Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by kasa z opodatkowanych na łapu-capu i kompletnie bezsensownie lokat i obligacji popłynęła na rynek akcji i do funduszy inwestycyjnych. jednak wcale nie musi tak się stać. I to nie dlatego, że ludzie zaczną kryć oszczędności przed pożerającym ich pieniądze fiskusem w materacach, dolarach i złocie. Bankowcy już teraz myślą o sposobach przechytrzenia ministra Marka Belki. Muszą bowiem zapobiec ewentualnej ucieczce klientów ze swoich instytucji. Już niedługo można więc spodziewać się wysypu nowych pomysłów na obejście coraz bardziej absurdalnych pomysłów podatkowych.Można więc oczekiwać wydłużania okresu lokat, tak by odwlec moment płatności podatku, co jednak nie jest żadnym rewelacyjnym rozwiązaniem, bo haracz trzeba będzie zapłacić od skumulowanych odsetek, więc pewnie w sumie na jedno wyjdzie. Bardziej interesującym rozwiązaniem byłaby zmiana konstrukcji lokat, tak by fikus nie do końca wiedział, kiedy owa wypłata odsetek następuje. Sporo zabawy będzie zapewne przy produktach dyskontowych (np. bonach czy certyfikatach), gdzie wypłaty odsetek nie ma, a zyskiem inwestora jest różnica między nominałem a niższą od niego ceną zakupu takiego produktu.Podstawowym jednak pytaniem pozostaje wciąż niejasna kwestia legalności wprowadzenia podatku od inwestycji rozpoczętych przed wprowadzeniem go w życie. Bo jeśli prawo ma nie działać wstecz, to założenie np. lokaty 20-letniej dawałoby azyl od haraczu na wypłacane przez dwie dekady odsetki od owej lokaty (a przecież można by ją zerwać w dogodnym dla siebie czasie). To samo pytanie dotyczy legalności opodatkowywania także obligacji skarbowych emitowanych i sprzedawanych przed momentem wejścia w życie nowych przepisów. W każdym razie prawnicy mogą mieć sporo zabawy...Opodatkowanie oszczędności (nawet przy ?łaskawym? zaniechaniu poboru haraczu od zysków giełdowych) jest zabiegiem żenującym i populistycznym. Wielka szkoda, że ekonomista o tak ugruntowanej pozycji, jak Marek Belka, upiera się przy rozwiązaniach, które chyba dość trudno byłoby zakwalifikować do działań sprzyjających zwiększeniu skłonności do oszczędzania.Skoro zaś władza poczyna sobie tak, jak to widzimy, to rynkowi finansowemu i kapitałowemu nie pozostaje nic innego, jak szukanie rozwiązań alternatywnych i ?obchodzenie? głupich przepisów. Z pożytkiem dla rynku, klientów i całej gospodarki. Smutne to, ale prawdziwe.

łukasz Kwiecień[email protected]