynikami brokerów. W okresie od początku 1997 r. do końca 1998 r. wartość obrotów papierami wartościowymi na warszawskiej giełdzie oscylowała między 16,2 a 23 mld zł kwartalnie, w tym samym czasie zaś wyniki biur wahały się w bardzo szerokim przedziale od 15,9 mln zł do 123 mln zł. Z kolei od III kwartału 2000 r. do I kwartału bieżącego roku wartość obrotów na GPW wynosiła od 38,5 mld zł do 86 mld zł, a więc była zdecydowanie wyższa niż w tamtym okresie, a wyniki biur nieproporcjonalnie niskie ? od zaledwie 11,7 mln zł do 42,3 mln zł. Ewidentny natomiast jest związek obrotów na giełdzie i przychodów biur maklerskich (wykres 2).Na czymzarabiają biura?Analiza zmian wartości przychodów i kosztów biur maklerskich (wykres 3) wskazuje, że są one ze sobą w znacznym stopniu skorelowane i w dużej mierze zależne od obrotów. Jednak patrząc na strukturę przychodów i kosztów, okazuje się, że z działalności maklerskiej i doradczej, a więc w pewnym uproszczeniu z prowizji od obrotu papierami wartościowymi, zarządzania portfelami, oferowania papierów na rynku pierwotnym oraz sprzedaży jednostek funduszy inwestycyjnych, pochodzi zaledwie od 23 do 29% ogółu przychodów brokerów. Usługi te mają też podobny udział w kosztach działalności biur. Największa, stanowiąca obecnie około 60% część przychodów (i kosztów) pochodzi z tak zwanej działalności operacyjnymi i handlowymi papierami wartościowymi, czyli mówiąc w pewnym uproszczeniu z inwestycji biur w papiery wartościowe, prowadzonych na własny rachunek.Z tytułu działalności maklerskiej i doradczej wynik finansowy brutto biur maklerskich w II kwartale tego roku był ujemny i wyniósł aż 59 mln zł. To najgorszy rezultat w historii. Jednak ten podstawowy, bądź co bądź, rodzaj działalności brokerów sprawia wrażenie trwale nierentownego, co stanowi swego rodzaju paradoks.Stosunkowo udany pod względem wyników z działalności maklerskiej i doradczej był niemal cały rok 1997. W ciągu trzech pierwszych kwartałów biura osiągały systematycznie całkiem spore zyski z tego tytułu, choć nie był to okres nadzwyczajnie udany ani pod względem aktywności inwestorów, ani z punktu widzenia koniunktury giełdowej. Ostatnie trzy miesiące roku były już wyraźnie gorsze, choć strata (z działalności maklerskiej i doradczej) wyniosła jedynie niecałe 9 mln zł. W następnych latach mamy do czynienia z przedziwnym kalejdoskopem ? kwartały zyskowne przeplatają się z idealną niemal regularnością z kwartałami, w których działalność maklerska przynosi straty aż do roku 1999, kiedy to poza pierwszymi trzema miesiącami straty pojawiają się ciągle (mimo hossy na rynku), po czym następuje przerwa na bardzo zyskowny I kwartał 2000 r. (szaleństwo hossy internetowej) i pięć kolejnych kwartałów strat. Taka seria wyników wskazuje na to, że mamy do czynienia nie tylko z wahaniami zależnymi od koniunktury, ale ze zjawiskiem o charakterze systemowym.Zdecydowanie lepiej w porównaniu z tymi danymi wyglądają efekty działalności inwestycyjnej biur maklerskich, prowadzonej na własny rachunek, choć obiektywnie rzecz biorąc nie są one rewelacyjne. Spośród osiemnastu kwartałów w sześciu brokerzy ponieśli straty, pozostałe zaś zamknęły zyskami. Łączna wartość tych zysków wyniosła w okresie od początku 1997 r. do czerwca 2001 r. nieco ponad 126 mln zł, przy średniej wartości ich zsumowanego portfela papierów wartościowych wynoszącej około 600 mln zł. W wielu kwartałach wynik z tego tytułu przewyższał wyniki z podstawowej działalności ? maklerskiej i doradczej. Trzeba przyznać, że mamy do czynienia z dość oryginalną sytuacją, gdy biura maklerskie więcej zysku osiągają nie z obsługi klientów ? inwestorów, a z konkurowania z nimi na rynku.Jeszcze bardziej zaskakujące jest jednak to, że biura maklerskie nie mogłyby się prawdopodobnie utrzymać bez dochodów finansowych, a więc pochodzących z lokowania wolnych środków własnych na rachunkach bankowych i w krótkoterminowych instrumentach rynku pieniężnego. Nawet w najlepszych czasach dla działalności maklerskiej, czyli w trzech pierwszych kwartałach 1997 r., udział dochodów finansowych w wyniku ogółem stanowił 30?40%, w okresach dekoniunktury zaś dochody te były trzy-, a nawet pięciokrotnie wyższe niż wynik brutto. Ratowały wówczas brokerów przed stratami generowanymi z obsługi klientów i własnej działalności inwestycyjnej.Wysoki udział dochodów pochodzących z lokat i transakcji nie zaliczanych do działalności operacyjnej wynika głównie z konieczności utrzymywania przez podmioty prowadzące działalność maklerską znacznych środków stanowiących ustawowe zabezpieczenie ewentualnych roszczeń klientów i będących gwarancją bezpieczeństwa obrotu.WnioskiZ przedstawionej analizy wyciągnąć można dość daleko idące, choć być może kontrowersyjne wnioski. Pierwszy jest dość oczywisty ? z typowej działalności maklerskiej na rzecz klientów, a więc inwestorów i emitentów, nasi brokerzy nie są w stanie utrzymać się w tym biznesie na dłuższą metę. Opieranie kalkulacji jedynie na nadziei, że będzie hossa, może być bardzo kosztowne. Równie złudne są rachuby, że polski rynek kapitałowy będzie się dynamicznie rozwijał ? wszak w tej chwili widać więcej zagrożeń niż szans. Okres zasilania giełdy przez nowe spółki w związku z procesem prywatyzacji mamy już w dużej mierze za sobą, a większe podmioty prywatne na rynek publiczny raczej się nie garną. Trudno też liczyć na masowy napływ nowych inwestorów, którzy pozostaną na rynku przez dłuższy czas.Wydaje się więc, że na dłuższą metę obecny stan jest nie do utrzymania. Powstaje tylko pytanie, czy kiepski stan branży maklerskiej wynika z nadmiernej podaży usług tego typu w stosunku do zapotrzebowania, czy też może z przyjętego i ugruntowanego modelu organizacji i działania biur maklerskich? Jeśli przyjąć pierwszy punkt widzenia, to rozwiązanie jest pozornie dość proste i nie wymaga specjalnych działań ? przebiegać będzie niejako automatycznie. Zaczyna się ono już realizować ? po okresie konsolidacji biur maklerskich mamy do czynienia z ich zamykaniem oraz ograniczaniem skali działalności. Pierwsze przykłady już mamy: zamykanie części POK-ów, wycofanie się z rynku Wood&Company, caibon, likwidacja DI BWE. W ten sposób dokona się naturalne dostosowanie liczby biur maklerskich do obecnego stanu rynku. Konsekwencją jest niebezpieczeństwo powstania sprzężenia zwrotnego, działającego na zasadzie: mniej biur maklerskich ? mniej klientów i mniejsze szanse na pojawienie się potencjalnych nowych inwestorów.Konsekwencją przyjęcia tezy, że przyczyny zapaści tkwią w modelu organizacji działalności maklerskiej jest podjęcie działań, których celem będzie głęboka restrukturyzacja całej branży i poszczególnych biur maklerskich. O konieczności zmian mówi się od dawna, jednak niewiele z tego wynika. Być może trudna sytuacja zmusi brokerów do poszukiwania lepszego modelu prowadzenia biznesu.

Maria Dobrowolska,prezes Izby Domów MaklerskichSytuacja finansowa przedsiębiorstw maklerskich przedstawiona w raportach GUS nie wymaga dodatkowego komentarza. Natomiast przyczyny tej sytuacji są dla mnie jednoznaczne. Nie wynika to z nadmiernej podaży usług tego typu w stosunku do zapotrzebowania. Gdyby tak prosta była diagnoza, wówczas stałe zmniejszanie się liczby domów maklerskich powodowałoby poprawę sytuacji finansowej pozostałych. Powinni również wyłonić się liderzy, którzy lepiej od innych potrafią sprzedawać papiery wartościowe. Tymczasem gdy w 1997 roku liczba domów maklerskich (mam tu na myśli zarówno biura, jak i domy maklerskie) wynosiła 47, wynik z działalności maklerskiej i doradczej zamykał się w przedziale od ok. 40 do 50 mln złotych i był najlepszy w całym okresie od kiedy publikowane są dane. W kolejnych latach, mimo zmniejszającej się liczby brokerów, wynik ten ?hiperbolicznie? się pogarszał. Obecnie na rynku funkcjonują 32 podmioty, a ich łączna strata wynosi 60 milionów złotych.Sytuacja brokerów to jeden z przejawów ogólnego stanu rynku kapitałowego w Polsce: inwestorzy stracili chęć angażowania kolejnych kwot, emitenci nie mają skąd pozyskiwać kapitału. Śmieszne by było obarczanie winą za ten stan ?modelu działalności polskich biur maklerskich?, ustalonego zresztą nie przez te podmioty, ale przez uawę.Myślę, że nadszedł czas poważnej dyskusji między podmiotami funkcjonującymi na naszym rynku kapitałowym o modelu rynku, czyli między innymi o zakresie działalności domów maklerskich, dyskusji dotyczącej podziału prowizji z tytułu transakcji pomiędzy podmioty zaangażowane w ich realizację, czyli GPW, KDPW i dom maklerski, wysokości tych prowizji, struktury i wysokości opłat ponoszonych przez emitentów. Tematów jest naprawdę dużo. Jednak wszyscy musimy pamiętać o tym, że rynek kapitałowy bez pośredników nie może się rozwijać.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama