Domingo Cavallo jak dotąd bezskutecznie podejmuje wysiłki ratowania kraju przed niewypłacalnością. Odsetki z tytułu 132 mld USD długu rosną. Z Waszyngtonu, gdzie w siedzibie Międzynarodowego Funduszu Walutowego zabiegał o uruchomienie zablokowanej 1,3 mld USD transzy kredytu, powrócił z niczym, rekordowa (50 mld USD) zamiana starych obligacji na nowe, niżej oprocentowane papiery nie poprawiła notowań Argentyny na rynkach międzynarodowych.
Na znak protestu przeciwko restrykcjom ograniczającym swobodę dysponowania depozytami bankowymi oraz rosnącemu bezrobociu związki zawodowe ogłosiły w czwartek strajk.
Prezydent Fernando de la Rua powiedział, że dla niego powód strajku nie jest jasny. Prawdopdobnie ma coś wspólnego z ograniczeniami bankowymi - oznajmił dziennikarzom. Przekonywał obywateli, że ograniczenie możliwości podjęcia pieniędzy z konta bankowego do 1000 USD miesięcznie było konieczne, aby zapobiec załamaniu systemu finansowego. Chyba przekonał niewielu, bo wprawdzie zahamowany został run na banki, ale jednocześnie pogłębiły się kłopoty gospodarcze spychające 2000 osób dziennie poniżej granicy ubóstwa. Bezrobocie szacowane na 18,3% może przekroczyć 20%.
Carlos Menem, były prezydent, lider partii peronistów, nakłania rząd do przyjęcia amerykańskiego dolara jako waluty kraju. Argentyńskie peso jest z nim powiązane w relacji 1:1, ale kurs wymiany w kantorach jest znacznie mniej korzystny. Niektórzy analitycy mówią, że dewaluacja może sprowadzić peso do poziomu 2,18 za 1 USD.
Menem zgadza się z rządem, że dewaluacja byłaby katastrofą dla tej trzeciej potęgi gospodarczej Ameryki Łacińskiej. Dolaryzacja, twierdzi były prezydent, poprawiłaby rating Argentyny i zmniejszyła ryzyko wiążące się z inwestowaniem w jej papiery dłużne. Premia, jaką Argentyna musi płacić inwestorom, jest dwukrotnie wyższa niż następnego najbardziej ryzykownego suwerennego emitenta.