W czwartek jego notowania znalazły się nawet poniżej tej granicy, tj. na poziomie nie obserwowanym od dwóch lat. Piątek przyniósł niewielką korektę w górę, głównie pod wpływem zakupów paliw płynnych, których dokonywały towarzystwa lotnicze i inne firmy transportowe, wykorzystując wyjątkowo niskie ceny. Główną przyczyną załamania na rynku naftowym był brak porozumienia w sprawie redukcji wydobycia ropy. Wobec sprzeciwu Norwegii oraz nieznacznych tylko cięć, zapowiedzianych przez Rosję, państwa OPEC zrezygnowały ze zmniejszenia produkcji o 1,5 mln baryłek dziennie, gdyż samodzielnie nie byłyby w stanie ograniczyć podaży i zahamować spadku notowań. Ugrupowanie to przestrzegło pozostałych dostawców ropy przed wojną cenową, która przyniosłaby zresztą największe straty samemu OPEC, szczególnie silnie uzależnionemu od wpływów naftowych.

Spadek notowań, choć znacznie mniejszy, dotknął również złoto. W piątek kruszec ten kosztował w Londynie 274,75 USD za uncję wobec 277,45 USD w końcu poprzedniego tygodnia. Początkowo złoto zyskało na atrakcyjności po katastrofie lotniczej w Nowym Jorku oraz zapowiedzi połączenia trzech czołowych producentów - amerykańskiej firmy Newmont, australijskiej Normandy i kanadyjskiej Franco Nevada. Jednak potem nastąpił spadek ceny, któremu sprzyjał jednocześnie wzrost kursu dolara do euro oraz zwiększone zainteresowanie lokowaniem kapitałów w akcje dzięki sukcesom antytalibańskiej opozycji w Afganistanie.

Inaczej wyglądała sytuacja na rynku miedzi. Tam po wahaniach nastąpił wzrost notowań i w piątek za tonę tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1486 USD wobec 1408 USD tydzień wcześniej. Głównym impulsem do inwestowania w miedź były wiadomości o zmniejszaniu jej produkcji przez czołowych dostawców z Chile, Chin i innych krajów, aby zrównoważyć malejący popyt oraz zahamować zniżkę cen