Rano za dolara płacono 4,11 zł, za euro 3,62 zł, odpowiadało to 10,6% powyżej parytetu. Od razu przeważył popyt i złoty zaczął zyskiwać. Powoli, ale konsekwentnie pięliśmy się w górę i około 16.00 dotarliśmy do 11,15%. USD potaniał o 2,4 grosza, wspólna waluta o 2,3 grosza. Chwila stabilizacji i znowu wzrost wartości. Poziomy zamknięcia to 4,087 i 3,592, czyli 11,2%.
Początek tygodnia przyniósł kolejny wzrost wartości papierów skarbowych i tym samym - wzrost wartości złotego. I wciąż jest to związane ze spekulacjami pod kątem ewentualnej obniżki stóp procentowych. Po piątkowych danych o cenach żywności coraz więcej analityków liczy na bardzo dobre informacje o inflacji. Niektórzy prognozują nawet jej spadek w listopadzie do poziomu 3,7% rok/rok. Zdaniem inwestorów, może to być kolejny czynnik zachęcający Radę do cięcia o 100-150 punktów bazowych. W każdym razie taki poziom dyskontuje rynek.
Wzrostowi nie przeszkodziły nawet informacje o planowanej drugiej nowelizacji budżetu na 2001 rok. Ministerstwo finansów chce powiększyć tegoroczny deficyt o około 3,5 mld zł. Częściowo jest to związane z niższymi wpływami (sytuacja gospodarcza), częściowo zaś z projektem wcześniejszej spłaty niektórych zobowiązań budżetu państwa.
W piątek poznamy informacje o rachunku obrotów bieżących. Będzie on szczególnie interesujący, ponieważ będziemy mogli się przekonać, czy wrześniowe pogorszenie eksportu było zjawiskiem przejściowym. Wydaje się, że jednak nie i że dane za październik także nie zachwycą. Utrzymujący się przez wiele miesięcy niekorzystny kurs złotego musiał się w końcu kiedyś odbić na wynikach eksportu. Poza tym (a może przede wszystkim) wyraźnie widać hamowanie gospodarki niemieckiej, najważniejszego partnera handlowego Polski. Trudno sobie wyobrazić, aby pogorszenie sytuacji w tym kraju nie miało wpływu na to, co dzieje się u nas.
Jednocześnie jednak spadek eksportu wcale nie musi oznaczać wyraźnego wzrostu deficytu handlowego. Import także powinien utrzymywać się w ryzach. Niska konsumpcja (import konsumpcyjny) i słabe perspektywy gospodarcze (import inwestycyjny) powinny zrobić swoje. Poza tym tanieją surowce energetyczne, które są ważnym składnikiem polskiego importu.