Mijający tydzień przyniósł gwałtowne wahania cen ropy. Spekulacje na temat tego, czy dojdzie do porozumienia OPEC z innymi producentami tego surowca w sprawie redukcji wydobycia, wzbudziły dużą nerwowość na rynku. Ropa ostatecznie zdrożała w ciągu tygodnia prawie o 7%, ale wzrost mógłby być silniejszy, gdyby nie silną piątkowa przecena. Nieznacznie staniały natomiast miedź i złoto.
Przed dwoma tygodniami OPEC podjęła decyzję, że od 1 stycznia 2001 r. obniży produkcję o 1,5 mln baryłek dziennie (6,5% wydobycia), jednak uzależniła wprowadzenie jej w życie od tego, czy na podobne kroki zdecydują się trzej inni czołowi producenci tego surowca - Rosja, Norwegia i Meksyk. Zażądała od nich, by łącznie ograniczyli oni dzienne wydobycie o 500 tys. baryłek. Początek tygodnia przebiegł pod znakiem umiarkowanych wzrostów notowań, w związku ze spekulacjami, że zainteresowane kraje zgodzą się na tę propozycję. W czwartek notowania ropy gwałtownie skoczyły o 7%, zbliżając się do poziomu 20 USD za baryłkę, dzięki informacji, że Norwegia zmniejszy produkcję o 150-200 tys. baryłek. Podobną deklaracją zmniejszenia produkcji o 100 tys. baryłek złożył Meksyk. W piątek na rynku doszło jednak do gwałtownych, prawie 5-proc. spadków cen, ponieważ propozycji OPEC nie poparła Rosja.
Ten drugi co do wielkości eksporter tego surowca na świecie zadeklarował, że do końca roku zmniejszy wydobycie, lecz zaledwie o symboliczne 50 tys. baryłek, nie zaś, jak liczono, aż o 300 tys. baryłek. Stało się tak mimo nacisków na rosyjski rząd ze strony miejscowych koncernów naftowych, których kondycji finansowej szkodzą niskie notowania ropy. - Nastroje na rynku gwałtownie się pogorszyły. Przypomnijmy, że globalna koniunktura znacznie się pogorszyła i popyt na ropę jest niższy. Brak porozumienia Rosji z OPEC grozi wojną cenową i również pod znakiem zapytania staje redukcja produkcji od początku przyszłego roku przez kartel - powiedział Bloombergowi Lawrence Eagles, szef londyńskiego biura brokerskiego GNI Ltd. W końcu sesji piątkowej cena ropy gatunku Brent w Londynie oscylowała wokół 19 USD za baryłkę wobec 17,75 USD tydzień wcześniej oraz już prawie 20 USD w czwartek.
Ostatni tydzień przyniósł natomiast niewielki spadek cen miedzi na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME). Tona tego surowca w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała w piątek niecałe 1475 USD wobec prawie 1500 USD tydzień wcześniej. Analitycy podkreślali, że po silnych wzrostach cen na początku drugiej dekady listopada, kiedy miedź odrabiała straty poniesione po ataku terrorystycznym na USA, osiągając cenę najwyższą od 2,5 miesiąca, mijający tydzień przyniósł konsolidację. Sprzyjał jej dodatkowo okres świąteczny w Stanach Zjednoczonych. Za ostatnimi wzrostami stały - zdaniem analityków - przede wszystkim fundusze spekulacyjne. Słaba koniunktura w gospodarce światowej, ograniczająca popyt na surowce, z punktu widzenia fundamentalnego nie przemawia za wzrostem cen.
Podobnie jak w przypadku miedzi, również na rynku złota doszło do niewielkiej zmiany cen. Kruszec ten staniał w ciągu mijającego tygodnia tylko o 0,7%, do niecałych 273 USD za uncję. Na rynku brakowało informacji, które mogłyby pobudzić większe wahania cen. - Nie należy zapominać, że pojawiające się optymistyczne opinie, iż globalna koniunktura może poprawić się w połowie przyszłego roku, nie sprzyjają złotu, które uznawane jest za bezpieczną inwestycję i cieszy się popytem, gdy sytuacja gospodarcza się pogarsza - stwierdziła cytowana przez Reutera Rhona O`Connell, analityk z World Gold Council.