Koncentracja popytu na najbardziej płynnych i dużych spółkach to normalny proces, który przechodzą wszystkie giełdy. Tak dzieje się w Moskwie, Pradze czy Budapeszcie. Podobny proces przeszły rynki zachodnioeuropejskie. Przenoszenie obrotów na największe firmy to efekt coraz większej siły inwestorów finansowych, malejącej roli indywidualnego drobnego inwestora oraz pozyskiwania przez giełdowe firmy inwestorów strategicznych.
- Zjawisko, jakie obserwujemy na GPW, to nic wyjątkowego. Nie jest ono spowodowane niewłaściwym rozwojem giełdy czy wejściem systemu Warset. Warszawski rynek przechodzi teraz transformację, której doświadczyły już rynki z krajów bardziej zaawansowanych gospodarczo - powiedział PARKIETOWI Wiesław Rozłucki, prezes GPW (na fot.).
Wśród giełd środkowoeuropejskich nie wyróżniamy się niczym szczególnym. Na giełdzie w Moskwie z 392 papierów, tak naprawdę płynnych jest tylko kilka, jak Łukoil, Norilsk Nikiel czy Surgutnieftiegaz. Podobnie jest na rynkach w Budapeszcie i Pradze.
Na pierwszym, płynnych papierów jest około 5 (na 59 notowanych), z kolei na drugim - jest to nie więcej niż 10 (na 122 spółki w obrocie). Tylko na giełdzie w Lublanie nie widać koncentracji obrotów na małej grupce akcji. Trzeba jednak zaznaczyć, że jest tam notowanych zaledwie 36 walorów.
W Polsce ponad 90% wartości obrotów realizowane jest na spółkach należących do WIG20. Natomiast nieco inaczej przedstawia się lista spółek, na których akcjach realizowany jest największy wolumen obrotu.