Na krajowym rynku akcji coraz wyraźniejszą przewagę zdobywają inwestorzy sceptyczni co do możliwości nadejścia w przyszłym roku znaczącego ożywienia gospodarczego. Równocześnie stopniowo rozwiewają się silne wcześniej nadzieje spekulantów na wzrost cen akcji pod koniec roku, który miałby być wywołany przez instytucje finansowe dążące do poprawy swych rocznych wyników. W czwartek WIG20 naruszył poziom wsparcia wyznaczony przez lokalne maksima z sierpnia (1189 pkt.) i września (1190 pkt.), co raczej nie zapowiada rychłego odbicia. Główne światowe rynki akcji - z tradycyjnym wyjątkiem Japonii - były ostatnio znacznie silniejsze od naszego, ale zanotowany przed tygodniem spadek mierzonej przez Investors Intelligence liczby "niedźwiedzi" wśród amerykańskich analityków w pobliże 9-letniego minimum na poziomie ok. 23% ostrzegał przed przegrzaniem rynku. Poprzednio takie przerzedzenie populacji "niedźwiedzi" obserwowane było wiosną i latem 1998 r. (przed kryzysem rosyjskim) oraz w połowie bieżącego roku. Dla optymistów, którzy zakładają powtórzenie się przyszłym roku globalnego scenariusza makroekonomicznego przerabianego w 1999 roku, obecne spadki cen będą okazją do kupna akcji analogiczną do tej z okresu listopad-grudzień 1998 r. Wtedy pierwsza korekta hossy sprowadziła WIG20 z poziomu 1324 do 1079 pkt. Odnosząca się zarówno do naszej giełdy, jak i rynku globalnego techniczna analogia z końcem 1998 roku jest niezwykle kusząca. Niestety, z racji niezbyt wysokiej wiarygodności jej makroekonomicznego odpowiednika kupowanie akcji nawet po spadku WIG20 poniżej 1100 pkt. będzie wymagać sporo odwagi.