Reklama

Naganna nowelizacja, kiepski budżet

Najlepsze, co można powiedzieć o projekcie przyszłorocznego budżetu, to to, że w ogóle jest. Nie ma w nim potrzebnych reform, a oszczędności uzyskano głównie poprzez odsunięcie wydatków w czasie - twierdzą ekonomiści BRE Banku. Skrytykowali także drugą nowelizację tegorocznego budżetu.

Publikacja: 30.11.2001 08:16

Janusz Jankowiak (na fot.), główny ekonomista BRE Banku uważa, iż od budżetu na przyszły rok oraz jego oceny przez RPP w znacznym stopniu będzie zależeć przyszłoroczna polityka pieniężna. - Gdyby opinia RPP była krytyczna, oznaczałoby to, iż w przyszłym roku można oczekiwać obniżek stóp o 200 pkt. bazowych - powiedział. - Jeśli będzie umiarkowana, można liczyć na cięcie stóp o 300 pkt.

Gdyby jednak RPP wystawiła projektowi przyszłorocznego budżetu takie same noty, jak ekonomiści BRE, nie wiadomo, czy redukcja stóp o 200 pkt. byłaby możliwa. - My w tym budżecie nie widzimy żadnych argumentów za obniżką stóp - powiedział J. Jankowiak.

Zdaniem specjalistów z BRE, kluczowe dla tego budżetu jest założenie, że podatek od dochodów kapitałowych oraz spadek stóp procentowych nie zmniejszą skłonności Polaków do oszczędzania oraz nie będzie znacznego odbicia inflacji. Jeśli tak by się stało, możliwe będzie uzyskanie zaplanowanego w budżecie wzrostu PKB w wysokości 1% przy utrzymaniu deficytu na rachunku obrotów bieżących w wysokości 4,8%, a więc na poziomie zbliżonym do tegorocznego.

Tymczasem istnieje spore niebezpieczeństwo, że inflacja wzrośnie szybciej i mocniej, niż zakłada budżet. Same tylko podwyżki podatków oraz cen urzędowych dają impuls inflacyjny w wysokości 0,6-1 pkt. proc. Do tego dochodzi niebezpieczeństwo szybszego niż w tym roku wzrostu cen żywności oraz wzrostu cen ropy, a także spadek skłonności do oszczędzania, co zwiększy konsumpcję i dodatkowo podniesie inflację. W tej sytuacji wzrost gospodarczy może wynieść 2% PKB, inflacja na koniec roku przekroczy 5%, a konsumpcja będzie rosła szybciej od PKB. Te czynniki zwiększą import przy słabych perspektywach dla eksportu, co spowoduje wzrost deficytu na rachunku obrotów bieżących do 5,5% PKB.

Nałożą się na to kłopoty finansów publicznych, jako że w projekcie nie ma planów ich reformy, a większość oszczędności, jakich w nim dokonano, jest tymczasowa i po roku 2002 lub 2003 zaczną one zanikać. Wtedy problem wielkiego deficytu budżetowego powróci. - W rezultacie w rok 2003 wejdziemy z narastającą nierównowagą zewnętrzną oraz koniecznością przeprowadzenia reform finansów publicznych, co będzie trzeba zrobić w niesprzyjających warunkach, przy słabnącym poparciu dla rządu - powiedział J. Jankowiak.

Reklama
Reklama

Skrytykował on także drugą nowelizację tegorocznego budżetu. - To fikcja - powiedział. Rząd zwiększył w niej o 3,8 mld zł (do ok. 185 mld zł) wydatki, o podobną sumę zwiększył deficyt (do ok. 32 mld zł) pozostawiając dochody na poziomie 152 mld zł. Zrobił to, mimo iż już zdążył zablokować wydatki na kwotę 8,5 mld zł, dochody zaś wyniosą zaledwie 141 mld zł.

- W nowelizacji można byłoby zapisać realne kwoty, ale trzeba byłoby pokazać, gdzie są oszczędności, a rząd najwyraźniej tego nie chciał zrobić - stwierdził J. Jankowiak. - To naganne, zwłaszcza w przypadku ministra, który tak często krytykował "twórczą księgowość budżetową" poprzedników - dodał.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama