Pomimo pewnej poprawy nastrojów na rynku nie wyklarowały się do tej pory jednoznaczne sygnały, świadczące, że trwająca od połowy listopada korekta została zakończona. Obecna sytuacja nie przesądza też o kierunku dalszego ruchu - będzie on zależeć od oceny napływających informacji. A te wciąż pozwalają na wsparcie zarówno czarnych, jak i optymistycznych scenariuszy. Jako że w mojej naturze leży spoglądanie w przyszłość z optymizmem, większą uwagę wciąż koncentruję na tych wskaźnikach, które stwarzają podstawy, by oczekiwać poprawy sytuacji. Realizm zaś podpowiada, że w dalszym ciągu głównym miejscem, gdzie wytycza się kierunek ruchu gospodarek światowych, pozostaje USA. Tam zaś do grona czynników wskazujących, że polityka przeciwdziałania recesji może być skuteczna już w IV kwartale, dołączył znacznie wyższy od oczekiwań październikowy wzrost zamówień w przemyśle. Optymistyczną wymowę niektórych wskaźników z USA psuje, co prawda, natłok nie najlepszych informacji z innych rejonów. Pogłębiająca się recesja w Japonii i złe sygnały z gospodarki niemieckiej to czynniki, które w przypadku poprawy sytuacji w USA prawdopodobnie stracą na aktualności. Gorzej sytuacja wygląda w przypadku Argentyny, jednak z uwagi na czas trwania kryzysu ewentualne pogorszenie sytuacji nie powinno mieć już silnego wpływu na emerging markets. W kraju też czai się zarzewie ewentualnego spadku zaufania do naszego rynku w postaci konfliktu: rząd - RPP. Autonomia banku centralnego jest materią na tyle delikatną, że ewentualne jej zmiany (o ile nie mają być one bardzo kosztowne dla gospodarki) powinny być podejmowane z najwyższą rozwagą.