Kontrakty terminowe
Rynek kontraktów terminowych od marca tego roku przeżywa regres. Wprawdzie podstawowe statystyki wydają się mówić coś innego, bo liczba otwartych pozycji na wszystkich seriach kontraktów terminowych na WIG20 w październiku po raz pierwszy w historii wyniosła ponad 20 tys., a miesięczny wolumen tych samych futures regularnie przekracza 300 tys. kontraktów, to wartość wnoszonych depozytów w porównaniu z rekordowym marcem tego roku spadła o 45%.Rekordowy miesięczny wolumen wyniósł w lipcu 2001 roku 377 tys. kontraktów. W przeliczeniu na jedną sesję daje to imponujący wskaźnik prawie 18 tys. kontraktów, podczas gdy średnia dla całego zeszłego roku wynosiła zaledwie 6 tys. Oznacza to, że od tamtej pory rynek kontraktów na WIG20 powiększył się trzykrotnie! Imponujące, ale to tylko statystyka. Tak naprawdę rynek kontraktów od marca tego roku przeżywa regres.W zeszłym roku wartość indeksu była znacznie większa. Na szczycie w marcu WIG20 miał 2481 pkt., na dołku w październiku 1499 pkt., a na ostatniej sesji zeszłego roku było to ponad 1800 punktów. W zeszłym roku wyższe też były poziomy depozytów. Żeby otworzyć pozycję na ostatniej sesji zeszłego roku, trzeba było mieć 2100 zł (depozyt wstępny wynosił 11,8% wartości całego kontraktu). Teraz, kiedy depozyt wstępny wynosi 9,2%, a WIG20 ma wartość zbliżoną do 1100 pkt., do otwarcia pozycji wystarczy już tylko 1000 zł. To przeszło dwa razy mniej.Na wykresach prezentuję dwie wielkości, obrazujące aktywność inwestorów. Pierwszy wykres to wolumen na rynku kontraktów na WIG20 w ujęciu miesięcznym. Używając języka analizy technicznej: do lipca tego roku widać wyraźny trend wzrostowy, a ostatnie dwa miesiące to korekta tego trendu. Drugi wykres to wartość rynku w gotówce, będąca iloczynem wolumenu, wartości indeksu oraz depozytu zabezpieczającego, również prezentowana w ujęciu miesięcznym wartość (na potrzeby tego artykułu będę tę wielkość nazywał obrotami). To próba zmierzenia, ile tak naprawdę gotówki przepływa przez rynek futures w postaci depozytów zabezpieczających.Wynika stąd, że dynamiczny rozwój tego rynku zakończył się w listopadzie zeszłego roku, kiedy wartość obrotów wyniosła 40 mln zł. Później był jeszcze rekordowy, ale jednorazowy, wyskok w marcu tego roku do 55 mln zł, ale od tamtej pory, ponownie używając języka analizy technicznej, mamy do czynienia z trendem spadkowymNie musi wcale być tak, żeby październik miał przynieść przełamanie tej tendencji. Wprawdzie na sesji 11 października wolumen wyniósł 37 tys. kontraktów i był absolutnie rekordowy, ale obroty tego dnia wyniosły niecałe 4 mln zł i był trochę niższe niż na sesji 14 marca tego roku. Jednocześnie, na sesji 1 października wolumen wyniósł ledwie 6496 kontraktów, co oznacza, że wartość wniesionych tego dnia depozytów wyniosła tylko 0,5 mln zł i była najniższa od ponad roku! nChoć rynek kontraktów z pewnością jest duży, to jednak nie tak ogromny, jak wynikałoby z niektórych statystyk (średnie obroty na sesję to w tym roku 1,7 mln zł, w zeszłym 1,2 mln zł). Można nawet rzec, że od kilku miesięcy przeżywa regres. Wszystkich, których bessa miała wygnać z rynku akcji na rynek pochodnych, już tam wygnała. Ogromnej większości z nich już nie ma, bo kontrakty są bezlitosne i dużo szybciej niż akcje likwidują tych, którzy źle zarządzają pieniędzmi. Teraz trzeba przyciągnąć kompletnie nowych inwestorów, bo proste rezerwy rozwoju, jakim był właśnie napływ inwestorów z rynku kasowego, już się skończył. Na dodatek dominują u nas techniki grania (bo trudno nazwać to inwestowaniem) z najkrótszą perspektywą czasową, czyli te, które wymagają największych kapitałów, najniższych prowizji i najwyższych umiejętności. Te, gdzie ?śmiertelność? inwestorów jest najwyższa. Rozwój naszego rynku kontraktów tylko w tym kierunku może niebawem zagrozić jego istnieniu.
Tomasz Jóźwik